Nicolas Freeling – Tajemnica białego mercedesa 101/2026

  • Autor: Nicolas Freeling
  • Tytuł: Tajemnica białego mercedesa
  • Wydawnictwo: Czytelnik
  • Seria: Seria z jamnikiem
  • Rok wydania: 1966
  • Nakład: 30280
  • Recenzent: Mariusz Młyński

LINK Recenzja Izy Desperak

W jednym z domów w Amsterdamie zostają znalezione zwłoki Meinarda Stama; mężczyzna został ugodzony sprężynowym nożem. Impulsem do interwencji policji w domu jest stojący przed nim biały mercedes 220 SE sprowadzony specjalnie ze Stuttgartu.

Nieruchomość należy do pewnego barona, który ze względów zdrowotnych przeniósł się do Francji; przed czterema miesiącami z polecenia barona dom został wynajęty Stamowi o którym wiadomo tylko tyle, że ma w banku ogromne pieniądze niewiadomego pochodzenia. Sprawę prowadzi inspektor Van der Valk, który przez swój nonkonformizm ma utrudniony awans, ale przede wszystkim ma opinię dziwaka.

Szukając śladów ofiary inspektor dociera do Düsseldorfu i na tamtejszym Dworcu Głównym znajduje walizkę z ubraniem oraz dokumentami z których wynika, że Meinard Stam naprawdę był Belgiem i nazywał się Gérard de Winter; prowadzone wspólnie z urzędem celnym śledztwo wykazuje, że zajmował się przemytem masła z Holandii do Belgii. Van der Valka najbardziej intryguje wiszący w domu Stama obraz holenderskiego impresjonisty George’a Hendrika Breitnera; informacja, że obraz kupiła Lucienne Englebert, córka sławnego dyrygenta, znacznie posuwa sprawę do przodu.

„Tajemnica białego mercedesa” (w oryginale „Gun Before Butter”) to jedyna wydana w Polsce książka angielskiego pisarza Nicolasa Freelinga (1927 – 2003); powieść ta to trzecia część liczącej jedenaście pozycji serii o inspektorze Van der Valku. I przyznam szczerze, że lekko mnie ta książka rozczarowała – owszem, sama postać komisarza jest dość intrygująca ale jego śledztwo pokazane jest jakoś nijako. Rozwiązanie tej historii jest banalne – jedna informacja sprawia, że Van der Valk bezbłędnie wpada na właściwy trop; intryga jest więc dość wątła i mało skomplikowana. Szkoda, że autor poświęcił znaczną część książki na lekko naiwną historię miłosną; owszem, tłumaczy ona cały sens tej powieści ale jest trochę rozmemłana. Trochę może dziś śmieszyć historia przemytu masła – przypominam jednak, że do naszego kraju w tym okresie przemycano pończochy, żyletki, pomadki do ust i wkłady do piór kulkowych. Myślę więc, że można tę książkę przeczytać, krzywdy nie zrobi, ale świat się nie skończy, jeśli się jej nie przeczyta.