Łastik Salomon – Trudne dzieci 425/2025

  • Autor: Łastik Salomon
  • Tytuł: Trudne dzieci
  • Wydawnictwo: Czytelnik (wyd. I)
  • Rok wydania: 1965
  • Nakład: 7290
  • Recenzent: Robert Żebrowski

My, dzieci z nieprzyzwoitych lokali

Niektóre książki Salomona Łastika mają już recenzję w naszym Klubie. Autor, który jest pochodzenia żydowskiego, w mojej ocenie w podejściu do dzieci był naśladowcą Janusza Korczaka, co od razu zyskało moją sympatię. Recenzowana pozycja liczy 362 strony, a jej cena okładkowa to 19 zł. Autor przedstawił w niej sylwetki 40 osób małoletnich, które spotkał na swojej drodze zawodowej w latach 50. i pierwszej połowie lat 60.

Spośród tak licznej grupy dzieci, zaniedbanych wychowawczo, pochodzących z patologicznych rodzin, zdemoralizowanych, mamy też kilkoro, które weszły na drogę przestępstw. Jest Jasiek podkradający matce pieniądze, Genia – złodziejka mieszkaniowa, która trafiła do Zakładu Poprawczego w Zabrzu, 16-letnia Basia z Łomianek działająca w gangu dokonującym rozbojów, Dzidka, która „kapowała” gości w lokalach, prowadziła do lasku na Bemowie lub na Powązki i tam „wystawiała” ich swoim kolegom, którzy obrabiali „frajerów”, Józek z bandy „Keap”, który miał swoją „mewkę” wystawiającą mu „klientów”, 13-letni Tadek, który wraz z kolegami ukradł sto pustych butelek z punktu skupu, które potem usiłował tam sprzedać. Jest chłopiec – K.W., który zanim trafił do „poprawczaka” dokonał kradzieży stu kilogramów żyta (w roku 1957, w wieku 14 lat), ogórków w PGR (1958), roweru męskiego (1959) i trzystu kilogramów węgla na szkodę kopalni w Mikołowie (1959). Jest też Stasiek z ZP w Studzieńcu, który siedział za włamanie do „konsumu”, skąd z dwoma kolegami skradł 10 butelek wina, gęś pieczono, cytryny i słodycze, a który czytał o Sherlocku Holmesie, a także „Dziwną sprawę o morderstwie” Kosteckiego i „Rudą modelkę” Dominika Damiana, a który wreszcie po dokonaniu z kolegami ucieczki z zakładu włamał się do sklepu na wsi, skąd ukradli – co chyba było standardem dla nieletnich – wino, papierosy i czekoladę.

W naszym Klubie podstawą są książki, w których istnieje proces dochodzeniowo-śledczy. I w „Trudnych dzieciach” znajdujemy coś takiego. W opowiadaniu „Najprostsze wyjście” mamy opis dochodzenia w sprawie włamania i kradzieży sprzętu szkolnego i sportowego z internatu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Milicjanci z Dzielnicowej Komendy MO [Warszawa-Mokotów] zatrzymali i przekazali do Izby Dziecka [przy ul. Wiśniowej, a więc o „rzut beretem” od Rakowieckiej] trzech nieletnich: Andrzeja (lat 14) ps. Lew, Janusza (13) ps. Lebiega, i Romka (10) ps. Mosiek jako podejrzanych o włamanie do składziku przy sali gimnastycznej i kradzież m.in.: dwóch pistoletów startowych, czterech stoperów i sześciu piłeczek pingpongowych. Na ich trop funkcjonariusze wpadli po tym jak w szkole przyłapano Andrzeja ze stoperem w ręku. Nieletni do sali gimnastycznej dostali się przez okno, a do składziku przez wyłamanie zamkniętych drzwi. Wydawać by się mogło, że fabuła tej historyjki jest banalna i zupełnie nie interesująca. Nic bardziej mylnego, a to z tego powodu, ze Andrzej nie przyznał się w ogóle do zarzucanego mu czynu, a Janusz i Romek, że nie ukradli pistoletów startowych. Jak więc było naprawdę?

Najbardziej jednak spodobało mi się opowiadanie niekryminalne – „O dzieciach cygańskich” opowiadające o tym, co w tytule. Świat Cyganów [żaden prawdziwy Cygan nie obrazi się za takie go nazwanie zamiast Rom; kiedy z nimi rozmawiałem sami używali pojęcia Cyganie; słyszałem też kiedyś, że gdy milicjanci ich daktyloskopowali, to niektórzy Cyganie tak ich potrafili zakręcić, że do pobierania odbitek linii papilarnych dawali im dwa razy tę samą rękę!], ich kultura, życie i zachowanie są tak odmienne od tego, co znamy, że aż warte poznania. Bohaterem opowiadania jest nietypowy Cygan – Janek, nietypowy, bo mówiono o nim „Cygan, a nie kradnie”.

Bardzo dużym plusem tej pozycji jest ogromna liczba peerelogizmów, szczególnie warszawskich. Niestety dominują wśród nich lokale gastronomiczne, o których teraz się mówi „kultowe”, a które poza niewątpliwymi walorami kulinarnymi, charakteryzowały się też pijaństwem na szeroką skalę i łatwym wstępem do poza lokalowej prostytucji.

PRL-ogizmy:
– warszawskie lokale gastronomiczne: restauracje – „Karuzela” na Jelonkach, „Kongresowa”, „Kameralna”, „Stolica”, „Polonia”, „Kopciuszek”, „Błękitna”, „Żak”, kawiarnie – „Muranów”, „WAT”, „Gwiazdeczka”, „Wiklina”, „Arkady”, „Krokodyl”
– warszawskie obiekty: „Stodoła” (klub studencki) i tamtejszy Jazz Club, Klub Jazzowy „Kleks”, klub „Hybrydy”, „Harenda”, Dom Dziecka im. Korczaka, kino „Skarpa”, Zakłady im. Kasprzaka, Centralny Dom Towarowy, Dom Młodzieżowy im. Hanki Sawickiej na Puławskiej, Grand Hotel, Hotel Europejski, Dworzec Główny
– pozawarszawskie obiekty: lokale – „Marango” i „Teatralna” (Sopot), „Albatros” i „Casanova” (Gdynia), „Oaza” (Gdańsk), klub „Non-Stop” (Sopot), hotel „Bungalow” (Sopot), kino „Wolność”
– pozostałe: Ministerstwo Oświaty, gazeta „Prawo i Życie”, Dzielnicowy Opiekun Społeczny, Fala 56 Polskiego Radia, zegarki – „Atlantic” i „Polles”