Klementowski Robert – W cieniu sudeckiego uranu 340/2025

  • Autor: Klementowski Robert
  • Tytuł: W cieniu sudeckiego uranu. Kopalnictwo uranu w Polsce w latach 1948-1973
  • Wydawnictwo: IPN Wrocław
  • Rok wydania: 2010
  • Nakład: nieznany
  • Recenzent: Robert Żebrowski

U-235, Kopalniany Óżont (*) Bezpieczeństwa, sprawa obiektowa krypt. „Atom” i żołnierze-uranowcy

To co łączyło tegoroczny mój urlop z urlopem Prezesa to czas (sierpień 2025) i kierunek (woj. dolnośląskie), z tym, że On pociągiem i rowerem, a ja samochodem i per pedes, On do Głogowa, a ja do Dzierżoniowa (tam gdzie kiedyś była „Diora”), w okolicach którego można zwiedzać nie tylko muzea, zamki i pałace, ale też kopalnie: węgla kamiennego (w Nowej Rudzie), złota (w Złotym Stoku), niklu, chryzoprazu i opalu (w Szklarach) i uranu (w Kletnie) [kopalnia srebra w Srebrnej Górze jeszcze nie jest czynna].

Właśnie w Kletnie usłyszałem o Wojskowych Batalionach Górniczych, do służby w których, jako wydobywcy radioaktywnego i toksycznego uranu (kluczowego do produkcji broni jądrowej), kierowani byli poborowi wywodzący z tzw. elementu niepewnego: niechętni ustrojowi komunistycznemu, z rodzin nieproletariackich, walczący w czasie wojny nie w tych formacjach, co trzeba, itp., czyli ci, którzy byli „winni”, choć dowodów na ich winę nie udało się zebrać, a których trzeba było ukarać, choć nie wyrokiem sądowym, a decyzją komisji poborowej, i nie karę śmierci, tylko na ciężką utratę zdrowia. Pani przewodnik – jako autora książek o tematyce kopalni uranu w Polsce – wskazała Roberta Klementowskiego. Postanowiłem skorzystać z jej wskazówki i sięgnąłem po kolejnego „białego kruka” z BN, czyli książkę „W cieniu sudeckiego uranu”, by poszukać w niej wątków – a jakże – bezpieczniacko-kryminalnych. Liczy ona 376 stron. W swojej recenzjo skoncentruję się przede wszystkim na informacjach zawartych w rozdziale 7 – „Działalność organów bezpieczeństwa”, w podrozdziale – „Działania ofensywne (rozpracowania operacyjne)” (strony: 278-290).

Z dniem 1 stycznia 1948 roku powołano do życia Państwowe Przedsiębiorstwo „Kopalnie Kowarskie”, zajmujące się poszukiwaniem, wydobywaniem i eksportem (oczywiście do ZSRR) rud uranu. W roku 1951 zmieniono jego nazwę na: „Zakłady Przemysłowe R-1”. Zakłady te miały kilka lokalizacji. Kontrolą funkcjonowania przedsiębiorstwa, obok partii komunistycznej, zajmowały się też organa bezpieczeństwa tj. Samodzielna Grupa Ochrony Obiektu Wydzielonego w Kowarach, przemianowana w roku 1951 na Wydział IX, który podlegał szefowi WUBP we Wrocławiu. Średnia liczba działających w nim – przez wszystkie lata istnienia – funkcjonariuszy to dwadzieścia kilka osób. Głównym zadaniem tej komórki była ochrona zakładów przed infiltracją z zewnątrz (szpiegostwo), zagrożeniem dla produkcji (sabotaż) oraz zapewnienie bezpieczeństwa specjalistom radzieckim mieszkającym na terenie Kowar. Wydział ten został zlikwidowany w roku 1956.

Wśród górników tych kopalni początkowo były osoby cywilne, mamione kilkukrotnie wyższymi zarobkami, a pogląd, że wykorzystywano też jeńców wojennych jest problematyczny. W roku 1950 sformowano 10 Batalion Pracy (JW 2930) o stanie liczbowym 1138 żołnierzy, a rok później – 11 BP (JW. 1466) o stanie 1419 żołnierzy. Ochroną zewnętrzną obiektów zajmowali się żołnierze 11 Pułku KBW. W roku 1956 powołano straż przemysłową, a KBW zajęło się jedynie ochroną konwojów rudy. Jednym ze sposobów na zachowanie tajemnicy odnośnie rudy, którą wydobywa się w zakładach, było to, że w wytwarzanej dokumentacji (także wewnętrznej) nie pojawiało się słowo „uran” lub wyrażenie „ruda uranu”. Zamiast tego pojawiały się metale nieżelazne, pierwiastek R2, P-9, aktyw, ruda okrzemkowa i ziemia odpadowa, a w radzieckich – rudiczka.

Działania prewencyjne nie gwarantowały jednak zabezpieczenia kowarskich tajemnic. Celem aparatu bezpieczeństwa stało się wykrycie osób zbierających informacje o zakładach (co wydobywano, liczba pracowników, dokąd wywożono urobek). Na celowniku znaleźli się pracownicy, mieszkańcy okolicznych terenów, przedstawiciele placówek dyplomatycznych (zainteresowanie wykazywali dyplomaci włoscy, izraelscy i amerykańscy) oraz osoby pojawiające się tylko czasowo. Wzmożoną aktywność stwierdzono ze strony wywiadu francuskiego, który informatorów pozyskiwał wśród górników – repatriantów z Francji. Pracownicy – najczęściej nie wiedzący, co wydobywają – biorąc pod uwagę swoje wysokie zarobki, ścisłe zabezpieczenie produkcji i obecność specjalistów radzieckich, domyślali się, że muszą to być jakieś cenne pierwiastki. Dlatego też niektórzy z nich próbowali kraść rudę. Rekordzista wyniósł około 1,5 kilograma – oczywiście rudy uranu, a nie samego pierwiastka. Do roku 1957 Bezpieka ujawniła w sumie 9 wypadków działalności szpiegowskiej, a także notowała próby penetracji zakładów przez dyplomatów państw zachodnich. Przeprowadzono łącznie 31 spraw operacyjnych przeciwko pracownikom. Nie były to jakieś wybitne osiągnięcia, a przedstawione w książce sprawy kryminalne do spektakularnych nie należą. Jednak raczej nie należy tego zrzucać na karb nieudolności bezpieczniaków, a przyjąć, że – z uwagi na wysokie oczekiwania władz radzieckich – zakłady były naprawdę dobrze zabezpieczone. Zakończenie sprawy obiektowej o krypt. „Atom” nastąpiło w maju 1973 roku, gdy zlikwidowano zakłady R-1 w Kowarach.

Książka ta jest rewelacyjna i warto ją przeczytać, by poznać utajnianą przez lata historię wydobycia sudeckiego uranu.

(*) „Urząd” to chyba jedyne czteroliterowe polskie słowo, w którym można popełnić cztery błędy ortograficzne [przy okazji: słowo „żółć” też jest ciekawe, bo składa się z samych polskich znaków]

PS Z tego co się już zdążyłem zorientować jest kilka innych ciekawych pozycji związanych z sudeckimi kopalniami uranu i tamtejszymi górnikami: „Skazani bez wyroku”, „Opatrzone klauzulą tajne” i „Szlakiem wspomnień żołnierzy-górników z lat 1949-1959”, a także artykuł o wielce wymownym tytule: „Skazani na uran”.