- Autor: Dobrzyński Andrzej
- Tytuł: Ze wspomnień prokuratora
- Wydawnictwo: KAW
- Rok wydania: 1979
- Nakład: 50350
- Recenzent: Robert Żebrowski

Udzielam głosu oskarżycielowi
Recenzowana pozycja liczy 267 stron, a jej cena okładkowa to 28 zł. Zawiera 32 opowiadania – wspomnienia, przemyślenia i wnioski Andrzeja A. Dobrzyńskiego (1930?-2000) z jego pracy jako prokuratora Prokuratury Powiatowej dla dzielnicy Warszawa Praga-Południe, debiutującego w roli oskarżyciela publicznego nie później niż w roku 1954.
Już w przedmowie – pewnego profesora – zrobiło się interesująco. Otóż pojawił się tam taki fragment: „Allan Edgar Poe, Conan Doyle, Agatha Christie, Georges Simenon, James Bond, autorzy wydający powieści kryminalne w olbrzymich nakładach”. Żeby się upewnić, zajrzałem do internetu i nie znalazłem tam żadnej informacji o tym, żeby jakiś James Bond cokolwiek napisał, nie mówiąc już o kryminale. Został natomiast sam napisany przez niejakiego Fleminga Iana, Brytyjczyka, który zatrudnił Jamesa w MI6 i o(d)znaczył numerem 007. W roku 1979 internetu jeszcze w Polsce nie było (pojawił się dopiero w roku 1990 [u mnie w domu sporo później]) i łatwiej było popełnić błąd w przedmowach do książek, szczególnie profesorowi od prawa karnego, a nie od filologii.
W opowiadaniach mamy całe spektrum ludzkiej przestępczości: zabójstwa, w tym w rodzinach, zgwałcenia, zboczenia seksualne, uprowadzenia, oszustwa, łapówkarstwo, szantaże, groźby karalne, doliniarstwo, nadużycia gospodarcze, błędy w sztuce lekarskiej, nielegalne przerywanie ciąży, podmianę dzieci w szpitalu, wypadki drogowe oraz samobójstwa, które same w sobie przestępstwem nie są, ale prokuratura musi zbadać, czy ktoś ofiarom w tym nie pomógł – przemocą, namową lub szantażem, jak również zgłoszenia dokonane przez psychopatów-pieniaczy.
Możemy się z nich dowiedzieć różnych ciekawostek, np. skąd się wzięło słowo „papuga” na określenie obrońcy osoby podejrzanej/podejrzanego/oskarżonego. Otóż obrońca to „ktoś, kto będzie mówił dokładnie to samo, co oskarżony, tyle, że ładniej, z większą elokwencją i darem przekonywania, a nadto ubierze rzecz całą w odpowiednią formułę prawną”. Pojawiły się w nich różne kruczki prawne, nietypowe style obrony, ciekawe czynności dowodowe. Mamy też bardzo osobiste wynurzenia prokuratora, np.: „Nigdy nie miałem czasu, aby poznać podejrzanego tak, jak sędzia śledczy ze „Zbrodni i kary” znał Raskolnikowa”.
Dla mnie jednak największym zaskoczeniem – i to pozytywnym – było nawiązanie w jednym z opowiadań do biblijnego dochodzenia, jakie młodzieniec o imieniu Daniel przeprowadził w sprawie zbrodni cudzołóstwa, o co fałszywie i z premedytacją oskarżono mieszkającą w Babilonie Izraelitkę Zuzannę – żonę Joachima [warto pamiętać, że w starożytnym Izraelu cudzołóstwo było nie tylko ciężkim występkiem religijnym, ale też naruszeniem prawa własności i poważnym wykroczeniem przeciwko strukturom społecznym, a karą za nie była śmierć obojga cudzołożników, zadawana najczęściej poprzez ukamienowanie]. Chętni mogą tę historię przeczytać tu: https://www.biblijni.pl/Dn,13,1-64
Myślę, że dla osób niezwiązanych z sądownictwem karnym, palestrą, prokuraturą, milicją czy policją, książka ta będzie dość ciekawa.
