Siewierski Jerzy „Jestem niewinny” – Pierwsza seta 76

  • Autor: Siewierski Jerzy
  • Tytuł: Jestem niewinny
  • Wydawnictwo: KAW
  • Seria: seria Czerwona Okładka
  • Rok wydania: 1981
  • Nakład:
  • Recenzent: Grzegorz Cielecki
  • Broń tej serii: Pierwsza seta

Pech presera do wtryskiwarki

Jerzego Siewierskiego pamiętam z dwóch książek, w  zasadzie trzech książek. Po pierwsze jako autora książeczki ze znanego niegdyś cyklu „Wszystko o..” – „Powieść kryminalna”. Był to taki skromniutki, ale chyba do tej pory najbardziej przekrojowy w Polsce przegląd gatunkowy – od narodzin powieści kryminalnej w XIX wieku – do współczesnej powieści milicyjnej.

Siewierski doszedł więc do samego siebie, jako że sam także parał się powieścią milicyjną. Druga książka to zestaw pięciu opowiadań, z których każde opowiada o morderstwie w innym kraju. Nie zabrakło więc także zbrodni po polsku. Książka  – „Pięć razy morderstwo” ukazała się najpierw w jednym woluminie, po czym została wznowiona w serii zeszytów. Trzecia sytuacja dotyczy powieści „Nie zabija się Świętego Mikołaja”, który to tytuł pamiętam jako zalegający od lat we wszystkich możliwych antykwariatach w dużej liczbie egzemplarzy. O kryminale tym wspominam nie bez kozery, gdyż w recenzowanej właśnie powieści „Jestem niewinny” jest on dwa razy wzmiankowany, co świadczy o autoironii Siewierskiego. Mianowicie podejrzany o morderstwo podczas zeznań, w którym mówi o swej bytności w domu ofiary wspomina między innymi, że czytał tę właśnie książkę. Do rzeczy zatem.

W „Jestem niewinny” najciekawsza jest konstrukcja. Powieść została rozbita na szereg zeznań osób mających jakikolwiek związek z osobą ofiary morderstwa – badylarza Kosiorka. Autor usiłował nadać każdej postaci odmienny styl wypowiedzi, osobny język. Udało się to częściowo, ale czyta się nieźle. Dobre jest także to, że nie od razu wiadomo o co chodzi. Powolne wchodzenie w sytuacje pogłębia powieść psychologicznie. Najciekawsza jest niewątpliwe pierwsza partia książki, w które zapoznajemy się z zeznaniami niejakiego Roberta Cyprysiaka, niebieskiego ptaka z wyrokiem za sobą. Postać ta mówi o wiele mądrzej niż żyje. Ta dysproporcja jest jednak osładzana przez płynność opowieści. Weźmy taki passus: „Około północy wróciłem do mieszkania obywatelki Reginy Biel , u które czasowo mieszkałem po opuszczeniu zakładu karnego. Reginka też była już na cyku, a w dodatku okazało się, że w domu nie ma zapasu alkoholu. Wypiliśmy więc z Reginką pół basa i wtedy dopiero mnie zmogło”.  Ledwie kilka zdań, a ileż treści. Poznajemy sytuację intymno-życiową bohatera, jego status materialny, stosunek do kobiet, i alkoholu. Nie brakuje także refleksji egzystencjalnej. W niezwykle trafny sposób ujęty zostaje ból istnienia.

Cyprysiak Robert już miał załapać się jako preser do wtryskiwarki, gdy otrzymał lukratywna propozycję…napisania historii rodu Kosiorków. Od tego momentu los w sposób nieubłagany zaczął przepuszczać go przez wyżymaczkę. Zrazu jednak nic na to nie wskazywało. Wszystko zaś dzięki przypadkowemu spotkaniu w mordowni „Jantar” (przy ul. Świętokrzyskiej) z kumplem ze szkoły średniej (poeta megaloman rozpoczynający karierę od druku w „Głosie pszczelarza”). Tak więc, rzec można iż Cyprysik wpadł przez poezję poniekąd. A przecież mógł uniknąć nieszczęścia. Tak wspominał swój los: „W najgorszym wypadku tyrałbym teraz za niewykwalifikowanego na budowie i sypiał spokojnie z Reginką, która – choć alkoholiczka – ma swoją kasę i potrafi znaleźć się w łóżku.

Mamy też ciekawe informacje o wyglądzie zewnętrznym Cyprysiaka: „Jestem wysoki, czarniawy, włos mam miękki, puszysty, zęby białe nawet jak ich długo nie myję. (…) Do Gregory Pecka czy Strassburgera jednak mi daleko” (książka, ukazała się niedługo po nakręceniu serialu „Polskie drogi” – przyp.aut.).

Co się tyczy trunków to warto wspomnieć o niezapomnianym jarzębiaku: ”Z barku wyciągnąłem napoczętą butelkę jarzębiaku. Whisky ani koniaków wolałem nie ruszać”.

Jest także ciekawe spostrzeżenie o sutenerstwie. „Nie, panie kapitanie, Zalewajka nie był sutenerem. Po co od razu takie wielkie słowa? Po prostu mieszkał z nami. Hecny był.” (cudny neologizm – przyp. red.). Z uwagi nie nietypową konstrukcję książka jest prawie całkowicie pozbawiona dialogów. Wbrew pozorom nie odczuwa się jednostajności, co należy policzyć na plus Siewierskiemu. Samo zakończenie jednak i wyjaśnienie intrygi wydaje się sztuczne, przykrojone do potrzeb samego pomysłu na książkę. Z tego względu „Jestem niewinny” to o wiele lepsza opowiastka społeczno-obyczajowa, niż kryminał.

No, a teraz cymesik na zakończenie. Kumpel Cyprysiaka cytuje mu przy wódce w „Jantarze” swój wiersz. Oto on: „W kamiennej pianie

Przenikniętej na wskroś

Mario

twoje cycuszki

chlebne

pod złamanym niebem

pijanego bursztynu…”

Z całą pewnością Cyprysiak Robert  to współczesny Józef K. I to jest drugie dno powieści Siewierskiego. Oczywiście, jeżeli ktoś zechce zajrzeć na tyle głęboko.