Seidler Barbara – Schody do raju czy rozpacz 351/2025

  • Autor: Seidler Barbara
  • Tytuł: Schody do raju czy rozpacz
  • Wydawnictwo: Czytelnik
  • Rok wydania: 1977
  • Nakład: 30320
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Pułkownik „Gerard” – część 3 (ostatnia)

Recenzowaną pozycję autorka – zajmująca się reportażem sądowym od roku 1961 – ukończyła w kwietniu 1976 roku. Liczy ona 270 stron, a jej cena okładkowa to 25 zł. Zawiera 19 opowiadań – reportaży z rozpraw sądowych głośnych przestępstw z lat: 1972-1976.

Po książkę tę sięgnąłem tylko z jednego powodu, by poznać sprawę zabójstwa Jana Gerharda (właściwie Wiktor Lew Bardach) ps. Gerard, pułkownika LWP, biorącego udział na terenie Bieszczad w walkach z UPA, jednego z autorów raportu dotyczącego okoliczności śmierci generała Świerczewskiego. Cykl związany z jego osobą zaczynam od części … ostatniej, czyli trzeciej, bo tak się akurat złożyło. Jako część pierwszą planuję recenzję powieści jego autorstwa – „Łuny w Bieszczadach” (quasi-autobiografia), a jako drugą – recenzję książki „W kręgu „Łun w Bieszczadach”” autorstwa Grzegorza Motyki (mam nadzieję dowiedzieć się z niej o aresztowaniu Gerharda – w latach 1952-1955 – m.in. jako osoby podejrzanej o współudział w … zabójstwie „Waltera”).

Opowiadanie dotyczące przebiegu śledztwa i rozprawy sądowej w sprawie zabójstwa Gerharda nosi tytuł „Wielkie słowa – niski czyn” i zajmuje 33 strony. Powstało ono w okresie: maj-czerwiec 1972 roku.

20 VIII 1971 roku „we własnym mieszkaniu w Warszawie został zamordowany znany pisarz i publicysta, poseł na sejm PRL, Jan Gerhard, redaktor naczelny „Forum”. Organa śledcze MSW podjęły energiczne śledztwo w sprawie wykrycia sprawcy mordu”. Do zdarzenia doszło pod adresem: ul. Matejki 4 m. 17 (Śródmieście Południowe). Drzwi do lokalu nie były zamknięte na klucz i nie nosiły śladów włamania. W mieszkaniu pozostało wiele wartościowych przedmiotów. Sprawca nie pozostawił po sobie śladów. Denat „leżał na brzuchu w kałuży skrzepniętej krwi. Miał wbity w plecy nóż z ozdobną rękojeścią. Głowę zmasakrowaną tępym narzędziem, na szyi zadzierzgnięty skórzany pasek od spodni. (…) Pod krwawiącą głowę miał podłożoną gazetę”. W czasie, kiedy dokonano mordu ofiara przebywała w domu sama – jego żona wyjechała na wakacje do Iwonicza, a dorosła córka do Francji.

Śledztwo prowadzone było niezwykle wnikliwie, czemu akurat nie należy się dziwić. Dokumenty procesowe zebrano w 18 tomach akt. Jedną z wersji był związek tego zabójstwa ze sprawą śmierci Świerczewskiego. Okazało się, że z mieszkania jednak coś skradziono. Były to m.in. czeki podróżne Banku Handlowego. Ogromnym nakładem sił, przy zaangażowaniu wielkiej liczby osób, odnaleziono zrealizowanych kilka z nich. Podpisane były przez Wandę Marię Kołuchę. Po nitce do kłębka trafiono do Zygmunta Garbackiego lat 26, studenta Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, który od dawna już był narzeczonym … Małgosi Gerhardówny – córki ofiary. Poznali się na plaży w Kołobrzegu w roku 1969. Później spotkali się, całkiem przypadkowo, w Warszawie. Zaczęły się ich randki w „Kamiennych Schodkach”, „Harendzie” i „Telimenie”. W czerwcu 1971 roku, a więc na dwa miesiące przed śmiercią Gerharda, Małgosia poinformowała rodziców, że zamierzają się pobrać.

Garbacki został aresztowany. Przyznał się do dokonania zabójstwa, a jako wspólnika wskazał Mariana Wojtasika, z którym dokonał też innych przestępstw. Śledztwo zakończono 8 maja 1972 roku. Rozprawa odbyła się przed Sądem Wojewódzkim w Warszawie w Alei – nomen omen – gen. Karola Świerczewskiego. Poza zabójstwem i rozbojem, Garbackiemu i Wojtasikowi zarzucono również wspólne dokonanie sześciu przestępstw pospolitych, a samemu Garbackiemu jeszcze piętnastu innych (kradzieże i włamania m.in. na uczelni i w kościołach). Oskarżony planował również napady rabunkowe: na kasę Politechniki, na ambulans „LOT”, na znanych ludzi ze świata kultury i sztuki. Można bez żadnych wątpliwości stwierdzić, że Zygmunt Garbacki był nałogowym, patologicznym i cynicznym przestępcą, którego – nie świadoma tego – panna Małgosia wybrała sobie na męża (nie ma to jak uczciwość narzeczeńska)…

Jak przebiegała rozprawa, jakie się w niej „kwiatki” pojawiły i jakimi wyrokami się zakończyła, przeczytajcie sami.

Dla mnie opowiadanie to było niezwykle interesujące, natomiast pozostałych osiemnastu nie czytałem, z uwagi na chroniczny brak czasu.