Rymuszko Marek – Paralaksa 271/2026

  • Autor: Rymuszko Marek
  • Tytuł: Paralaksa
  • Wydawnictwo: KAW
  • Seria: Współczesny Reportaż Polski
  • Rok wydania: 1984
  • Nakład: 30350
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Jestem niewinny!

Marek Rymuszko (1948-2019) był dziennikarzem, reporterem, publicystą, pisarzem oraz scenarzystą filmu „Wielka majówka”. Słowo „paralaksa” po raz pierwszy w życiu usłyszałem gdzieś na początku lat 80. w czechosłowackim serialu „Majka z kosmosu” („Spadła z obłoków”) z roku 1978. I choć tam dotyczyło ono astronomii, to ja akurat doświadczałem paralaksy w ramach metrologii (błędny odczyt wskazania przyrządu pomiarowego wynikający z nieodpowiedniego kąta patrzenia na ten przyrząd). Recenzowana pozycja zawiera 10 opowiadań, liczy 197 stron, a cena okładkowa to 60 zł. Opowiadanie, które wybrałem, zatytułowane „Uniewinniony”, liczy 20 stron.

„Od początku powtarzał: nie zabiłem. Mówił to przesłuchującym go oficerom śledczym, prokuratorowi i sędziom (…) Przemawiało przeciwko niemu wszystko, poczynając od tego, że tamtego wieczoru pił, a kończąc na znalezieniu zwłok portiera w pobliżu jego stanowiska pracy”. Zamordowanym był Stanisław Żelazowski. „Pan Stasio, jak go nazywano, nie tolerował wcześniejszego wychodzenia z pracy i picia alkoholu. Uniemożliwił też niejednemu wyniesienie za bramę „towaru”, na który czekali prywatni odbiorcy. Chodziło o różnego rodzaju poszukiwane na rynku akcesoria. Przedsiębiorstwo w C. [mieściło się w Ciechanowie przy ul. Sienkiewicza 85] nosi nazwę Zakładu Naprawczego Mechanizacji Rolnictwa i zajmuje się remontami zespołów silnikowych traktorów”.

Janusz Sosnowski pracował na II zmianę i miał na niej zdemontować 10 silników z traktorów Ursus. Poza nim w pracy obecnych było około 20 osób. W którymś momencie pojawiła się wódka i wino, ale po wypitce Sosnowski powrócił do zajęć razem z Janem Stokłosą. Żelazowski rozpoczął dyżur w portierni o 19-ej. Od zdającego mu służbę dozorcy Zdeba dowiedział się, że trzej ludzie na hali są „kozłowi”. Portier razem z kierownikiem zmiany – Grzegorzem Chojnickim dokonali obchodu zakładu. Najpierw trafili na pijanego Stokłosę, potem na pół zamroczonego Karwana, a wreszcie na Sosnowskiego, który choć pracował, to był pijany. Kierownik wydał im polecenie, by opuścili teren zakładu. Około 20.30 Chojnicki udał się na portiernię. Żelazowskiego nie zastał, a jedynie jego krewniaka – palacza Kostrzewę, który też go nie mógł znaleźć. 10 minut później odnaleźli jego zwłoki ze zmasakrowaną dłonią, leżące niedaleko od stanowiska Sosnowskiego, który zakładu nie opuścił.

Lekarz pogotowia stwierdził, że śmierć ofiary nastąpiła między 19.20 a 20.20. Milicja zatrzymała i aresztowała Sosnowskiego. Był on kiedyś karany za kradzieże i ucieczkę z więzienia, ale w miejscu pracy i zamieszkania miał dobrą opinię. W wyniku przeszukania jego mieszkania znaleziono własnej roboty pistolet jednostrzałowy, amunicję i lont prochowy.

W sprawie zabójstwa odbył się proces poszlakowy. 9 lutego 1979 roku Sąd Wojewódzki w C. uniewinnił oskarżonego od tego zarzutu, ale skazał go na rok pozbawienia wolności za nielegalne posiadanie pistoletu i amunicji. 30 lipca tego samego roku Sąd Najwyższy wyrok utrzymał w mocy. Mordercą portiera był inny pracownik.