- Autor: Orwid-Bulicz Roman
- Tytuł: Moja pierwsza sprawa i jego… Powieść detektywistyczna
- Wydawnictwo: Wydawnictwo Powieści Sensacyjnych Munchen
- Rok wydania: 1947
- Nakład: nieznany
- Recenzent: Robert Żebrowski

Śledztwo w Zakopanem
To mój pierwszy kontakt z twórczością tego autora. Roman Orwid-Bulicz (1902-1973) po wojnie znalazł się na obczyźnie, najpierw w Niemczech, a później w Wielkiej Brytanii. Recenzowaną pozycję wydał w Monachium. Liczy ona 152 strony. Jej kontynuacją są powieści: „Drugie wydanie powieści” oraz „Dolary. Dlaczego czyste?”

Akcja toczy się w Warszawie, Krakowie oraz Zakopanem i jego okolicach, latem 1935 roku. Narratorem jest aplikant adwokacki, asystent adwokata Szczerbińskiego.
„W grudniu ubiegłego roku na terenie Zakopanego zginął w górach dr Jan Nowak. Zabił się w czasie wycieczki wysokogórskiej. Zwłoki jego znaleziono w okolicach Czarnego Stawu”. Doktor pochodził z Warszawy. Policja ustaliła, że Nowak wyszedł w góry razem ze swoim znajomym – studentem V roku praw Uniwersytetu Warszawskiego – Nizińskim. Pod Gubałówką pokłócili się i rozstali. Nikt później nie widział już Nowaka żywego. Okazało się, że jego zwłoki okradziono z pieniędzy. Natomiast przy Nizińskim znaleziono większą sumę pieniędzy. Twierdził, że wygrał je w karty. Młodzieniec został aresztowany, ale po kilku dniach, z powodu braku dowodów, zwolniono go. Co ciekawe, wyszło też na jaw, że w trakcie pobytu doktora w Zakopanem, ktoś okradł jego mieszkanie w stolicy. Opróżniono jedynie jego biurko. Skradziono też jego fotografię, która na nim stała.
Po jakimś czasie do prowadzącego postępowanie wyjaśniające Urzędu Śledczego w Krakowie, wpłynął anonimowy list o następującej treści: „Byłem na miejscu katastrofy, gdzie zostały odnalezione zwłoki dr. Nowaka. Wykluczone, aby w tym miejscu mógł się zdarzyć nieszczęśliwy wypadek. O ile dr Jan Nowak nie popełnił samobójstwa, wówczas zachodzą uzasadnione obawy, że został zamordowany (…)”
Latem do Zakopanego przybyli incognito: komisarz Szymański z krakowskiego UŚ oraz redaktor Ilustrowanego Kuriera Codziennego – Janusz Piotrowski. Zaraz po przyjeździe Szymański nawiązał kontakt z komendantem zakopiańskiej policji – podkomisarzem Rybakiem. „Wczasowicze” zamieszkali w pensjonacie „Terem”, gdzie wcześniej kwaterował też Nowak, a gdzie nadal mieszkał Niziński oraz parę innych osób, w tym jeden oszust i jeden kieszonkowiec. Z kopyta ruszyli ze swoim skrytym śledztwem i wytypowali kilku podejrzanych. Oficjalne zaś prowadzenie śledztwa przejął Urząd Śledczy w Warszawie, a jego naczelnik – komisarz Śliwiński przydzielił je do prowadzenia swojemu zastępcy – starszemu przodownikowi Nowakowi.
Niezła jest ta książka: sympatyczni detektywi, dziwaczni podejrzani, skrupulatne śledztwo i zaskakujący jego wynik, a wszystko to w urokliwej scenerii. Już teraz planuję przeczytać kolejne książki tego autora.
W powieści wspomniane są: cukiernia Trzaski [„Cukiernia Zakopiańska” Franciszka Trzaski na rogu Krupówek i Kościuszki, późniejszy hotel „Giewont”] oraz restauracja Karpowicza [restauracja „Przełęcz” w hotelu „Sport” należącym do Stanisława Karpowicza, Krupówki 40].

