- Autor: Solan Adam
- Tytuł: Portfel przynosi śmierć
- Wydawnictwo: Wielki Sen
- Seria: Seria z Warszawą (#80)
- Rok wydania: 2016
- Nakład: nieznany
- Recenzent: Robert Żebrowski

Warszawski ślad, czyli najpierw do „Moskwy” na „Urzeczoną”, a potem do „Świtezianki”
O Adamie Solanie nic nie wiem. Jego powieść, licząca 147 stron, nie miała wcześniej wydania książkowego. Drukowano ją na łamach „Kuriera Polskiego” w roku 1961.
Akcja toczy się w Warszawie, Rybienku i Nidzicy, na przełomie lat 50. i 60.
Andrzej Borski – znany polski lekkoatleta – z pobytu na Złotych Piaskach wracał pociągiem do kraju. Jeszcze na terenie Bułgarii, gdzieś na trasie Warna-Sofia, do zajmowanego przez niego przedziału weszła jakaś nieznajoma młoda kobieta, Polka. Zdenerwowana i przestraszona oświadczyła, że chodzi za nią jakiś mężczyzna. Poprosiła, aby Borski – do którego zwróciła się po nazwisku – wziął od niej malutki portfel i przekazał go pod podany przez nią adres w Warszawie. Sportowiec zgodził się, a dziewczyna wróciła do swojego przedziału. Kiedy pociąg dojechał do Plewen, okazało się, że w jednym z przedziałów zamordowano kobietę, wbijając jej nóż w pierś. Na miejscu pojawił się przedstawiciel miejscowej milicji – inspektor Malew, do którego zgłosił się Borski opowiadając mu historię z dziewczyną, pomijając jednak wątek portfelika. Inspektor pozwolił Andrzejowi spojrzeć na zwłoki. Okazało się, że jest to jednak jakaś inna kobieta. Na prośbę Malewa, Borski pozostał w Plewen do dyspozycji milicji. W pokoju Hotel Palace, w którym nocował, pojawił się mężczyzna z rewolwerem, ten którego opisała nieznajoma z pociągu, a którego widział w nim przelotnie. W wyniku szarpaniny, do której doszło w pokoju, padły strzały, na szczęście niecelne. Napastnik uciekł przez okno, wcześniej wybijając je, a na miejscu pozostał jego rewolwer. Z rewolwerem tym – jakby nigdy nic – Andrzej wrócił do Polski.
Będąc już z Warszawie, udał się na Grochów, do mieszkania niejakiego Wiącka, by przekazać mu portfelik. Wpuściła go do środka jakaś kobieta. W mieszkaniu jednak zamiast oficera służby śledczej Wiącka, zastał aferzystę i oszusta Mikołaja Garbackiego uzbrojonego w pistolet. W czasie rozmowy z szafy wypadł skrępowany mężczyzna, którym okazał się właśnie Wiącek. Moment ten Borski wykorzystał, by obezwładnić przestępcę. Zatrzymany i zakuty w kajdanki Garbacki został przekazany wezwanym milicjantom, którzy mieli odkonwojować go do Pałacu Mostowskich. W czasie, gdy Wiącek rozmawiał o sprawie z Borskim, koledzy Mikołaja odbili go na skrzyżowaniu z ul. Ząbkowską [bez wątpienia skrzyżowaniu ul. Targowej z Ząbkowską], uderzając w milicyjną „Warszawę” ciężarówką na lipnych numerach, raniąc w ten sposób jej kierowcę, a także – eskortujących podejrzanego – porucznika i kaprala. Wykorzystując zamieszanie Garbacki zbiegł.
To jednak dopiero początek dramatycznych zmagań grupy operacyjnej milicji, w skład której wchodzili: Wiącek, Irena Mrocka, czyli dziewczyna z pociągu, Paweł Walgis – kolega Andrzeja, a w końcu również i sam Borski, a którą dowodził pułkownik Szarzyński. Społecznie pomagali im: współlokator Andrzeja – pan Erazm oraz „warsiaski” taksówkarz Walerian Żurek. Ich przeciwnikami – poza Garbackim – byli: Grzywosz, doktor i panna Mela Mellas, kierowani przez tajemniczego szefa – „najwybitniejszego aferzystę naszych czasów”. Co było w portfelu który kosztował śmierć? Czym zajmował się gang przestępców? Kto stał na jego czele? Jakie jeszcze przestępstwa zostały popełnione? No i oczywiście, jak się zakończyła sprawa? O tym przeczytajcie sami.
No, no, dużo się w tej książce działo i oczywiście na jednym trupie się nie skończyło, a przestępstw w sumie było dość sporo. Lecz cóż z tego, kiedy wszystko to takie naciągane, naiwne i śmieszne. Przestępcy z jednej strony brutalni, a z drugiej co chwila fuszerujący robotę, a do tego niemożebnie i niepotrzebnie gadatliwi. Stróże prawa zaś dzielni i pracowici, ale łatwo wpadający w pułapki. Mamy też w tej powieści epokowy wynalazek: „odczynnik chemiczny, który, gdy się go wstrzykuje do ludzkiego ciała, nie tylko zatrzymuje błyskawicznie pracę serca, lecz sprawia, że ciało dosłownie znika: ścięgna, krew, kości – to wszystko zmienia się w delikatny pyłek, którego pochodzenia nawet najwytrwalszy fizjolog dojść nie potrafi”. Tak więc problem z usuwaniem zwłok został przez rodzimych bandytów rozwiązany! Mamy też w „Portfelu …” wątek romantyczny – miłość Andrzeja i Ireny, którzy zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia, tam, w drzwiach przedziału wagonu pociągu pospiesznego, i którzy już żyć bez siebie nie mogli.
PRL-ogizmy: warszawskie – „Grand Hotel” (ul. Krucza 28), kawiarnie – „Szwajcarska” (róg ulic: Zgoda i Szpitalna) i „Świtezianka” (lokal kat. I, ul. Marszałkowska 10/12), bar „Pod Wiechą” (ul. Sienkiewicza 12) oraz kino „Moskwa” (ul. Puławska 19), film „Urzeczona” (w reżyserii Hitchcocka, z roku 1945), pensjonat „Orbis” w Rybienku koło Wyszkowa („Siewierzanka”, al. Wolności 30), DESA (Dzieła Sztuki i Antyki, przedsiębiorstwo utworzone w roku 1950), sieć sklepów „Jubiler”, skuter „Osa” (M50, produkowany od roku 1959 w Warszawskiej Fabryce Motocykli), samochód „Warszawa” w wersji milicyjnej, cywilnej i jako taksówka, minister komunikacji (nazwa Ministerstwo Komunikacji obowiązywała w latach: 1945-1951 i 1957-1987) i telewizyjna „Kobra” (emitowana od roku 1956).
