Bzdyra Mirosław – Szeryf i inni z mojej dzielnicy 363/2025

  • Autor: Bzdyra Mirosław
  • Tytuł: Szeryf i inni z mojej dzielnicy
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Seria: Autentyk
  • Rok wydania: 1970
  • Nakład: 20257
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Nieletni i młodociani na szkodę małoletnich i pełnoletnich (*)

Recenzowana pozycja wydana została w serii „Autentyk” będącej serią „książek ludzi ciekawego życiorysu”. Liczy ona 202 strony, a jej cena okładkowa to 12 zł. Autorem jej jest 33-letni wówczas Mirosław Bzdyra, którego książkę „Banda Siwego” z roku 1968 niedawno zrecenzowałem.

Akcja toczy się w Warszawie, w drugiej połowie lat 60.

Mirosław Bzdyra – dzielnicowy KDMO Praga-Południe, odpowiadający za rejon osiedli na ulicy Brazylijskiej i Wandy (Saska Kępa), w zakresie swoich obowiązków miał też pracę z nieletnimi. I to od nich właśnie rozpoczęła się sprawa rozbicia gangu „Szeryfa”, a konkretnie od pocięcia kurtki w szatni szkolnej i podrabiania ocen, a także drobnej kradzieży popełnionej przez Baśkę. Dzielnicowy postanowił bliżej przyjrzeć się grupce nieletnich i młodocianych, regularnie zbierającej się w Parku Skaryszewskim, w różnych jego częściach: „patelnia” z przystanią kajakową, polanka, skałka, grota i bulwarek. Byli wśród nich.: „Cygan”, „Lesbijka”, „Gigant”, „Gruby” i „Ringo”, a także „Sucha” i Baśka. Na czele ich stał „Szeryf”, który dla funkcjonariusza Mirka był niczym Yeti – słyszał o nim wiele, ale nigdy go nie widział.

Członkowie bandy, oczywiście w różnych konfiguracjach, podejrzewani byli o dokonanie szeregu przestępstw: kradzieże mieszkaniowe i sklepowe, włamania do piwnic i do SAM-u, napad rabunkowy na sklep, liczne rozboje w parku, w tym metodą „na podryw”, ale też i nierząd z małoletnimi dziewczętami. Okazało się, że w parku zaczął też grasować „wampir”, który dokonał już kilku zgwałceń. Tak więc sytuacja była bardzo groźna i niezwykle poważna. Punktem kulminacyjnym w sprawie było zabójstwo „Szeryfa”. Jego zwłoki znaleziono właśnie w parku. Kiedy dzielnicowy zobaczył denata, okazało się, że znał go dobrze, a nawet bardzo dobrze, choć nie pod tym pseudonimem. Prowadzący tę sprawę milicjanci przyjęli kilka wersji śledczych, w których dwie wysuwały się na czoło: nieporozumienia przy podziale łupów i zatarg o dziewczynę. Tak więc trzeba było znaleźć zabójcę, złapać gwałciciela i udowodnić pozostałe przestępstwa. Dzielnicowy ostro wziął się do pracy. W osiągnięciu sukcesu pomogło mu dobre rozpoznanie terenu, rozmowy z osobami podejrzanymi i uzyskane od nich informacje, a także niewiarygodny łut szczęścia.

Świat ukazany przez autora jest przygnębiający. To co działo się w środowisku nieletnich przyprawia o mdłości. Tu nie ma retuszu, wybielania i łagodzenia. Tu jest głęboka demoralizacja, szeroka rozwiązłość, brutalne bandyctwo, brak norm moralnych i wszelkich skrupułów. Dzielnicowy podejmuje się resocjalizacji nieletnich poprzez rozmowy z nimi, ostrzeżenia i ukazywanie konsekwencji ich czynów. Jednak w warunkach, w jakich żyją ci młodzi ludzie (patologiczne rodziny, brak zainteresowania ze strony rodziców, środowisko przestępcze) jest to walka z wiatrakami. W ten sposób można ocalić jedynie jednostki, a nie grupę. Zgodnie z ustawodawstwem w sprawach nieletnich, od „zawsze”, wszelkie czynności podejmuje się kierując się przede wszystkim ich dobrem. I tego dobra właśnie szukał dzielnicowy, chcąc by jego „podopieczni” uniknęli zakładów poprawczych, z których tylko nikły procent osób wychodzi „poprawionych”. Jednak jest też druga strona medalu: im dłużej z takim nieletnim przestępcą pracuje się na wolności, tym większe prawdopodobieństwo popełnienia przez niego kolejnych czynów karalnych, z których większość krzywdzi innych ludzi – fizycznie, psychicznie, emocjonalnie i majątkowo. Czy dla dobra nieletniego można pozwalać na zło wobec innych? To odwieczny dylemat i milicji, i policji. Czasami trzeba takiego nieletniego odizolować od społeczeństwa, umieszczając go w placówkach zamkniętych, dla dobra innych ludzi, by niewinni nie byli krzywdzeni. Czytając tę książkę przypomniała mi się inna dotycząca tej problematyki, a mianowicie „Piątka z ulicy Barskiej”, która mu już recenzję w naszym Klubie. Zmęczyłem się czytaniem „Szeryfa”, ale mam nadzieję, że może ta recenzja przysłuży się czemuś dobremu.

PRL-ogizmy: prasko-południowe restauracje: „Kolorowa” i „Na Kępie” oraz kawiarnie „Sułtan” (ul. Obrońców 12A) i „Liliana”, a także piosenka „Czerwone maki” (pieśń powstała w nocy z 17 na 18 maja 1944 roku, kilka godzin przed zdobyciem klasztoru na Monte Cassino; autorem słów był Feliks Konarski, który czwartą zwrotkę napisał w roku 1969, co współgra z czasem akcji powieści).

(*) Dla nieorientujących się w tym nazewnictwie, chciałbym w lapidarny sposób wyjaśnić ich znaczenie: nieletni to osoba, która w sensie prawnym zrobiła coś złego, czyli albo przed ukończeniem 17 lat popełniła czyn karalny (przestępstwo lub określone wykroczenie) albo przed ukończeniem 18 lat przejawia demoralizację (wachlarz zachowań jest szeroki, m.in.: spożywanie alkoholu, zażywanie narkotyków, nierealizowanie obowiązku szkolnego, włóczęgostwo) [jest jeszcze jeden element definicji nieletniego, ale odnosi się on do jego pobytu w zakładzie poprawczym, o czym nie ma tu sensu pisać]. Małoletni to osoba, która jest niepełnoletnia, czyli nie ukończyła lat 18. Wielokrotnie irytuję się widząc napis: „Sprzedaż alkoholu nieletnim zabroniona”, gdyż zamiast słowa „nieletnim” powinno być „niepełnoletnim” lub „małoletnim”. Młodociany zaś to osoba, która w chwili popełnienia przestępstwa nie ukończyła lat 21, a w chwili orzekania przed sądem nie ukończyła lat 24; sąd przy wymierzaniu kary, podchodzi do niej łagodniej. Pełnoletni zaś to osoba, która ukończyła lat 18 lub – co wcale nie tak wiele osób wie – osoba, która przed ukończeniem lat 18 zawarła związek małżeński (ustanie takiego związku przed ukończeniem lat 18 nie powoduje ustania pełnoletności).

PS Seria recenzji książek o tematyce przestępczości nieletnich będzie kontynuowana …