Gruda Adam – Granica wielkiej przygody 305/2026

  • Autor: Gruda Adam
  • Tytuł: Granica wielkiej przygody
  • Wydawnictwo: Wydawnictwo Łódzkie
  • Rok wydania: 1972
  • Nakład: 20250
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Z nimi to nawet można konie kraść!

W młodości ani tej, ani drugiej książki Adama Grudy – „North znaczy północ”, nie czytałem. Powieść liczy 302 strony, a jej cena okładkowa to 30 zł.

Akcja toczy się w Bogusławicach, Wolbórzu, Parczewiu, Lasach Parczewskich na Polesiu Lubelskim i w Piotrkowie Trybunalskim, prawdopodobnie na przełomie lat 60. i 70.

16-letni Józef „Joe” Rumiński ps. „Rudy” i Bolesław „Bill” Małysz na autostopie koło Turawy poznali „Bossa” (jak się później okazało był to Witold Stawiński, uciekinier z Zakładu Poprawczego w Kcyni). Te włóczęgi i złodziejaszki razem dalej ruszyli w Polskę. Dotarli do Państwowego Stada Ogierów niedaleko miasta, w którym urodził się Andrzej Frycz Modrzewski [czyli Wolbórza, a PSO znajdowało się w pobliskich Bogusławicach], gdzie sezonowo się zatrudnili do pracy przy koniach. Zanim do tego doszło popadli jednak w konflikt z najmłodszym pracownikiem Stada i broniącym go tajemniczym „Szeryfem”.

Któregoś dnia, w okolicy, poznali pewnego wagabundę – samotnego Cygana Dżęgę (Józef Dolniak), który zwierzył się im, że szuka swojego konia. Stracił go, gdy siedział w więzieniu skazany za kradzież źrebaka, której nie dokonał. Został pomówiony o to ze złośliwości ludzkiej. Koń – obecnie czteroletni, kasztan, ogier pół krwi arabskiej, z trójkątną blizną między uszami i wypalonym na brzuchu znaku – był przekazany do jakiegoś państwowego stada. Cygan poprosił chłopaków, by sprawdzili, czy nie ma go w Stadzie, w którym pracują. Ci zgodzili się nie podejrzewając, że Dżęga ich ocyganił. Niedługo potem spotkali u niego niejakiego Johna Wilmera, Kanadyjczyka mieszkającego w USA, który z kolei poszukiwał konia w przedziwny sposób związanego z jego ojcem – Visa. Koń o tym imieniu był w Stadzie. Wilmer zaproponował chłopakom duże pieniądze za „wyprowadzenie” konia ze stadniny, a oni te propozycję przyjęli.

W nocy z 18 na 19 sierpnia dokonali przestępstwa zagarnięcia mienia państwowego i doprowadzili Visa we wskazane miejsce, gdzie były też inne konie, choć jakieś zabiedzone (było to związane z przewrotnym planem przerzucenia skradzionego konia zagranicę). Pieniądze dostali, jednak Józek i Bolek pokłócili się z „Bossem” o nierówny podział kasy. W wyniku szamotaniny szef paczki znalazł się w pobliżu Visa, a ten potraktował go kopytami. „Boss” zalany krwią padł i już się nie poruszył. Pozostali dwaj czmychnęli stamtąd. Przypadkowo jednak trafili na pracownika PGO – Piotrowskiego. I w tym momencie zaczęła się główna część akcji … Zakończyła się ona przed Sądem Powiatowym w Piotrkowie Trybunalskim.

No cóż, prawdę mówiąc nie spodziewałem się aż tak dojrzałej powieści dla młodzieży. Rys postaci, ich zachowania, okoliczności zdarzenia, a nade wszystko bardzo szczegółowy opis rozprawy sądowej mogą wskazywać na odniesienie do jakiejś rzeczywistej kradzieży. Plusem powieści jest też przystępne przedstawienie spraw związanych z hodowlą koni, np. rodzajów funkcji – koniuszego (zarządca stajni), podkoniuszego (pomocnik zarządcy), masztalerza, czyli stajennego (nadzór nad służbą stajenną, końmi i uprzężami) i futrowego (odpowiedzialny za wyżywienie koni).

PRL-ogizm: samochód „Nysa” (produkowany od roku 1959).

Wspomniany jest też wiersz Marii Konopnickiej (z roku 1883) pt. „Przed sądem” (https://literat.ug.edu.pl/mariakon/012.htm)