Falkowska Wanda – W imieniu prawa 185/2026

  • Autor: Falkowska Wanda
  • Tytuł: W imieniu prawa
  • Wydawnictwo: Wydawnictwo Łódzkie
  • Rok wydania: 1961
  • Nakład: 10215
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Na śniadanko śledź, jajko w majonezie i czysta

Recenzowana pozycja liczy aż 484 strony i zawiera 23 reportaże. Autorka ukończyła ją 31 stycznia 1961 roku. Cena okładkowa to 26 zł.

„Spokojny człowiek” liczy 14 stron. Akcja toczy się w Warszawie, na przestrzeni wielu lat (od roku 1933 do 1961).

Andrzej W. (rocznik 1915) z ul. Grodzieńskiej na Pradze-Północ, w wieku 18 lat zaczął pracę w fabryce chemicznej, późniejszych Warszawskich Zakładach Chemicznych. „Wtedy właśnie poznał smak wódki i przekonał się, że potrafi ona oddalić na chwilę kłopoty i troski codziennego życia”. Pił zarówno z kolegami z pracy, jak też z sąsiadami. Wreszcie „spotkał kobietę, z którą zapragnął się ożenić. Wanda nie bała się jego nałogu. Wierzyła zapewne, że mąż da się wyleczyć z miłości do kieliszka. Łudziła się co do tego w ciągu dziesięciu ciężkich lat wspólnego pożycia. Potem straciła nadzieję i wyprowadziła się do swojej matki”. Jej mąż mógł teraz pić bez żadnych przeszkód. Znalazł zatrudnienie w „Hydrochemii”. Pensji nie starczało mu na kosztowny nałóg, więc zaczął wynosić rzeczy, zarówno z pracy, jak i z domu, i spieniężać je na wódkę. Przyszła chwila opamiętania i zaczął leczyć się w przychodni antyalkoholowej. „Zabrakło silnej woli i wytrwałości. Tęsknota do kieliszka zwyciężyła. Powrócił do nałogu”. Doszło do tego, że swojej chorej matce – staruszce ukradł buty, a zimą sprzedał swoją własną jesionkę. Andrzej najbardziej przyjaźnił się z sąsiadem – Franciszkiem R., który już nie pracował z uwagi na gruźlicę, a z którym regularnie chlał gorzałę. 4 stycznia 1960 roku doszło do tragedii. Andrzej zabił kompana siekierą, zabrał mu sygnet, a z szafy srebrnego lisa. Otrzymał za to karę dożywotniego więzienia.

Smutna opowieść, jakich było i jest wiele. Autorka umiejętnie przedstawiła historię staczania się człowieka na samo dno, podkreślając najbardziej istotne elementy na tej jego drodze. Dramat człowieka, dramat jego najbliższych i dramat obcych ludzi. A to dlatego, że owoce pijaństwa zazwyczaj bywają rozległe i rzadko dotykają jedynie jednostki. Nadużywanie alkoholu ma wpływ nie tylko na samego zainteresowane, ale też na jego środowisko rodzinne, zawodowe i towarzyskie. Najbardziej żal mi pani Wandy, która w swej miłości i dobroci, myślała, że pomoże mężowi w wyjściu z nałogu. To pułapka, w jaką wpada dużo kobiet. Prawidłowość jest taka: jeśli w okresie narzeczeństwa facet pije, to po ślubie zazwyczaj pić będzie jeszcze więcej, jeśli przed ślubem – mimo zakochania – zdradzi narzeczoną, to po zawarciu małżeństwa zazwyczaj zdradzać ją będzie regularnie, jeśli w okresie zakochania uderzy ją, to po ślubie zazwyczaj będzie tłukł ją systematycznie. Na szczęście bywają odstępstwa od tej reguły. Doświadczając tego w narzeczeństwie, lepiej kobiecie – zanim dojdzie do ślubu – odwrócić się na pięcie i zostawić delikwenta, niż męczyć się z nim całe życie lub przechodzić przez separację czy rozwód. No, chyba, że narzeczona jest tyle samo warta, co jest wybranek. A w relacji żony do pijaka czy alkoholika trzeba czegoś więcej niż Wandzinego poświęcenia, czułości, troskliwości, łagodności i oddania, bo to tylko utwierdza go w nałogu. Potrzeba miłości, ale mądrej, rozsądnej, twardej i konsekwentnej, by mąż mógł w całej pełni doświadczyć przykrych skutków swego pijaństwa, bo tylko to może dać mu impuls do wyjścia z nałogu, a tego w historii Andrzeja najzwyczajniej zabrakło. Łatwo powiedzieć, trudno wykonać, ale innej drogi do trzeźwości po prostu nie ma.