- Autor: Rusłanowski Jaromir
- Tytuł: Bez okopów. Z tradycji walk Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej o umocnienie władzy ludowej.
- Wydawnictwo: MON
- Rok wydania: 1984
- Nakład: 15250
- Recenzent: Robert Żebrowski

Na froncie wewnętrznym
Recenzowana pozycja liczy 245 stron, a jej cena okładkowa to 100 zł. Składają się na nią liczne opowiadania różnych, niewymienionych z nazwiska autorów.
Akcja toczy się na terenie wschodniej i centralnej Polski (m.in. Białostocczyzna, Bieszczady – Sanok, Lesko, Zagórz, Cisna, a także Warszawa, Tykocin, Kazimierz Dolny, Ukta), w latach 1944-1948 (jedno z opowiadań toczy się znacznie później, gdyż jest w nim mowa o książce „Kryptonim „Anna”” wydanej w roku 1976).
Opisuje zmagania – przede wszystkim bitewne – KBW, MO, UB, ORMO (w tym jego operacyjny pluton), WOP i WP z UPA, SS-Galizien, NSZ, NZW (Narodowy Związek Wojskowy), WiN i pospolitymi bandami. Wśród przeciwników byli m.in.: „Tryzub”, „Burłak”, „Łastwika”, „Młot”, „Uskok”, „Boryna”, „Gryf”, „Zapora”, „Mściciel”, „Błękit”, „Ryś” i „Otton”.
Wiele z opowiadań dotyczy napadów na posterunki MO. Jednym z nich był posterunek w Zalesiu, w okolicach którego działała banda „Boryny”. Zastraszeni przez niego mieszkańcy nie chcieli sprzedawać milicjantom żywności. Jedynie mieszkająca po sąsiedzku babcia – Eugenia Gradecka przekazywała im swoje plony, a także prała ich odzież. Kiedy w akcie zemsty „Boryna” spalił oborę w jej gospodarstwie, babcia nie zaprzestała pomocy, a nawet zwróciła się do komendanta – plutonowego z prośbą, by nauczył ją strzelać z karabinu, na wypadek kolejnego napadu bandy. Komendant oczywiście na to nie przystał. Za tę dobrosąsiedzką pomoc pani Eugenia zapłaciła wkrótce najwyższą cenę.
W opowiadaniu „Bogdan kontra „Błękit”” mamy przedstawione zmagania białostockiego UB z bandą „Błękita”. Szef kontrwywiadu zorganizował akcję przeniknięcia swoich ludzi do bandy celem ujęcia jej przywódcy. Najpierw siedmioosobowa grupa ubeckiego wywiadowcy „Wagara” – pod przykrywką rozbitego oddziału „Lecha” z WiN – nawiązała kontakt z przedstawicielem „Błękita”, a potem do „Wagara” dołączył starszy sierżant Tadeusz Krawczuk z UB Wysokie Mazowieckie jako kapral „Bogdan”, któremu towarzyszył inny funkcjonariusz – „Dragan”. Tak sprawa została pokierowana, że „Bogdan” miał zostać adiutantem „Błękita” …
Dla mnie najciekawsze było opowiadanie „Bursztynowe korale”. W roku 1947 dwudziestoletni chorąży Boguś Trampciuk z warszawskiego Wydziału Politycznego umundurowany i uzbrojony wyruszył z Dworca Wileńskiego pociągiem „towos” (towarowo-osobowy, w którym wagony towarowe przerobiono na osobowe) na kontrolę mazowieckich posterunków. Na wysokości Urli jakaś banda zatrzymała pociąg. Szukali oni ubeków, zetwuemowców i partyjnych. Widząc to siedząca obok Bogusia , a podróżująca z dorosłą córką, kobieta poleciła mu szybko zdjąć mundur i przekazać go jej, wraz z bronią, do ukrycia. Kiedy bandyci zajrzeli do wagonu, na ich pytanie kim jest towarzyszący jej mężczyzna, odpowiedziała, że to syn pomagający jej w handlu. Tylko dzięki jej pomocy Boguś pozostał przy życiu. Po wykonaniu zadania i powrocie do Warszawy chorąży przypadkowo spotkał się z córką handlarki. Zaczął odwiedzać je w ich domu, a dziewczynie ofiarował bursztynowe korale. Któregoś dnia zawezwał go do siebie jego szef i skrytykował za kontakty ze spekulantami. Oświadczył, że funkcjonariusz jego Wydziału nie może utrzymywać znajomości z takimi osobami. Boguś miał nie lada orzech do zgryzienia. Po namyśle kupił kwiaty i ruszył do domu „spekulantów”. Na tym niestety opowiadanie się kończy. Wypada mieć nadzieję, że miłość połączona z wdzięcznością za uratowane życie wzięła górę nad karierą „politruka”.
Trudno mi ocenić tę książkę, gdyż wiele z zamieszczonych w niej opowiadań, wcześniej w innych pozycjach i trochę zmienionych wersjach, już czytałem, i to nie raz. Dlatego też czytanie ich po raz kolejny znużyło mnie. Trzeba jednak przyznać, że plusem tej książki jest to, że opisuje wydarzenia na różnych „frontach” utrwalania władzy ludowej i że cały czas coś się w niej dzieje.
