Jeffrey Archer – Czy powiemy pani prezydent? (Shall We Tell the President?) 235/2026

  • Autor: Jeffrey Archer
  • Tytuł: Czy powiemy pani prezydent? (Shall We Tell the President?)
  • Wydawnictwo: Czytelnik
  • Rok wydania: 1991
  • Nakład: nieznany
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Idy marcowe na Kapitolu bis, czyli na celowniku nie pan, a pani prezydent

Przedwstęp: „O 19:30 FBI dowiaduje się o spisku mającym na celu zabicie jej (…) O 20:30 pięć osób zna tego szczegóły. Do 21:30 cztery z nich już nie żyją. Jedynie agent Mark Andrews wie co i kiedy” [z notki amerykańskiego wydawcy].

Wstęp: Niedawno zrecenzowałem książkę tego autora zatytułowaną „Czy powiemy prezydentowi?”, która pierwsze wydanie – w USA – miała w roku 1977, a w Polsce – w 1983. Jej akcja toczyła się w latach 1985-1987, a więc w nieodległej przyszłości. Nie była to jednak pozycja z gatunku science-fiction, ale political-fiction-thriller. Powieść tego samego autora pt. „Czy powiemy pani prezydent?” w angielskim oryginale ma taki sam tytuł jak „Czy powiemy prezydentowi?” i traktowana jest jako wydanie II zmienione. W USA „przeróbka” ukazała się w roku 1985, a w Polsce – w 1991. Liczy ona 276 stron. Żeby niniejsza recenzja stała się zrozumiała trzeba najpierw przeczytać recenzję I wydania, potem tekst tłumacza Stefana Wilkosza na skanie obok zdjęcia okładki w tej recenzji i dopiero to, co napiszę poniżej. Wiem, że są to duże wymagania, a ich realizacja może zająć dużo czasu, ale mam nadzieję, że da to też dużo satysfakcji.

Nie trzeba być szalenie inteligentnym, by domyślić się, że pierwsze wydanie powieści nie przypadło do gustu rodzinie Kennedych. Owszem, wizja przyszłości, w której Edward Kennedy zostaje prezydentem USA była miła, ale opisywanie planowanego na jego życie zamachu, rodziło bardzo negatywne skojarzenia i emocje, z uwagi na wcześniejsze, skuteczne zamachy na życie jego braci – w roku 1963 na Johna (JFK), 35 prezydenta USA, i w roku 1968 na Roberta (RFK), senatora i zwycięzcy w prawyborach prezydenckich Partii Demokratycznej (ostatecznie prezydentem został republikanin Richard Nixon). Edward Moore Kennedy nigdy prezydentem nie został. Wystartował w wyborach w roku 1980, ale nieznacznie przegrał prawybory z ówczesnym prezydentem Jimmym Carterem, który ubiegał się o drugą kadencję (ostatecznie prezydentem został republikanin Ronald Reagan).

Różnice pomiędzy wydaniami:

1. W II akcja toczy się w dniu 20 stycznia n/n r. (wtorek) oraz od 3 marca (czwartek) do 11 marca (piątek) 2 lata później (w I – w dniu 20 stycznia 1985 r. oraz od 5 do 13 marca 1987 r.). Mamy też niebagatelną wskazówkę odnośnie tego drugiego roku (czyli n/n plus dwa lata): „W roku 1972, po postrzeleniu (…) Dzisiaj, w dwadzieścia lat później …” , czyli wypada, że w roku 1992, a n/n to w takim razie rok 1990, ale czy na pewno? Sprawdźmy, czy 3 marca 1992 roku faktycznie wypadał w czwartek. Niestety nie, bo we wtorek. Przyjmijmy, że te „dwadzieścia lat później” to podane jest tak w przybliżeniu – sprawdźmy więc, czy 3 marca 1991 roku lub 1993 wypadał w czwartek. Też nie, w roku 1991 była to niedziela, a w 1993 – środa. 20 stycznia 1990 roku wypadał zaś w sobotę, a nie we wtorek. No to mamy problem, nawet spory. Rozwiążmy go od drugiej strony. Sprawdźmy, w jakie lata 20 stycznia wypadał we wtorek. W latach 80. i 90. wypadało tak w roku 1981, 1987 i 1998. Biorąc pod uwagę, że „przeróbka” pochodzi z roku 1985 zasadne jest przyjęcie, że akcja zaczyna się nie wcześniej, ale i nie aż 13 lat w przód (w I wydaniu było to 8 lat w przód), czyli wychodzi, że 20 stycznia 1987 roku, a kończy w 1989 (bo miało być „dwa lata później”). Ale 3 marca 1989 wypada w piątek, a nie – jak jest napisane – w czwartek. W czwartek 3 marca wypadał w roku 1988, ale to jest tylko rok później, a nie dwa. Tak to jest, gdy się akcję umieszcza w przyszłości, nie zgrywa się ze sobą wszystkich elementów i nie sprawdza, kiedy, co wypada. Matematyka nie uznaje półśrodków, półprawd i bylejakości. W matematyce, nie tylko na Ziemi, ale i w kosmosie, nie tylko w przestrzeni trójwymiarowej, ale i w każdowymiarowej wszystko jest precyzyjnie określone. Na obecnym poziomie nauki problemem nie jest to, jak przebiegają procesy matematyczne w innych wymiarach, a jedynie to, jak te wymiary odnaleźć oraz jak do nich trafić. Okazuje się, że w przypadku recenzowanej pozycji dochodzenie czasu akcji jest trudniejsze niż śledztwo w sprawie tożsamości „zabójczego” senatora, co więcej dochodzenie to – z uwagi na sprzeczne założenia – nie ma rozwiązania. Na potrzeby niniejszej recenzji trzeba przyjąć, że akcja toczy się gdzieś w przedziale lat: 1986-1992.

2. W wyd. II Prezydentem Stanów Zjednoczonych została senator demokratów – Florentyna Kane, córka polskich imigrantów, która zastąpiła prezydenta Parkina (w wyd. I prezydentem został demokrata Amerykanin Edward Kennedy, który zastąpił Ronalda Reagana.

3. Sytuacja na świecie: w wyd. II „Francja i Włochy przygotowują się do wycofania z Paktu” (w I – „Francja i Włochy stoją na krawędzi komunizmu”). W wyborach we Francji zwyciężył „Chirac i gaulliści” – Jacques Chirac został prezydentem Francji dopiero w roku 1995 (w wyborach francuskich w roku 1981 „Mitterand został wybrany prezydentem Francji” – sprawdziło się).

4. Sytuacja w Ameryce: w wyd. II „w roku 1981 prezydent Reagan został poważnie ranny od strzału z rewolweru” [było to 30 marca] (w wyd. I „w roku 1973 zmarły niedawno senator Stennis został poważnie ranny od strzału z rewolweru”) [w styczniu].

4. Kto inny jest spiskującym senatorem (oczywiście, nic więcej na ten temat nie napiszę).

5. W II wyd. niektóre części tekstu zostały usunięte, a niektóre dodane – w sumie bardzo nieliczne, niezbyt długie i nie mające żadnego wpływu na akcję (z uwagi na co, zmieniły się „Amerykanizmy” np. doszła gazeta „Newsweek”, a odszedł samochód Pontiac GTO).

6. Liczne szczególiki: np. „senator z Karoliny Północnej” („senator z Karoliny Południowej”), na biurku pani prezydent stoi model hotelu „Bristol” w Warszawie (w I wyd. był to model lotniskowca „John F. Kennedy” – w realu wszedł do służby w roku 1968 jako CV-67).

Natomiast sam wątek kryminalny pozostał bez zmian. Rodzi się pytanie, które z tych wydań jest lepsze. Różnica jakości jest niezauważalna, a właściwie to jej nie ma. Wydanie pierwsze wydaje się bardziej realistyczne, a drugie – dla nas, Polaków – bardziej sentymentalne. Jeśli miałbym jednak wybierać, to wolę pierwsze.