Różni autorzy – Młodość w cieniu paragrafu 373/2025

  • Autor: Różni autorzy (redakcja – Kozakiewicz Mikołaj)
  • Tytuł: Młodość w cieniu paragrafu
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Seria: Biblioteka Postępowego Wychowania (tom XII)
  • Rok wydania: 1961
  • Nakład: 10250
  • Recenzent: Robert Żebrowski

My, dzieci z zakładu poprawczego

Recenzowana pozycja liczy 347 stron, a jej cena okładkowa to 25 zł. Redaktor wydania pracował nad książką trzy lata (od wiosny 1958), choć materiały do składających się na nią opowiadań, wychowawcy młodzieży wykolejonej i przestępczej poczęli zbierać od roku 1956.

Książka zawiera bardzo liczne wspomnienia wychowawców, życiorysy własne więźniów i artykuły z prasy więziennej obejmujące lata 40. i 50., dotyczące osób, które były wychowankami zakładów poprawczych, schronisk dla nieletnich i zakładów wychowawczych dla moralnie zagrożonych. Moją uwagę szczególnie przykuły dwa wyróżniające się na tle innych opowiadania o nietypowej fabule.

„Krzak dzikiej róży”. Akcja toczy się w zakładzie wychowawczym w Grodkowie (woj. opolskie). Bogdan Sz. dostał się do zakładu za drobne kradzieże i włóczęgostwo. Jego ojciec – czynny alkoholik [w książce jest: „nałogowy alkoholik”, co jest pleonazmem] był … szoferem – również czynnym. Któregoś dnia, na terenie zakładu, w transformatorze doszło do spięcia. Na kilka godzin stanął młyn i dwa warsztaty. W związku z podejrzeniem sabotażu, do zakładu przybył zmotoryzowany oddział milicji i Urząd Bezpieczeństwa. Do spowodowania spięcia przyznał się Bogdan. Dopiero po kilku tygodniach wyszło na jaw, że czynu tego dokonał innych wychowanek, a Bogdan wziął winę na siebie, skuszony obietnicą otrzymania aż dwudziestu papierosów. W jakiś czas potem nasz bohater nawiał z zakładu. Zatrzymany przez MO oświadczył, że na terenie zakładu, w którym przebywał, młodzież urządziła magazyn broni i amunicji, którą znajdowała na pobliskim terenie. Sprawą zainteresował się Urząd Bezpieczeństwa. Bogdana przywiózł do placówki samochód ciężarowy MO, w asyście 16 milicjantów i kilku cywili z bezpieczeństwa. Okazało się, że nikt funkcjonariuszom nie da tego, co im chłopak naobiecywał, bo był on patologicznym kłamcą i wszystko to, co im powiedział było jedną wielką lipą! Warto dodać, że w czasie, kiedy Bogdan był jeszcze w zakładzie, ktoś dokonał kradzieży sześciu gołębi pocztowych z dachu gmachu Komendy Milicji. Jak myślicie, kto mógł wpaść na tak oryginalny pomysł?

„Piekielny Juluś”. Akcja toczy się w roku 1948 w Zakładzie Wychowawczym w Malborku, usytuowanym obok zamku, w którym przebywało 120 wychowanków. Wśród nich był niedorozwinięty umysłowo 15-letni Juluś, który pozostał na drugi rok w klasie VII. Oceny jakie miał na świadectwie były albo niedostateczne, albo dostateczne. Jedynie z fizyki miał ocenę … bardzo dobry! Okazało się, że Juluś jest małym geniuszem w sprawach elektryki i radiotechniki. Na terenie zakładu, za zgodą kierownictwa, zrealizował kilka pomysłów racjonalizatorskich. Jeden z zakupów potrzebnych mu do tego materiałów, sfinansował z pieniędzy, jakie ukradł matce, będąc w domu na przepustce. Któregoś dnia, po koncercie odbywającym się w Malborku, z wozu transmisyjnego Polskiego Radia, niepostrzeżenie wymontował aparaturę nadawczą, którą zabrał do placówki i tam ją rozebrał. Jednak szybko domyślono się, kto stoi za tą kradzieżą. Aparaturę – choć w częściach – odzyskano. Odstąpiono od powiadamiania milicji, gdyż chłopak wyjaśnił, że zabrał ją tylko po to, by zobaczyć z czego się składa. Złożoną przez siebie aparaturę musiał sam zainstalować w wozie, gdy pracownicy PR nie potrafili tego zrobić. Kiedy dziesięć lat później, dyrektor zakładu spotkał Julusia na ulicy w Sopocie, ten pochwalił się mu, że skonstruował pierwszy na terenie województwa gdańskiego telewizor [jesienią roku 1959, Gdańskie Zakłady Radiowe T-18 „Gezar” rozpoczęły produkcję telewizorów „Neptun” OT 1491].

Ciekawa jest ta książka, choć długa i czasami męcząca. Polecam ją tylko pasjonatom tej tematyki.