Terence Piotr – Klub Krogulców 187/2026

  • Autor: Terence Piotr
  • Tytuł: Klub Krogulców
  • Wydawnictwo: Oh book!
  • Rok wydania: 2022
  • Nakład: nieznany
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Śledztwo prowadzą siły bezpieczeństwa Jego Królewskiej Mości

Piotr to Piotr Kraśko (bliższych danych brak), a Terence to Teresa Markowska (1928-2012) zd. Iwaszkiewicz. Poza „Klubem Krogulców” byli też autorami kryminału „Pensjonat „Idylla””, wydanego w roku 1984, w „Serii z Jamnikiem”. Nie znam niestety historii napisania i wydania recenzowanej pozycji, a na pewno byłaby ciekawa. Wydawnictwo mogłoby na tylnej okładce coś na ten temat zamieścić.

Zamiast tego mamy tam m.in. taką informację: „To już druga książka o Hortensji Wojtasik, napisana przez duet, który ukrywa się pod pseudonimem Piotr Terence”. I koniec, i nic dalej. A przecież można było napisać coś bliższego o autorach. No i to stwierdzenie: „duet, który ukrywa się”. Książka wydana była w roku 2022, a pani Markowska zmarła dziesięć lat wcześniej, a więc nie „ukrywa się”, a „ukrywał się”. Książka liczy 303 strony, a jej cena okładkowa to 40,90 zł. Cena wydaje się dość dziwnym zabiegiem wydawcy, bo 99% wydawnictw dałoby o wiele lepiej „sprzedającą się” cenę 39,99 zł. Okazuje się jednak, że „Oh book!” to tzw. self-publishing, czyli samopublikowanie, a to wszystko wyjaśnia.

Akcja toczy się w Anglii (Londyn i fikcyjny Claredon) w roku 1936 oraz przez chwilę w Polsce (Warszawa) w roku 1937.

Polka – Hortensja Wojtasik, po 23 latach, znów pojawiła się w Anglii. Przybyła, by odwiedzić swoją koleżankę ze studiów w Cambridge – Elizabeth Hamilton mieszkającą wraz z mężem w Londynie (Uniwersytet w Cambridge jest drugim po Oksfordzie najstarszym uniwersytetem w Anglii). Za jej przyczyną trafiła do klubu łowieckiego o nazwie „Bractwo Krogulcowe”, którego prezesem był pułkownik Andrew Fitzroy. Nie będę wymieniać członków tego bractwa, ale trochę ich było. Już podczas pierwszej kolacji w klubowej restauracji, pani „Łoytasyk” była świadkiem tragicznego zdarzenia. Otóż twarz Fitzroya dziwnie zsiniała, ręka zwisła bezwładnie, głowa opadła i … trzeba było organizować wybory nowego prezesa. Koroner stwierdził, że przyczyną śmierci był wylew krwi do mózgu. W niedługo potem doszło do kolejnego wypadku. Jeden z klubowiczów, na łuku szosy, uderzył samochodem w drzewo i poniósł śmierć na miejscu. Pozostali zaś otrzymali anonimowe listy złożone z wyciętych z gazet liter, sugerujące, że obie śmierci nie były przypadkowe, choć koroner nie stwierdził, żeby do wypadku drogowego przyczynił się ktoś inny niż sam kierowca.

Nowy prezes powiadomił o anonimach inspektora Allena Spencera „Świstaka” ze Scotland Yardu, podwładnego nadinspektora Maxwella. Spencer wraz ze swoim pomocnikiem – sierżantem Derekiem Bennettem rozpoczął śledztwo. Wkrótce doszło do masakry w klubowej ptaszarni, a potem do wydarzeń o wiele bardziej tragicznych. Prowadzone przesłuchania, a zwłaszcza zeznanie, które złożyła Deborah Green, dokonywane przez funkcjonariuszy ustalenia, podpowiedzi pani Wojtasik i własne obserwacje doprowadziły Spencera do odkrycia prawdy o dokonanych zbrodniach. Swoje wnioski przedstawił zainteresowanym w stylu, w jakim czynił to Herkules Poirot.

Męczące ceremoniały, wykwintne posiłki w klubowej restauracji i częste degustacje przeróżnych alkoholi w barze, herbatki, gry w brydża i golfa, a także nieustanne plotkowanie – to sceneria tej powieści. Natomiast w tle wydarzeń mamy problemy finansowe bractwa, kradzieże sokołów, wyścigi psów, spadek aukcji kopalni, proces o kradzież kontyngentów wojskowych, a także unieważniony testament, ukrywanie własnego pochodzenia, niemoralne prowadzenie się i … dwa bliźniacze sztucery ozdobione kością słoniową.

W powieści występuje mnóstwo różnych trunków, wiele rodzajów oraz typów broni palnej i tylko trzy marki samochodów: brytyjski Austin (od roku 1905), amerykański Packard (od 1899) i brytyjski Bentley (od 1919).

Trudno mi jednoznacznie ocenić tę powieść, ale jednego na pewno nie można zarzucić autorom, a mianowicie tego, że się nie starali. Dobry mieli pomysł na umiejscowienie akcji w klubie łowieckim. Wykreowali sporo postaci, które umiejętnie zarysowali. Zawarli wiele elementów charakterystycznych dla życia brytyjskich wyższych sfer. Postarali się o mnogość przedmiotów używanych zarówno w życiu codziennym jak i myślistwie. Wg mnie jednak wstępna akcja toczy się zbyt wolno i zbyt długo, a zbyt duże nagromadzenie postaci powoduje mętlik w głowie, tak, że pojawić się może pokusa, żeby przerwać czytanie. Na szczęście końcówka powieści wszystko porządkuje i wyjaśnia. Szkoda tylko, że pani Hortensja nie miała możliwości jeszcze bardziej aktywnego udziału w śledztwie.