Woźniak Julian – Strzały w mrokach nocy 312/2025

  • Autor: Woźniak Julian
  • Tytuł: Strzały w mrokach nocy … / Na tropie zbrodni
  • Wydawnictwo: Wielki Sen
  • Seria: Seria z Warszawą (# 130)
  • Rok wydania: 2021
  • Nakład: nieznany
  • Recenzent: Robert Żebrowski

LINK Klubowa Księgarnia

„Morderca pilnie poszukiwany”

Dwa lata temu Prezes Grzegorz zrecenzował książkę „Akcja Małgosia” Juliana Woźniaka, o którym napisał: „Julian Woźniak to postać wielce tajemnicza, a drukowany w „Nowinach Rzeszowskich” w roku 1959 kryminał milicyjny „Akcja Małgosia” to najpewniej jedynie dokonanie pisarza. Choć, kto wie.” Okazuje się, jednak że nie jedyne, gdyż w roku 2021 w „Serii z Warszawą” ukazał się tom nr 130 (liczący 85 stron), w którym znalazły się dwa gazetowe opowiadania kryminalne tego autora: „Strzały w mrokach nocy” (z roku 1958) i „Na tropie zbrodni” (z roku 1957). W roku 1989 zaś wydano jego powieść „Żółty łabędź”, która ma już recenzję w naszym Klubie.

Julian Woźniak (1930-2003) od roku 1952 mieszkał w Rzeszowie. Był m.in. dziennikarzem prasowym, radiowym i telewizyjnym, aktorem teatralnym, spikerem i konferansjerem. Poza kryminałami napisał też inne książki, m.in. trzy w serii „Miniatury lotnicze”.

„Strzały w mrokach nocy …”. Akcja toczy się w kilku miejscach na terenie kraju, w województwach rzeszowskim i szczecińskim, w latach: 1957-1959.

Na początku stycznia 1957 roku w mieście powiatowym J. (jak Jasło?) na Rzeszowszczyźnie, nieopodal stacji kolejowej znaleziono zwłoki 23-letniego Stanisława Kordasa. Zginął w wyniku strzału w głowę oddanego z pistoletu TT- łuskę kal. 7,62 mm odnaleziono na miejscu zbrodni. Zrabowano mu pieniądze, dokumenty, zegarek marki „Delbana”, skafander i buty narciarskie. Ustalono, że z tego samego pistoletu, w grudniu 1956 roku, w Goleniowie na Mazowszu zastrzelono ogrodnika Wiesława Kopacza. Skradziono mu nieprzemakalny płaszcz, pieniądze i zegarek. Sprawca tego zabójstwa nie został ustalony. W kwietniu 1957 roku w Rosznie (Ziemia Szczecińska), z tego samego pistoletu zabity został kolejarz Aleksander Zając. Zabrano mu pieniądze, spodnie i płaszcz kolejarski. Sprawca przykrył zwłoki płaszczem zrabowanym w Goleniowie. Tym razem jednak udało się ustalić rysopis osoby podejrzanej: młody, wysoki brunet z wąsikiem. Pod Niwiskiem w powiecie B. na Rzeszowszczyźnie doszło do kolejnego zdarzenia. Mężczyzna o podanym wyżej rysopisie, poruszający się rowerem, usiłował zamordować jadącego także rowerem funkcjonariusza milicji – starszego sierżanta Jana Bednarskiego [brak informacji, czy był w tym czasie na służbie i czy miał na sobie mundur]. Milicjant podbił wymierzony w jego głowę pistolet TT, dzięki czemu – choć strzał padł – ocalił swe życie. Sprawca zbiegł, nie ostrzeliwując się (?!), ale pozostawiając na miejscu łuskę (ustalono, że pochodzi ona z tego samego pistoletu, który wykorzystany był w poprzednich przestępstwach), rower (ustalono, że skradziono go i wykorzystano przy zabójstwie kolejarza), a także własne ślady linii papilarnych na tymże rowerze (ustalono, że nie figurują one w kartotece). W grudniu 1957 roku, ponownie w J. na Rzeszowszczyźnie, zastrzelono (z tej samej broni) Mariana Ciska z Niedzicy, któremu zrabowano pieniądze, książeczkę PKO, zegarek i buty.

„Tego było już za wiele. Bezpośrednie kierownictwo nad śledztwem w sprawie bandyty z pistoletem TT obejmuje Wydział Kryminalny Komendy Wojewódzkiej MO w Rzeszowie. Na czele grupy operacyjnej staje porucznik Zawartko z KW MO (…) Od tego momentu, jako przedstawiciel prasy, uczestniczę w śledztwie w roli obserwatora”. Sprawcę w/w zbrodni zatrzymano dopiero w maju 1959 roku, a główną zasługę w ustaleniu jego tożsamości miał pewien plutonowy oraz starszy sierżant. Finałowa akcja wyglądała dość spektakularnie. Funkcjonariusze potrzebowali do niej dwa radiotelefony (krypt. „Hanka” i „Kryśka”), motocykl i … traktor. Bandyta trafił do więzienia w Rzeszowie i niebawem miał stanąć przed sądem. W jaki sposób ustalono i zatrzymano go – przeczytajcie sami. Warto dodać, że do czasu ujęcia tego bandyty, milicjanci rozliczyli do tej sprawy kilka innych osób podejrzanych, z których części udowodniono – niejako przy okazji – popełnienie innych przestępstw.

„Na tropie zbrodni”. Akcja toczy się w powiecie jasielskim, na przełomie lat: 1956/1957.

„Wczoraj, tj. 9 XII 1956 r., nieustalony dotychczas sprawca na drodze z Kalatowa do Maciejowa Górnego dokonał napadu na ob. Marię Bułat, ciężko raniąc ją w głowę tępym narzędziem. Napadnięta w drodze do szpitala zmarła. Przyczyną zgonu było pęknięcie czaszki i wylew krwawy do mózgu”. Taki oto meldunek, w myśl porozumienia redakcji „Nowin Rzeszowskich” z MO, otrzymał od dyżurnego Komendy Wojewódzkiej w Rzeszowie redaktor Julian Woźniak. Naczelnik wydziału śledczego KW MO – towarzysz Szczurkiewicz zezwolił mu na udział w tym śledztwie, którego prowadzenie powierzył porucznikowi Stanisławowi Zawartce. Główną osobą podejrzaną w tej sprawie była Agnieszka Kielar, która kiedyś już pobiła Bułat (za co odbyła karę aresztu), z tego powodu, że tamta oskarżyła „Kielarkę” o to, że zabiła swojego męża, który przed czterema laty – w maju 1952 roku – nagle gdzieś zaginął i do tej pory się nie odnalazł. Świadkowie jednak, choć nie bezpośredni, widzieli we wsi tuż przed zdarzeniem na drodze, jakiegoś obcego mężczyznę w kaszkiecie. Porucznik Zawartko metodycznie, wnikliwie i sprawnie prowadząc czynności rozwikłał zarówno sprawę zabójstwa Marii Bułat, jak też zaginięcia Władysława Kielara.

Trzeba przyznać, że oba opowiadania są interesujące, a ich autor ładnie, czyli rzetelnie i metodycznie przedstawił tzw. proces wykrywczy. Zabrakło mi tylko – w pierwszym z nich – informacji, kiedy miał miejsce napad na milicjanta.

PRL-ogizmy: samochód „Warszawa” i restauracja „Śródmiejska” w Rzeszowie (przy ul. 1 Maja 8 – obecnie 3 Maja).