- Autor: Mularczyk Andrzej (wybór i opracowanie)
- Tytuł: Kropka, ale nie koniec
- Wydawnictwo: Iskry
- Rok wydania: 1959
- Nakład: 5259
- Recenzent: Robert Żebrowski

A może raczej koniec, ale bez kropki
Recenzowana pozycja liczy 237 stron, a jej cena okładkowa to 13 zł. Zawiera ona aż 62 reportaże, zazwyczaj 3-4-stronnicowe. Ich autorami jest grono kilku pisarzy, wśród których uwagę zwracają: Andrzej Mularczyk, Krzysztof Kąkolewski i Mirosław Azembski (ilustrował Bohdan Butenko). Część z tych reportaży wiąże się z przestępstwami.
Tym, które kształtem najbardziej przypomina opowiadanie kryminalne, jest „Portret z sali sądowej” autorstwa Stefana Bratkowskiego (1934-2021), liczący niepełne pięć stron.
Oto 5 maja 1954 roku po wale spacerowało dwóch mężczyzn. W którymś momencie jeden z nich zapytał drugiego, co łączyło go z jego żoną. Tamten odpowiedział, że nic. Wówczas ten pierwszy przyłożył drugiemu pistolet do pleców i wystrzelił, zabijając go na miejscu. W tym momencie na wale pojawił się ukrywający się do tej pory mężczyzna, który przybiegł na miejsce zdarzenia, nic nie mówiąc odebrał broń i uciekł. Ofiarą przestępstwa był Edward K. – lekarz psychiatra, a sprawcą – Adam S., również lekarz psychiatra. W ten sposób Adam zemścił się na Krzysztofie za to, że tamten rok wcześniej uwiódł jego żonę. Sprawa stanęła na wokandzie, a jej zakończenie było trochę zaskakujące.
Ogólnie książka nie jest zła, ale dla miłośników kryminałów będzie one wysoce niezadawalająca. Zbyt mało w niej jest reportaży kryminalnych, są one zbyt krótkie i powierzchowne, brakuje w nich opisów dochodzeń czy śledztw, a koncentrują się na sferze obyczajowej i portretach głównych bohaterów. Rok wydania i nakład sprawiają, że pozycja ta jest trudno dostępna.
