Bocheński Jacek – Zgodnie z prawem 477/2025

  • Autor: Bocheński Jacek
  • Tytuł: Zgodnie z prawem
  • Wydawnictwo: Czytelnik
  • Rok wydania: 1952 (wyd. I)
  • Nakład: 10140
  • Recenzent: Robert Żebrowski

– oczywiście prawem kaduka.

Recenzowana pozycja (okładka z lewej) liczy 232 strony, a jej cena okładkowa to 9,50 zł. Składają się na nią cztery opowiadania o „walce klasowej na wsi”, z czego jedno – właśnie to tytułowe, liczące 64 strony – jest o tematyce kryminalnej.

Józef Piechna ze wsi Nowiny w powiecie pułtuskim już w czasie nawały bolszewickiej w roku 1920 był aktywnym komunistą, wspierającym administrację radziecką na zajętym przez nich czasowo terenie. W czasie II WŚ działał w Gwardii Ludowej. Po wojnie został przewodniczącym Gminnej Rady Narodowej i sekretarzem Komitetu Gminnego PPR. Miał pięciu synów: jeden nie wrócił z wojny i nie wiadomo, co się z nim stało, Jan mieszkający niedaleko rodziców był muzykantem grającym po wiejskich weselach i tak jak ojciec – aktywnym komunistą. Kazimierz po powrocie z obozu w Niemczech wstąpił do UB w Pułtusku, a Mieczysław do Ludowego Wojska Polskiego. Piąty z braci był jeszcze małoletni i mieszkał razem z rodzicami.

Którejś nocy do domu „obywatela Piechny” zawitali „swoi”, czyli „Resort z Ciechanowa. Bezpieczeństwo”. Józef widząc przez okno gromadę ludzi (w sumie było ich 18) wzorowo umundurowanych i uzbrojonych w radzieckie pistolety, otworzył drzwi. Dowódca, nazywany przez podwładnych Komendantem, oświadczył, że przyjechali z obławą na akowców. Stary Piechna ucieszył się, gdyż jak stwierdził o nich: „rozwalają nam ludzi, kradną, rabują”. Dodał, że gdyby miał broń to sam by dołączył do walczących z reakcyjnym podziemiem. „Goście” widząc zdjęcie ubowca Kazika, zabrali je ze sobą mówiąc, że jest ich znajomym. Potem wszyscy mundurowi, wśród których obok Komendanta był też jakiś Sędzia, wraz z Józefem poszli w odwiedziny do Jana. Ten szybko zorientował się, o co chodzi. Następnie grupa zbrojnych, razem z ojcem i synem, przeszła do domu obywatela Olszańskiego – towarzysza partyjnego Piechny, posyłając także jeszcze po towarzysza Targę. Kiedy już wszyscy byli w komplecie odczytano wyrok. Józef i Jan zostali skazani na śmierć. Wyprowadzono ich z chałupy i już nie wrócili do domu. W pobliskim lesie słychać było powtarzane strzały, z czego wnioskować można było, że skazani podjęli próbę ucieczki. Ich zwłoki, z widocznymi oznakami tortur, znaleziono w odległości 10 km od Nowin. Obaj mężczyźni zginęli od strzału z pistoletu w tył czaszki. Kazik, który w niedługo potem został szefem powiatowego UB w Pułtusku postanowił dopaść morderców. W wyniku prowadzonego dochodzenia ustalił, że dowódcą oddziału – jak się okazało należącego do WiN – był „Mikołaj”, a wyrok wykonali „Burza” i „Litr”. Oddział ten dokonał m.in. napadu na samochód spółdzielczy i na pociąg, a na swoim koncie miał też zabójstwa w sumie 14 funkcjonariuszy służby Bezpieczeństwa. W związku z informacją, że „Mikołaj” zamelinował się gdzieś pod Warszawą, zebrane przez siebie w tej sprawie materiały dowodowe porucznik Kazimierz Piechna przesłał do Urzędu Wojewódzkiego. Za jakiś czas został wezwany do Warszawy …

Taka tematyka zawsze była dla mnie trudna: wolnościowy zryw bez szans na powodzenie, „bratobójcze” walki, przelewana – mimo zakończenia wojny – krew, spirala terroru, osierocone dzieci z jednej i z drugiej strony, owdowiałe kobiety. Tak naprawdę to w zmaganiach tych żadna ze stron nie odniosła zwycięstwa, choć jedna z nich przegrała. A sama książka? Jest ona bardzo charakterystyczna dla swojej epoki i w pełni reprezentatywna. „Źli” akowcy, „dobrzy i nieskazitelni” ubowcy i komuniści, ci pierwsi to zwyrodnialcy, a drudzy – uczciwi, sprawiedliwi, nie odwołujący się do niepotrzebnej przemocy. Tamci walczący nie wiadomo o co, na pewno jednak wbrew jedynej, słusznej, ludowej racji stanu, a ci drudzy o utrwalenie niosącej pokój, dobrobyt i sprawiedliwość komunistycznej władzy. Opowiadanie to jak najbardziej nadaje się do czytania. Pytanie tylko po co to robić? Chyba jedynie po to, by dołożyć do klubowej „biblioteki” kolejną recenzję, ewentualnie kontrrecenzję.