- Autor: Zeydler-Zborowski Zygmunt
- Tytuł: Detektyw z Mediolanu
- Wydawnictwo: LTW
- Seria: Kryminał
- Rok wydania: 2011
- Recenzent: Rafał Dajbor

Olek Przetak chwyta za szpicrutę…
Do Warszawy pierwszej połowy lat 60. przybywa Izydor Wencel, od czasów drugiej wojny światowej mieszkający na Zachodzie Polak, trudniący się zakazanym w PRL-u fachem prywatnego detektywa. Próbuje wciągnąć do współpracy zarówno Stefana Downara jak i Karola Walczaka. Obaj oczywiście odmawiają, do tego traktują pana Izydora trochę jak nieszkodliwego maniaka. Tyle tylko, że ów nieszkodliwy maniak zostaje niebawem zamordowany. Wtedy dopiero obaj oficerowie ruszają z kopyta ze śledztwem, które zataczając coraz szersze kręgi sięga w końcu aż do najwyższych sfer towarzysko-przemysłowo-biznesowych w słonecznej Italii, czyli ulubionym kraju Zygmunta Zeydler-Zborowskiego. W dodatku okazuje się, że za wszystkim stoi niejaki Oskar Przetecki, cwaniak, waluciarz, szantażysta, przemytnik i sutener. Postać w jakimś sensie typowa dla kryminałów milicyjnych, ale jednocześnie interesująca i złożona.
Oskar Przetecki to bowiem tak naprawdę Olek Przetak, syn karczmarza spod Krasnegostawu. Karczmarza!!! Jakże archaicznie brzmi to słowo! A jednak, gdy dostrzeżemy, że powieść ukazała się po raz pierwszy w odcinkach w Kurierze Polskim w 1964 roku, a Przetecki to mężczyzna dojrzały, który już w czasie drugiej wojny światowej kręcił niezłe lody na styku Afryki i Południowej Europy zauważymy, że ów archaizm nie razi. Olek Przetak rzeczywiście żył jako dziecko w czasach, w których jeszcze istniały karczmy w niemalże XIX-wiecznym stylu. Dodatkowym archaizującym smaczkiem uzupełniającym postać Przeteckiego jest to, że w karczmie zanocował kiedyś sam Pan Hrabia, a matka Olka vel Oskara była piękną kobietą… Przetecki sprytnie zresztą wykorzysta tę opowiastkę, by odgrywać przed cudzoziemcami arystokratę skrzywdzonego przez socjalizm.
Bardzo interesującym rysem postaci Przeteckiego jest także jego sadyzm. I nie chodzi tu o sadyzm w znaczeniu potocznym, ale o ten jak najbardziej seksualny. Ten będący literką „S” w skrócie BDSM. Przetecki jako sutener czerpie wyraźną przyjemność z angażowania dziewczyn do zawodu prostytutki. Wymaga od swoich podopiecznych posłuszeństwa, a za niesubordynację wymierza karę cielesną. I nie jest to wściekłe bicie przypadkowym przedmiotem, ale na zimno wymierzana chłosta szpicrutą, która wisi na ścianie jego mieszkania. Zaś Justynę, jedyną kobietę, do której być może coś czuje, Przetecki przed namiętnym całowaniem – policzkuje. Zeydler-Zborowski rysuje nam tu postać, przy której blednie popkulturowa papka powieści i filmów spod znaku Greya. Oczywiście – w peerelowskiej powieści milicyjnej nie może być zbyt dosłownie, więc słowo „sadyzm” nie pada, a sam Przetecki wydaje się być nieświadom swoich erotycznych skłonności. Zbyt mocne (nawet w jego mniemaniu) wybatożenie nieposłusznej dziewczyny składa na karb swojego zdenerwowania, w ogóle jakby nie przyjmując do wiadomości co tak naprawdę się za tym kryje.
Oczywiście powieść kończy się tak, jak skończyć się musi, czyli zdemaskowaniem mordercy. Jak to często bywa u ZZZ – mamy zaskoczenie, gdy okazuje się nim epizodyczna z pozoru postać. A jednak najciekawszą postacią „Detektywa z Mediolanu” pozostaje Oskar Przetecki, choć trudno także oprzeć się wrażeniu, że ramy powieści kryminalnej nie pozwoliły autorowi na pokazanie tego bohatera w pełni psychologicznej prawdy.
