- Autor: Starzyńska Maria
- Tytuł: Szafir jak diament
- Wydawnictwo: Wydawnictwo Radia i Telewizji
- Czasopismo: Teatr Polskiej Telewizji (nr 2/72)
- Rok wydania: 1972
- Nakład: 440
- Recenzent: Robert Żebrowski

Bomba w górę
O czasopiśmie „Teatr Polskiej Telewizji” dowiedziałem się z jednej z niedawnych klubowych recenzji. A że często bywam w Bibliotece Narodowej to bez zbędnej zwłoki postanowiłem poszukać w jego rocznikach utworów kryminalnych. Poszukiwania zakończyły się sukcesem i zaowocowały kilkoma nowymi recenzjami. „TPT” ukazywał się w latach 1966-1981, od 2 do 6 numerów rocznie, a łącznie było ich 51.
Czasopismo liczy 150 stron, z czego „Szafir jak diament” – 41. Z twórczością jego autorki – Marii Starzyńskiej (1929-2010) nie miałem wcześniej do czynienia. Spektakl miał swoją premierę w grudniu 1971 roku (dnia 20 lub 30 – zależnie od źródła).
Akcja toczy się w Warszawie, na torze wyścigów konnych na Służewcu, na przełomie lat 60. i 70 (jest mowa o samochodzie Skoda 1100 MB, który był produkowany w latach 1968-69).
Tuż przed finiszem jednej z gonitw, kiedy oczy wszystkich skierowane były na metę, ktoś ciosem nożem w plecy zabił Aleksandra Brajłowskiego. W pobliżu ofiary stało dziesięć osób, ale nikt nie zauważył przestępstwa. Był wśród nich – w ubraniu cywilnym – podporucznik MO Andrzej Sobolewski, który realizował czynności operacyjne związane z rozpracowaniem tamtejszych bookmacherów. Na miejsce zdarzenia przybył kapitan Tadeusz Huszcza, który zajął się sprawą. Okazało się, że ofiara nie miała przy sobie tzw. tripli, czyli typowania trzech zwycięzców w trzech kolejnych wyścigach, które wykupił. Rozpoczęły się mozolne przesłuchania. Oczywiście kluczowe było ustalenie motywu; czy była to zemsta, strach, pieniądze, czy może spokój?
Zmęczyłem się tym utworem. Po pierwsze, wyścigi konne to nie mój „konik”, po drugie, nie lubię tłumu, po trzecie, te nudne i nic nie wnoszące przesłuchania, a po czwarte, zero fajerwerków. Wydaje mi się, że „Szafir jak diament” może się spodobać jedynie „koniarzom” (a propos, nazw koni jest tam bez liku), „wyścigowcom” i „Służewiakom” – ja akurat do żadnej z tych grup się nie zaliczam.
Wyścigowi laicy – przed lekturą – powinni zapoznać się z podstawowym słownictwem fachowo-żargonowym np. tu:
Słowniczek podstawowych pojęć wyścigowych
