Różni autorzy – Oko w oko 490/2025

  • Autor: różni
  • Tytuł: Oko w oko. Opowieść z dziejów MO na Warmii i Mazurach
  • Wydawnictwo: Pojezierze
  • Rok wydania: 1960
  • Nakład: 3000
  • Recenzent: Robert Żebrowski

W milicji grunt to przezorność i chytrość, a wszystkie drogi, jej przeciwników prowadzą do więzienia

Pozycję tę wydano staraniem Kierownictwa Komendy Wojewódzkiej MO w Olsztynie z okazji 15-lecia MO na Warmii i Mazurach. Zawiera ona 19 opowiadań, a liczy 190 stron. Jej cena okładkowa to 15 zł, a cena jedynego w chwili obecnej egzemplarza na allegro jest o sto złotych wyższa. No cóż, galopująca inflacja.

Opowiadania dotyczą walk toczonych przez MO, UB i ORMO z OUN UPA, WiN, NSZ (m.in. „Newada”), NOW, AK (m.in. „Łupaszko”) i innymi oddziałami niepodległościowego podziemia oraz zwykłymi bandami. Mamy w nich starcia zbrojne, egzekucje wykonywane na milicjantach, pościgi („Pościg przez sześć powiatów” z wykorzystaniem „Diany” – psa służbowego „kupionego za psie pieniądze”), a także dochodzenia i śledztwa w sprawach zabójstw („Kto zabił” – zabójstwo Margarety Bullit i usiłowanie zabójstwa Gerdy Wichert w Olsztynie), napadów („Pięć wersji” – zakończony tragicznie napad rabunkowy na rodzinę biwakującą w namiocie w Nowym Moście nad Krutynią), włamań („Dopóty dzban wodę nosi…” – włamanie do magazynów LPŻ i kradzież dwóch pistoletów TT wraz z 1000 sztuk amunicji), kradzieży i podpaleń (seryjny „Podpalacz z Gietrzwałdu”). Mamy też wyprawę do podejrzanego do … Wołomina.

Najciekawsze dla mnie było opowiadanie „Detektyw z Babięt”. Nie było w nim strzelanin ani zabójstw, ale były dochodzenia prowadzone przez milicjanta o wrodzonej lub wyssanej z ziemi, czystej, rączej, użytkowej inteligencji oraz rewelacyjnym rozpoznaniu podległego mu terenu. Z uwagi na niewątpliwy talent literacki autora tego opowiadania przytoczę kilka dłuższych cytatów, które czytając w Bibliotece Narodowej, musiałem z ogromną trudnością powstrzymywać się, by nie wybuchnąć – pośród głębokiej bibliotecznej ciszy – głośnym śmiechem.

„Milicjant Tadeusz Bartel nie czytał nigdy Agaty Christie ani nie słyszał o istnieniu genialnego detektywa, pana Herkulesa Poirota. Prawdę powiedziawszy, nie miał zielonego pojęcia, że istnieje cała tak zwana literatura kryminalna (…) W roku 1946 na posterunku w Babiętach trudno było znaleźć coś do czytania, a jeszcze trudniej znaleźć chwilę czasu (…) Bartel był człowiekiem czynu stąpającym realnie po ziemi mazurskiej, na której w owym czasie ani genialnych przestępców, ani genialnych detektywów nie notowano, natomiast roiło się od szabrowników, rabusiów i bandytów. Z nimi milicjant Bartel prowadził nieustępliwą walkę, używając do tego sposobów świadczących, że tkwił w nim jakiś zarodek wielkości, być może godny pióra Agathy Christie (…) Milicjant z krainy wielkich jezior tylko przez głupi przypadek nie przeszedł do historii” [i jako główny bohater do kanonu literatury detektywistycznej].

W marcu 1946 posterunek MO w Babiętach został powiadomiony o napadzie rabunkowym na rodzinę mazurską. Do wsi Machory komendant wysłał dwóch funkcjonariuszy – Bartela i Grolę. Udali się tam na własnych nogach, z biało-czerwonymi opaskami na ramieniu oraz przewieszonymi karabinami. W domu Szwetlików nikogo nie zastali, choć widać było ślady po dokonanym rabunku. Domowników, powiązanych i zakneblowanych, znaleźli w piwnicy. Na zewnątrz śladów nie ujawniono, a zresztą, co by to dało? „Posterunek nie rozporządzał psem służbowym, nie miała go nawet Komenda Powiatowa. Może gdzieś w województwie żyje to legendarne zwierzę śledcze, lecz Bartel tak daleko swoimi myślami nie sięgał.” Tymczasem milicjant Grola szybko przesłuchał pokrzywdzonych, a ich zeznania spisał na odwrotnej stronie niemieckich dokumentów gminnych. Bartel znalazł na podwórzu leszczynowy kijek, który – jak się okazało – nie należał do gospodarzy. Wiedział, że najbliższe kępy leszczyny rosły na starym cmentarzu koło Nowiad; nigdzie indziej w większej ilości Bartel w okolicy jej nie widział. Ruszyli więc obaj milicjanci do Nowiad. Po drodze „Grolę świerzbiał język, lecz Bartel mimowolny naśladowca książkowych detektywów, milczał jak studnia. Widocznie ta cecha nie jest wymysłem pisarzy”. Okazało się, że ten ucięty kijek pochodził od kawałka, który leżał obok pieńka w najbliższym cmentarzowi domostwie. „Podejrzany, wobec takiego namacalnego dowodu, nie próbował nawet wypierać się winy, już w drodze do posterunku przyznał się do napadu, wydając wspólników. W dalszym toku śledztwa odnaleziono w całości łup oraz trzy karabiny z amunicją”. To jednak nie koniec przygód dzielnego milicjanta.

„Pod koniec czerwca 1946 roku dokonano zuchwałego rabunku u pewnej rodziny. Na miejsce zdarzenia wyjechał komendant w asyście szeregowego Bartla. „Nasz babięcki detektyw, obchodząc zabudowania znalazł w pustej szopie rzecz interesującą, choć mało wonną, mianowicie świeży kał ludzki. Nie omieszkał pokazać to koledze, który rzekł: – No, gówno, zwyczajne ludzkie gówno. – Nie zwyczajne – upierał się Bartel – Przyjrzyj się jemu. Nic nie widzisz? – Widzę. Gość żarł czarne jagody i go przyparło. – Faktycznie. Tylko, że tutaj nigdzie w pobliżu nie ma lasu, ale za to koło Nowego Zyzdroju jagód do cholery. Komendant klepnął Bartla po ramieniu. – Chłopie. Jedziemy tam zaraz, tylko … – zawahał się – przecież nikomu do tyłka nie będziemy zaglądać. – Rozumie się – odparł Bartel – nie jadłeś nigdy jagód. Zęby, człowieku, żeby. Dwa, trzy dni są sine”. I szybko, bardzo szybko wpadł im w ręce amator jagód i cudzego mienia.

Niestety pozostałe opowiadania nie są już wesołe. Mimo tego jest to pozycja wartościowa, bo ukazująca bardzo różne aspekty służby warmińsko-mazurskiej milicji (np. pracę przy śladach kryminalistycznych) i to w okresie tuż powojennym, gdy milicjant chodził głodny, brudny, niewyspany, w cywilnych ciuchach i bez grosza przy duszy.

PRL-ogizmy: restauracja „Nowoczesna” w Olsztynie, sklep PPS „Grunwald” w Mrągowie, roszarnia lnu w Szczytnie, samochody „Warszawa”, i „Land Vover” [oczywiście „Land-Rover”], motocykle „BMW” i „Jawa”, Kolumna Transportu Sanitarnego, Motozbyt, Państwowy Fundusz Ziemi, LPŻ, MHD, PGR, POM, GRN, książeczka autostopowicza, odznaka „Przyjaciel dziecka”, papierosy „Sport”.