- Autor: Zagórski Bogusław
- Tytuł: Tatuowani
- Wydawnictwo: Czytelnik
- Rok wydania: 1966
- Nakład: 10280
- Recenzent: Robert Żebrowski

Tak jak niedoświadczony oficer śledczy lub jak wścibska telefonistka
Recenzowana pozycja liczy 116 stron, a jej cena okładkowa to 10 zł. Przednia okładka przedstawia dwóch głównych bohaterów, czyli Bebe i Boba, a tylna – kluczowy moment napadu rabunkowego.
Zupełnie niedawno zrecenzowałem fragment tej powieści, na który natrafiłem w „Almanachu młodych 1962/3” w BN. Zagórski Bogusław – Tatuowani (fragmenty) w: Almanach młodych 1962/3 264/2026 – Klub MOrd . Zachęcony fabułą postanowiłem sięgnąć po kompletną powieść. Nie będę dublował poprzedniej recenzji, ale dorzucę kilka ciekawych informacji.
Bob, czyli Robert Randal, i Bebe poznali się w Niemczech, w roku 1944, gdy byli przymusowymi robotnikami na polu bawarskiego bauera. Po wojnie Bob trafił do Belgii, gdzie robił karierę w rajdach samochodowych. Po wypadku wrócił do Polski. Zatrudnił się w przedsiębiorstwie „Poczta – Telegraf – Telex” (prawidłowo: „Poczta Polska, Telegraf i Telefon”) na stanowisku kierowcy.
Kiedy spotkał go Bebe, zaproponował Bobowi napad na konwój przewożący w zamkniętej półciężarówce dwa worki z utargiem dziennym z branży pocztowej. Poinformował, że rolą Roberta miałoby być spowodowanie – podstawionym mu skradzionym samochodem – niewinnie wyglądającego korka, który unieruchomiłby konwój. Przedstawił wyniki przestępczego rozpoznania: „Forsa codziennie jedzie tą samą trasą, o tej samej porze i z jednakową obstawą” (kierowca i konwojent). Dodał, że Robert musi szybko podjąć decyzję, bo robota miała być wykonana tego samego dnia, wieczorem. Zapewnił też Randala, że „impreza jest cicha, bez pukaniny”, czyli, że napad ma być „bezszmerowy” tzn. bez użycia broni palnej. Bob zgodził się na udział w tym przedsięwzięciu. Wcześniej pożegnał się ze swoim współlokatorem w wynajmowanym mieszkaniu – Wackiem „Dzidkiem” Kędzierskim, który również pracował w Poczcie Polskiej, a który miał wyjechać na dwa dni na wieś, do rodziców, by tam spokojnie przygotowywać się do egzaminów. Kiedy Robert po południu wrócił do domu, okazało się, że „Dzidek” nie wyjechał, bo wezwano go do pracy na II zmianę. I od tego momentu aż do samego końca mamy ten fragment, który opublikowano w „Almanachu…”
Reszta jest opisana w poprzedniej recenzji. No, może nie do końca, bo w powieści mamy też reminiscencje z Niemiec i Belgii, z trupem w tle, a i samo jej zakończenie jest mniej dramatyczne niż we wspomnianym fragmencie. Sam wątek kryminalny w Polsce jest całkiem niezły, reszta nie przypadła mi do gustu.
