Gerłowski Andrzej „Stabilne życie Roberta K.” – Pierwsza seta 28

  • Autor: Gerłowski Andrzej
  • Tytuł: Stabilne życie Roberta K.
  • Wydawnictwo: KAW
  • Seria: seria Czerwona Okładka
  • Rok wydania: 1980
  • Recenzent: Katarzyna Piwowarczyk-Atys
  • Broń tej serii: Pierwsza seta

Wakacyjna przygoda, czyli wcale niestabilne życie Roberta K.

„Jesteśmy na wczasach w tych mazurskich lasach” – tak można podsumować historię z (wcale niestabilnego) życia Roberta K.

Akcja powieści rozgrywa się na terenie ośrodka wczasowego, gdzie można miło spędzić czas w tzw. pawilonach. Przypuszczam że autor miał na myśli tekturowe budki typu chatka jeb…., i to przypuszczenie okazało się uzasadnione.

Pomysł na historię jest banalny: sielska, spokojna codzienność → coś się dzieje → odkrycie drugiego dna. Do ośrodka przyjeżdża kolega tytułowego bohatera – Franek Zwoliński. Pewnej nocy „niekiepsko wrzeszczała kobieta”, co zbudziło Roberta K., ajenta owego ośrodka. Robert, zaniepokojony i zaciekawiony, pobiegł do pawilonu, z którego dobywał się wrzask. Okazało się, że to drobna sprzeczka między jego kolegą Frankiem i jego narzeczoną, Lidką. Interwencja Roberta kończy się tak, że Lidka ląduje w jego pokoju, aby przenocować, natomiast Robert i Franek spokojnie omawiają powody sprzeczki nad butelką wódki. Po czym Franek wsiada na motor, i ginie w wypadku.

Od tego momentu zaczyna się po ośrodku kręcić policja, i dzieją się różne dziwne rzeczy. A to ktoś pobije jakieś wypoczywające panie, a to ktoś spuści łomot ochroniarzowi… Powoli zaczynamy poznawać drugą rzeczywistość. Okazuje się, że ośrodek oprócz noclegu, posiłków i wypożyczania sprzętu wodnego, oferuje jako usługę ponadstandardową towarzystwo młodych i ładnych pań (to one właśnie zostały pobite). Okazuje się, że wkraczamy na dobrze znane nam tereny – walki o strefy wpływów. Jeden pan chciałby zacząć kontrolować działalność drugiego pana, i proponuje mu tzw. opiekę (właściwsze byłoby chyba określenie patronat). Mamy tutaj próby wymuszeń, zastraszania, pobicia, fałszywe oskarżenia – sama klasyka.

Główni bohaterowie – Robert i Lidka – to bardzo ciekawe postacie. Bohater Robert K. ma wiele upodobań, dzięki czemu wiemy, że mamy do czynienia z postacią niebanalną. Oto krótka charakterystyka jego osoby: „bardzo lubił rano pić riesling” (któż nie lubi?), „lubił łazikować, kiedy wstawał dzień” (no to już nie każdy lubi), znał również hiszpańskie romance (?) i recytował je kobietom („przypomniała mu się romanca hiszpańska, w której kobiece piersi mają dzióbki jak ptaszęta”) – no, ta umiejętność jest akurat rzadka w przyrodzie. Nic więc dziwnego, że kobiecie, która spotkała Roberta, wydaje się że trafiła na właściwego mężczyznę, czułego i wrażliwego, od którego można oczekiwać pomocy w tak trudnej sytuacji jak wyrzucenie z domku przez narzeczonego. Tak więc Lidka starym sposobem ‘na litość’, zdobywa Roberta, a w szczególności miejsce w jego łóżku: „Pocałuj – poprosiła. […] Robert pocałował to szczególnie bolące miejsce. Potem całował usta, piersi Lidki, a następnie wziął ją. Była jeszcze lepsza niż mówił Franek”.

Generalnie Lidka to przykład tzw. złej kobiety. Taką opinię mają o niej mężczyźni: „Miała na sobie rozpięty skafander, a pod nim samą nagość. Była pijana. Jestem złego zdania o tej pani”, ale też „nie była hipokrytką, ponieważ nie okrywała piersi kołdrą w sposób przesadny”. Piersiom Lidki poświęcono parę zdań, dlatego też nic dziwnego, że zainspirowały one państwa Fleischmannów i pojawiły się na okładce.

Wielkim atutem tej książeczki (raptem 115 stron) są dialogi – jest ich stosunkowo dużo, więc czyta się to to szybko, podśmiewając się jednocześnie z tych co zręczniejszych.

Na przykład taki dialog między Robertem i Lidką:

„- Och kotek, ja zwariuję. Jesteś pierwszorzędny […] wiedz zatem że mi rzeczywiście na tobie zależy.

– Na długo?

– A czy wypada mi powiedzieć: na stałe?

Milczał, zaskoczony powagą w jej głosie.

– Wypada – odrzekł.”

„- Umyć ci plecy?

– Kotek, jesteś banalny”

Albo też fragment rozmowy między Robertem a jedną z jego pracownic:

„- Załatwił mnie, skurwiel ponury – powiedziała.

– Dziecko drogie, nie znoszę takiego słownika. Po prostu wyrządził Ci dużą przykrość.

– Odpieprz się pan, szefie! Mam mówić według Doroszewskiego?”

Lub też pouczający dialog między czwórką bohaterów:

„- Kocie mój […] Twój personel patrzy na mnie jakby chciał ci powiedzieć: „Anno, Anno, poślę mój głód na twoim ośle. Oczywiście ty nie jesteś osiołkiem, a twój personel też cię raczej za osiołka nie bierze.

– Za to odczuwa głód – powiedział Bartek.

– Więc niech pan je. Lidka nałożyła Bartkowi na talerz […].

– Pani jest oczytana

– Lubię Rimbauda.

– W końcu ma na to czas – wtrącił Robert.

– Na co ma czas? Na czytanie czy na Rimbauda? – zapytała Beata – co za śmieszna rozmowa?

– Właśnie nas rozśmieszyłaś – powiedział Robert.

– Celowo, przecież wiem, że Rimbaud to nieżyjący francuski poeta.”

Polecam na deszczowy letni wieczór, kiedy w sklepie we wsi zabraknie piwa.