- Autor: Zarzycki Andrzej
- Tytuł: Skarabeusz z lapis lazuli
- Wydawnictwo: Wielki Sen
- Seria: Seria z Warszawą (# 78)
- Rok wydania: 2015
- Nakład: nieznany
- Recenzent: Robert Żebrowski

Stein 08 z Krakowa, Inga z „Ireny” i „Jamajka” z Holandii
Autora książki możemy znać z dwóch innych jego kryminałów: „Ewy” – „Dimanche – znaczy niedziela” (1973) i „Labiryntu” – „Ślad prowadzi w przeszłość” (1975), w których występują bohaterowie (ci pozytywni) ze „Skarabeusza …”. Recenzowana powieść, licząca 124 strony, nie miała wcześniej wydania książkowego. Drukowana była w odcinkach w „Trybunie Mazowieckiej” w roku 1975.
Skarabeusz to chrząszcz z rodziny poświętnikowatych. W starożytnym Egipcie uważany był za zwierzę święte. Jako symbol ponownych narodzin, należał do najczęstszego wyposażenia tamtejszych grobowców.
Lapis lazuli („niebieski kamień”) to skała metamorficzna, której głównym składnikiem jest lazuryt. Stosowany był jako materiał ozdobny w Sumerze, Akadzie, Babilonii i Asyrii, a także Egipcie faraonów do wyrobów biżuterii.
Akcja toczy się w kilku miejscach (Warszawa, Kraków, Łódź i Trójmiasto), gdzieś w przedziale lat: 1972-1975.
Emerytowany jubiler z Krakowa – Benedykt Rybus alias Herr Fischer lub – jak kto woli – agent gestapo Stein 08, w swoim mieszkaniu na Kleparzu, w ramach rozliczenia interesów związanych z nielegalnym wyrobem precjozów, przekazał swemu zleceniodawcy nie tylko zamówiony towar, ale również cenny wisiorek w kształcie skarabeusza wykonany z lapis lazuli. Zleceniodawca wraz ze swoim młodym kierowcą wyjechał z miasta kierując się na północ. W czasie postoju na siusiu, parę kilometrów przed Łodzią, młodzieniec próbował zabić go strzelając do niego, ale ten uchylił się, jednocześnie posyłając w kierunku szofera dwa śmiertelne strzały, oddane z pistoletu z tłumikiem prosto w serce.
W jakiś czas potem inżynier Piotr Czarnik wracał swoim samochodem z delegacji w Sopocie do domu przy ul. Homera na osiedlu Anin w warszawskiej dzielnicy Wawer [do dnia 27 maja 1953 roku ulica ta nosiła nazwę Legionów]. Wiózł ze sobą prezent dla żony. „Był to blisko dwucentymetrowy skarabeusz z lapis lazuli w oryginalnej, misternie cyzelowanej oprawie ze złota, zwisający na cienkim łańcuszku równie oryginalnej roboty”. Kiedy zaparkował samochód w garażu i już miał wejść do domu, został przez kogoś zaatakowany od tyłu. W wyniku uderzenia w głowę stracił przytomność. Stracił też samochód i skarabeusza. Jego Renault 8 Gardini (Gordini – w sprzedaży od roku 1964) nr rej. 01-97 WP (taki układ cyfr i liter obowiązywał od 13 maja 1964 roku, WP to wyróżnik Warszawa Praga-Południe) szybko odnalazła – na szosie lubelskiej – milicja z Otwocka. Niestety był on niemal doszczętnie spalony. W skrytce samochodowej odnaleziono wisiorek ze skarabeuszem. Początkowo czynności prowadził sierżant Janusz Kaleta z Komendy Powiatowej MO w Otwocku, ale wkrótce dołączył do niego kapitan Jacek Szarecki z Komendy Stołecznej MO.
Szarecki już od dwóch miesięcy prowadził sprawę opatrzoną kryptonimem „Skarabeusz”. Sprawa ta, dotycząca nielegalnego wyrobu i handlu biżuterią wykonywaną ze złota i drogich kamieni niewiadomego pochodzenia, objęła śledztwa prowadzone w Warszawie, Krakowie i Łodzi. Zanim śledztwa zostały połączone krakowska milicja zatrzymała Rybusa, który w wyjaśnieniach podał, że towar do wyrobu dostawał od mężczyzny, którego w myślach nazywał „Kwadratowym”, z uwagi na jego charakterystyczny wygląd, natomiast łódzka KW MO ustaliła, że mężczyzną, który został zastrzelony przy drodze był Hugon Zyber – „niebieski ptak”, zamieszkały w gdyńskim Orłowie. Aktualnie zaś Komenda Stołeczna w trakcie przesłuchania inżyniera Czarnika uzyskała informację, że wisiorek nabył on w kawiarence „Irena” w Gdyni, od przygodnego mężczyzny – starego Kaszuba, za kwotę trzech tysięcy złotych.
Szef Szareckiego – podpułkownik Tadeusz Kuźmierek postanowił przydzielić mu do pomocy porucznika Pawła Grada. Kapitan miał prowadzić czynności w Warszawie i Krakowie, a porucznik na Wybrzeżu i w Łodzi, oczywiście z pomocą miejscowych milicjantów. Grad w czasie jazdy pociągiem ekspresowym „Kaszub” do Gdyni [kursował od roku 1961, zastąpił na tej trasie pociąg klasyczny „Strzała Bałtyku”] spotkał swojego znajomego – redaktora Romana Zagórnego z Łodzi, z którym nawiązał współpracę. Tym samym pociągiem podróżował też … Czarnik. Podpułkownik przydzielił też Szareckiemu „ochroniarza” w postaci podporucznika Krzysztofa Madaja z KG MO, który w wojsku był komandosem, a potem także kierowcę – sierżanta Dzikowicza, czołowego „pościgowca” z „Głównej”. W dalszych działaniach zasłużyli też major Wolny – naczelnik wydziału z Krakowa oraz wywiadowca – plutonowy Marek Żakowicz z Trójmiasta (były wopista ze Szczecina).
Osób podejrzanych z czasem przybywało: Zygmunt Graber – konfident gestapo o ps. „Śmiech”, n/n stary Kaszub z kawiarni „Irena”, Zdzisław Kortys ps. „Mecenas”, Bogusław Sokis z ZK Wronki, Holender Zygfryd Dyksten i jego rodaczka Inga Kruman, a także Anglik William Parnett. Pod koniec powieści autor jednym, zgrabnym ruchem zredukował te postacie.
W sumie książka jest dość dobra, a jeśli chodzi o możliwości przełożenia jej na ekran – to wręcz rewelacyjna. Wydaje mi się, że w powieści nie wyjaśniono jednego wątku, a mianowicie kradzieży Renaulta, ale może czytając tę książkę fragment ten po prostu … przespałem.
PRL-ogizmy: sopocki Grand Hotel, restauracja „Wierzynek” w Krakowie, restauracja hotelowa „Jantar” przy Długim Targu 19 w Gdańsku, Dworzec Morski w Gdyni (z roku 1933, wpisany do rejestru zabytków w roku 1990), ul. Czerwonych Kosynierów (CK to ochotniczy oddział biorący udział w wojnie obronnej 1939 roku, początkowo wyposażony jedynie w kosy!] w Gdyni (od roku 1991 – Morska), samochody – Fiat Spider (124, produkowany w latach: 1966-1982), milicyjna „Warszawa”, milicyjny cywilny „Fiat 125p. Kombi” (produkowany od roku 1972) i mikrobus „Nysa” (produkowany od roku 1964), papierosy „Ekstra mocne” i „Sport”.
