Raymond Chandler – Głęboki sen 414/2025

  • Autor: Raymond Chandler
  • Tytuł: Głęboki sen
  • Wydawnictwo: KAW
  • Seria: z czerwoną okładką
  • Rok wydania: 1985
  • Recenzent: Grzegorz Cielecki

LINK Recenzja Mariusza Młyńskiego

Egzystencjalna otchłań detektywa

Publikując w roku 1939 „Głęboki sen” Raymond Chandler wszedł do panteonu mistrzów czarnego kryminału i niedługo potem zajął w nim główne miejsce. Dlaczego tak się stało? Oczywiście nie za sprawą fabuły, która jest po prostu typowa dla gatunku. Chodziło przede wszystkim o bohatera, czyli detektywa Philipa Marlowe. Znaczenie ma tu nie tylko jego podejście do zawodu, ale przede wszystkim widzenie świata. Druga kwestia to oczywiście język powieści Chandlera, pełen świetnych porównań, ironicznych dialogów i egzystencjalnych refleksji .

Zacytujmy przykładowo: „”Czułem stary, zmęczony i niepotrzebny”, „W powietrzu unosił się słodkawy zapach rutyny”, „To ja byłem z tym, z nas dwóch, który odczuwał upływ lat”, „Słońce było zimne jak uśmiech kelnera”.To dlatego ta proza jest do dziś w obiegu i się nie starzeje, mimo że autor zmarł w roku 1959, pozostawiając po sobie 6 powieści i ponad 20 opowiadań. To niezbyt wiele jak na autora kryminałów. Wszak przeciętny twórca w tym gatunku wypuszcza kolejne książki regularnie i niemal taśmowo. Kwestia w tym, że Raymond Chandler był kimś więcej niż autorem kryminałów. Właśnie ukazały się u nas wszystkie powieściowe dzieła Chandlera w nowych tłumaczeniach.

Przyjrzyjmy się bliżej „Głębokiemu snu”. Filip Marlowe otrzymuje zlecenie od generała Sternwooda. Ten dożywający swoich dni, schorowany i bogaty człowiek ma problem z jedną ze swoich córek – Carmen. Dziewczę jest szantażowane przez niejakiego Geigera, który żąda kasy za zwrot nagich fotek, wykonanych jej podczas narkotykowego upojenia. Marlowe podejmuje wyzwanie i w ten sposób rozpoczyna się droga do piekła morderstw, strzelanin, mrocznych negocjacji, pornograficznych publikacji, niejasnych powiązań gangsterów, policji i polityków. Wkraczamy wprost do koszmarnego snu, o którym mówi się nam już w tytule powieści. W tym kontekście oczywiście trudno o żelazną logikę, gdyż ludzie z powieści Chandlera często działają pod pływem impulsu. „Głęboki sen” to przede wszystkim dzieło u braku złudzeń wobec świata i ludzi, dzieło o samotności detektywa i jego zgorzkniałości, maskowanej ironią, która stanowi główną broń w walce o samego siebie. Filip Marlowe bowiem ma tylko swój zawodowy etos do stracenia i za cholerę nie chce się go wyzbyć. Dlatego nie ulega, ani czarowi Carmen, ani urokowi Vivian – starszej córki Sternwooda, która też ma również ochotę na bliższą relację z detektywem. A wszystko to również przez szacunek do Steernwooda, który symbolizuje tu odchodzącą w niebyt starą Amerykę. Nadchoodzą bowiem brutalne czasy, w których nic nie jest jasne i oczywiste, a wszystko tonie w moralnym półmroku. Refleksje to jedno, ale pamiętajmy, że Filip Marlowe niemal co dzień ociera się o śmierć, niejednokrotnie kończy dzień poobijany i często podejrzewany jest o nieoczywiste intencje. Musi co krok udowadniać, że jest tym kim jest, co czasem wywołuje zdziwienie. Mniej więcej w połowie powieści można uznać, że Marlowe wykonał już zwoje zadanie, bo wspomniany Geiger, jak też współpracujący z nim Brody, już nie żyją. Marlowe nie uważa jednak sprawy za zakończoną, gdyż starsza córka generała jest też uwikłana w hazard i dziwne relacje z niejakim Eddim Marsem, lokalnym rekinem przestępczego świata. Marlowe czuje, że musi zagłębić się w tę relacje. Tym bardziej, że gdzieś zaginął mąż Vivian. Co więcej w niejasnych okolicznościach stracił życie, wpadając wraz z samochodem do wody, kierowca Sterwoodów. „Głęboki sen” to także powieść o atrofii relacji rodzinnych. Sternwood zdaje się nie mieć żadnego wpływu na obie córki, a jedyne co trzyma obie damy przy tatusiu to gwarantowana przez niego stabilizacja ekonomiczna. Marlowe jest tego świadom i dlatego swoją robotę uzna za zakończoną dopiero wtedy, gdy Carmen i Vivian zostaną odcięte od bagna zależności z półświatkiem. Działa więc dalej, nawet jeżeli ma to oznaczać konflikt z chlebodawcą. Tak więc debiutancką, ale przemyślaną powieść Chandlera można czytać na wielu poziomach, przy czym poziom zagadki kryminalnej jest tu najmniej istotny. Po prawdzie bowiem bowiem Raymond Chandler posługiwał się strukturą powieści kryminalnej, jako wygodnym narzędziem, po to by mówić istotne rzeczy o kondycji ludzkiej i umiejętności radzenia sobie z nieprzychylnym, a często groźnym światem.

Do wielkiej sławy doszedł Chandler po ekranizacji „Wielkiego snu” (1946), który to filmy w reżyserii Johna Hustona i z popisową rolą Humphreya Bogarta jako Marlowa, pozostaje żelaznym klasykiem gatunku. Natomiast należy pamiętać, że film w istotny sposób zmienia wymowę powieści i wyraźnie przechyla się w stronę romansu kryminalnego. Wszystko dlatego by zdyskontować na ekranie prywatną relację Bogart (Marlowe) – Bacall (Vivian) i w ogóle uczynić z Marlowa ironicznego bawidamka, rezygnując nieco z tła egzystencjalnego. Trochę szkoda, ale film przecież rządzi się własnymi prawami.