- Autor: Melcer Wanda
- Tytuł: 6 tygodni w ZSRR
- Wydawnictwo: Książka
- Rok wydania: 1947
- Nakład: nieznany
- Recenzent: Robert Żebrowski

Podsądna Walentina, ale nie ta z „Wostoka” 6
Wanda Melcer może nie ma zbyt wielkiego grona sympatyków, ale za to naprawdę wiernych. Kilka jej pozycji (w tym komiks) ma już recenzję w naszym Klubie. „6 tygodni w ZSRR”, liczące 167 stron, jest relacją z podróży polskiej delegacji do Sowietów. Wyjazd pociągiem miał miejsce w listopadzie 1946 roku. Nasi rodacy przebyli łącznie 10 tysięcy kilometrów, a same przejazdy zajęły im w sumie dwa tygodnie. Odwiedzili Moskwę, Leningrad, Gruzję i Kaukaz.
Jednym z punktów wizyty w Moskwie była obecność w tamtejszym sądzie na rozprawie. Zawnioskował o to minister sprawiedliwości Świątkowski, których wraz z kilkoma prawnikami bardzo chciał zobaczyć jakiś przewód sądowy. Relacja z niego znajduje się w rozdziale 12 zatytułowanym „Sąd na Walentyną”, na stronach 61-65.
„Sądy radzieckie niezmiernie są surowe, szczególnie w tych wypadkach, kiedy chodzi o sprzeniewierzenie czy kradzież (…) Złodziej okrada nie tylko państwo, okrada współobywateli. Nie ma dla niego wymówki”. Przewodniczącą składu sędziowskiego była prezes Iwanowa („asteniczna szatynka”), a po obu jej stronach zasiedli dwaj ławnicy, którzy byli robotnikami wybranymi w miejskich fabrykach. Poza nimi byli też prokurator i obrońca z urzędu. Milicjant wprowadził podsądną. „Jest to osiemnastoletnia, wątła i drobna pracownica prowincjonalnego banczku, twarz ma nierozgarniętą, ale raczej miła. Ukradła tysiąc rubli”.
Walentyna, bo tak miała na imię, zgłosiła się do pracy w banku. Kiedy jedna z pracownic zachorowała, a trzeba było szybko wysłać pieniądze do centrali, wykonanie tej czynności zlecono Wali. Wykonała ona to zadanie, ale jedną paczkę z tysiącem rubli zabrała dla siebie. Następnego dnia nie poszła do pracy, a centrala dała znać, że rachunki się nie zgadzają. Bank zgłosił sprawę organom ścigania. Policja [?!] pojawiła się w domu dziewczyny i aresztowała ją (było to dwa miesiące przed rozprawą). Wala od razu przyznała się do popełnienia tej kradzieży.
Prokurator wniósł o zasądzenie półtora roku więzienia, a obrońca o niższą karę. Sąd skazał Walentynę na rok pozbawienia wolności. „Tak, nic nie pomogła młodość, bezkarność [raczej bezkaralność, a dokładnie – niekaralność], rodzice i atmosfera domu. Dla złodzieja nie ma tu okoliczności łagodzących (…) Tam, gdzie lud jest u siebie, nie może być miejsca dla złodziejów publicznego mienia”.
No i co, mamy tu reportaż sądowy? Mamy! A że w „standardowej” sprawie, bez jakichkolwiek fajerwerków, ciekawostek i napięcia, to niestety nic na to nie można poradzić. Czy warto przeczytać tę książkę? Wg mnie szkoda czasu, chyba, że naprawdę lubi się twórczość Melcerowej, klimat radzieckiej, powojennej rzeczywistości albo chce się pośmiać ze wszystkich tych górnolotnych komunistycznych tekstów.
