Kąkolewski Krzysztof – Sześciu niewidzialnych 326/2025

  • Autor: Kąkolewski Krzysztof
  • Tytuł: Sześciu niewidzialnych
  • Wydawnictwo: MON
  • Seria: Świat wokół nas
  • Rok wydania: 1960
  • Nakład: 30300
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Niewidoczni, bezimienni i bezdomni, choć to nie oni są bohaterami, ale cały milicyjny aparat

Dorobek kryminalny Krzysztofa Kąkolewskiego jest raczej znany, więc od razu przejdę do znacznie ciekawszej kwestii, a mianowicie serii, w jakiej wydano recenzowaną książkę, czyli „Świat wokół nas”.

Przyznam się, że wcześniej jej zupełnie nie znałem „Sześciu niewidzialnych” jest najprawdopodobniej tomikiem numer 1. Na tylnej okładce zamieszczono następujący tekst: „Jeśli chcesz poznać kraje, ludzi i zdarzenia, bliskie i dalekie, jeśli chcesz odbyć barwą podróż po świecie, czytaj tomiki z serii „Świat wokół nas”, które możesz nabyć w każdym kiosku „Ruchu”. Jak w kolorowym kalejdoskopie pokażą Ci one szeroki, nieznany, wciąż zmieniający się świat, jego bogactwo, tajemnice i dziwy. Co miesiąc nowy tomik!”. Trzeba przyznać, że jak na Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej tematyka serii jest dość niezwykła, ale jak trochę poszukałem okazało się, że w tym samym czasie MON wydawał również serię: „Przygody – Podróże”. Druga sprawa też jest zastanawiająca: tematyka „Sześciu niewidzialnych” jakoś mi nie bardzo pasuje do opisu tej serii. Owszem, na upartego można powiedzieć, że jednak poznajemy w nim jakiś kraj (PRL), ludzi (niewidzialnych i tych widzialnych) oraz zdarzenia (kryminalne), ale na pewno nie jest to barwna podróż po świecie, i tak dalej, co tam napisał wydawca.

Książeczka liczy 72 strony, a cena okładkowa to 5 zł. Trzeba przyznać, że okładka jest dość ciekawa: cień sześciu popiersi, w sześciu kolorach i z … pięcioma fajkami. Sympatyczny jest też znaczek serii: glob z siatką kartograficzną oraz poruszający się po orbicie Sputnik.

Akcja sześciu opowiadań toczy się w Bydgoszczy, Kielcach, Szczecinie i kilku innych miastach niewymienionych z nazwy, w latach 1947 – 1955

Major Ł. – pracujący w budynku przy ul. Puławskiej w Warszawie – opowiedział o magazynie brzydkich (w dosłownym sensie) zabawek, który był sposobem na zarobek dla jednej z większych mafii gospodarczych w tamtym czasie – „królów plastyku, potentatów poliestyrenu, rekinów podziemnego handlu”, a także o sprawie zaginięcia dwojga staruszków, którzy wybrali się do rodziny w Czechosłowacji, na Śląsk Zaolziański.

Kapitan J. – specjalista od doliniarzy, kasiarzy, szczurów hotelowych, oszustów, włamywaczy i klawiszników, czyli mistrzów zamka – przedstawił sprawę szajki włamywaczy w W. oraz bandy włamywaczy, rozbójników i zabójców w B.

Kapitan S. – naczelnik wydziału w mieście wojewódzkim K. – wspominał o ciekawych sposobach stosowanych do zatrzymania ukrywającego się sprawcy napadu oraz o włamaniu do kasy w jednej z elektrowni na Górny Śląsku (czyli wychodzi na to, że miasto K. to Katowice).

Kapitan Kr. z Komendy Głównej opowiedział o akcji „Nida” dotyczącej likwidacji „mafii Kuternogi”, dokonującej napadów rabunkowych na Kielecczyźnie, a także o śledztwie w sprawie zabójstwa mężczyzny o nieustalonej tożsamości.

Kapitan B. przedstawił historię „Człowieka bez dwóch palców”, czyli okaleczonego bardzo groźnego bandyty.

Kapitan G. z KG MO wspominał pościg za sprawcami napadu z bronią w ręku na konwojentów pieniędzy, w miasteczku powiatowym Ł. na wschodzie Polski.

Przedstawione historie nie są może z najwyższej półki, ale mnie zaciekawiły z uwagi na niektóre dość pomysłowe triki zastosowane przez milicjantów w tych sprawach. A pomysłowość w realizacji czynności to połowa sukcesu.

PRL-ogizmy: powieść „Zły” Tyrmanda (z roku 1955), tygodnik „Dookoła świata” (1954-1976), miesięcznik rolniczy ”Plon” (wydawany od roku 1950), milicyjna „Cytryna”, czyli Citroen Truction Avant, Państwowy Urząd Repatriacyjny (działał w latach: 1944-1951), restauracja „Piast” w Szczecinie (w hotelu przy zbiegu ul. Potulickiej i placu Zwycięstwa), Dom Górnika w Katowicach.

Po przeczytaniu książki pomyślałem sobie: A może seria, w której została wydana, nie jest taka znowu efemeryczna, jak to napisał w swojej recenzji Prezes. Tym bardziej, że na obwolucie była zapowiedź kolejnego tomiku, którego tytuł brzmiał dość znajomo, a do tego kryminalnie i wcale nie „światowo”: „Ewa nie chce spać”. Wg zapowiedzi tomiki powinny ukazywać się co miesiąc. Druk „Sześciu niewidzialnych” ukończono w marcu 1960 roku, a więc najbliższych kolejnych tomików powinno się szukać jako wydanych właśnie w tamtym roku. Zaprzęgłem więc do pracy moje ulubione narzędzia: katalog Biblioteki Narodowej, Allegro i Archiwum Allegro (archiwum to ma ogromną zaletę, bo zazwyczaj prezentuje też okładki książek, czego w katalogu BN niestety nie ma, a niejednokrotnie zawiera takie pozycje, których w BN się nie znajdzie – doświadczyłem tego w odniesieniu np. do dwóch białych kruków o KBW – „W służbie narodu” i „W imię życia”), wprowadziłem zawężenia w postaci: „Wydawnictwo MON” i „rok 1960”, a następnie przeanalizowałem otrzymane wyniki. Poza „Ewa nie chce spać”, której autorem okazał się Wojciech Giełżyński, udało mi się znaleźć jeszcze tylko jeden tomik, a mianowicie bez wątpienia już „światowy”: „Trampem przez świat”, którego autorem jest Andrzej Wasilkowski. Okazało się również, że „Ewa …” z „ŚWN” nie jest w żaden sposób spokrewniona z filmem „Ewa …”, ani też z iskrową serią „Ewa …”. Głównym bohaterem tej książki jest … reaktor atomowy EWA (Eksperymentalny, Wodny, Atomowy badawczy reaktor jądrowy, uruchomiony w Świerku w roku 1958).

PS Wszystkich czytelników, nie tylko tej, ale i innych moich recenzji, serdecznie przepraszam za ich rozwlekłość, niejednokrotnie swego rodzaju „suchość”, brak ekwilibrystyki słownej i galanterii. Nie jestem niestety mistrzem pióra i klawiatury, nie jestem literaturoznawcą i nie grzeszę elokwencją. W swoich recenzjach przede wszystkim kładę nacisk na analizę tekstu, przekazywanych w nim informacji, ukrytych szczegółów, spójności logicznej i popełnionych błędów – właśnie logicznych, ale też merytorycznych, anachronicznych, a nawet ortograficznych (takich jak na przykład w wyrażeniu „wyrwał się jak Filip z konopi”). Czytelnikom staram się przedstawić jak najwięcej informacji o danej pozycji i okolicznościach z nią związanych (jak na przykład seria, w której została wydana), o czasie i miejscu akcji, rodzaju zdarzeń i postaciach, czasami wskazaniu pozycji podobnych do tej recenzowanej. Liczę, że dzięki temu czytelnik uzyska takie informacje, które pozwolą mu nabyć trochę wiedzy ogólnej i „fachowej”, a przede wszystkim podjąć decyzję, czy warto po tę pozycję sięgnąć. Sam się cieszę, gdy recenzje innych Klubowiczów poszerzają moją wiedzę nie tylko o danej pozycji, ale też ogólnie z zakresu literatury kryminalnej, jak również ciekawostek z naszego kraju (np. pomnik Jabłka w Grójcu, o którym pisał Prezes w swojej recenzji książki „Śmierć powróciła nocą”). Wszystkim, którzy swoimi recenzjami w pożyteczny sposób poszerzyli moją wiedzę, serdecznie w tym miejscu dziękuję !!!