- Autor: Josephine Tey
- Tytuł: Morderstwo przed teatrem
- Wydawnictwo: Czytelnik
- Seria: Z jamnikiem
- Seria: inspektor Alan Grant (tom 1)
- Rok wydania: 1967
- Nakład: 40280
- Przekład: Irena Doleżal-Nowicka
- Recenzent: Mariusz Młyński

W marcowy wieczór tłum ludzi czeka w kolejce po bilety do londyńskiego teatru Woffington na jedno z ostatnich przedstawień sztuki „A nie mówiłem?” – grająca w niej sławna aktorka Ray Marcable wyjeżdża wkrótce do USA.
W pewnym momencie jeden z mężczyzn osuwa się na ziemię i wszyscy widzą, że w jego plecach tkwi hiszpański sztylet. Sprawę otrzymuje inspektor Alan Grant ze Scotland Yardu; stwierdza on, że morderca musi pochodzić z Bliskiego Wschodu, gdyż „zbrodnia została popełniona z wyrafinowaniem obcym mentalności angielskiej” – Anglik z krwi i kości podciąłby ofierze gardło, ewentualnie potraktował pałką lub rewolwerem. W kieszeni denata inspektor znajduje nabity rewolwer; co ciekawe, żadne odciski palców na broni nie należą do zamordowanego. Śledztwo idzie opornie, inspektor ma „kolekcję bezużytecznych poszlak”, a zeznania świadków nic nie wnoszą – „atmosfera jałowości, która charakteryzowała te przesłuchania, zupełnie przygnębiła Granta. Człowiek, którego nikt nie znał, otrzymał cios w plecy, zadany przez człowieka, którego nikt nie widział. Znakomite widoki na przyszłość”.
Żmudna praca inspektora w końcu przynosi skutek – najpierw udaje mu się zidentyfikować denata, a wkrótce zatrzymuje mordercę, który ukrywa się w miasteczku Carninnish w zachodniej Szkocji. Wszystkie poszlaki wskazują na jego winę („Tu wszystko zbyt dobrze pasuje, żeby była mowa o pomyłce”) ale jego zeznania są na tyle przekonujące, że Grant przestaje tracić swoją pewność („Czyżby to był ten jeden przypadek na tysiąc, kiedy dowody pasują w każdym najdrobniejszym szczególe, ale są po prostu serią zbiegów okoliczności?”). Inspektor sam przyznaje, że ma pewne wątpliwości, ale jest świadomy tego, że żaden sąd przysięgłych w to nie uwierzy; stwierdza też, że nie kieruje nim słabość do przestępcy, ale w grę wchodzi jego honor zawodowy.
To jest książka, którą czyta się dla samej przyjemności czytania; jest ona napisana barwnym, potoczystym i momentami lekko gawędziarskim językiem – w kilku ostatnich zdaniach dowiadujemy się, że Grant opowiedział autorce tę historię, a ona przelała ją na papier. Akcja toczy się nieśpiesznie, większy nacisk położony jest na metodyczność śledztwa i efektowne opisy malowniczej przyrody – rejon Szkocji znany jako Highland i leżący na zachód od Inverness pokazany jest chwilami zachwycająco. Osobną wartością jest sam inspektor Alan Grant: elegancki ale nie wymuskany, niezwykle oddany swojej pracy i odznaczający się dużym zasobem rozsądku – ale jednocześnie „w wieku lat trzydziestu pięciu był już wolny od balastu złudzeń” i stwierdza, że chyba musi zrezygnować ze służby, skoro zaczyna zanadto wierzyć ludziom. Wiemy, że uczestniczył w pierwszej wojnie światowej i w 1916 roku został poszkodowany przez jakiegoś Niemca; wiemy też, że ma świadomość swojego przemęczenia i deklaruje, że musi wykombinować jakiś urlop, a jak się nie uda, to nawet zwolnienie lekarskie i pojechać sobie gdzieś na ryby – no, no, co by na coś takiego powiedział angielski ZUS? Grant przed kilku laty odziedziczył spory spadek, co pozwoliłoby mu rzucić pracę ale on ją kocha, nawet jeśli ją czasem przeklina – i szkoda, że tłumaczka nie przetłumaczyła dosłownie o wiele lepszego zdania „Grant loved his work even when he swore and called it a dog’s life”. W ogóle dobrze jest czytać tę książkę w towarzystwie tekstu oryginału – można znaleźć liczący 4101 stron komplet dzieł Josephine Tey i sprawdzić własną znajomość angielszczyzny; ja osobiście znalazłem kilka różnic nie mających jednak wpływu na treść książki. Ogólnie jest to więc kawał świetnego, inteligentnego kryminału – ale i tak najlepsze powieści Josephine Tey ma jeszcze przed sobą.
A jako ciekawostkę podam, że zanim książka ukazała się w 1967 roku w „Jamniku”, drukowały ją w odcinkach dwa dzienniki – „Kurier Szczeciński” jako „Morderstwo przed teatrem”, a „Gazeta Białostocka” jako „Tajemnica hiszpańskiego sztyletu”.

