- Autor: Ochnik Martyna
- Tytuł: Zabrali Janka
- Wydawnictwo: Akces
- Rok wydania: 2016
- Nakład: nieznany
- Recenzent: Robert Żebrowski

Grupa specjalna MRKS w szpitalu na Banacha, czyli najbardziej spektakularna akcja „Solidarności”
Recenzowana pozycja liczy 178 stron, a jej cena okładkowa to 29,90 zł. Czy jest to kryminał? Jak najbardziej! I to milicyjny, ba, stołeczny, a do tego na faktach. Mamy w nim starannie przygotowane i dokonane przestępstwo, mamy jego sprawców, mamy też śledztwo i osoby je prowadzące. Wszystko to w szczytowym okresie PRL-u, czyli w roku 1982. A że książka napisana została już po transformacji ustrojowej, to nikogo nie powinno dziwić, bo zdarzenie to do roku 1989 było tematem tabu.
26 maja 1982 roku w Parku Żeromskiego na warszawskim Żoliborzu, od strony placu Komuny Paryskiej, dwuosobowy patrol ZOMO legitymował mężczyznę. Był to 32-letni Janek Narożniak, działacz solidarnościowy, ukrywający się jako osoba wyznaczona do internowania. Z uwagi na to, że nie okazał im dokumentu tożsamości, funkcjonariusze postanowili go doprowadzić do najbliższego komisariatu MO. Słysząc o tym, podjął próbę ucieczki. Celny strzał oddany z kałasznikowa przez st. szer. Bydłonia próbę tę zniweczył. Narożniaka, w eskorcie milicyjnej nyski, zawieziono karetką do szpitala Akademii Medycznej przy ul. Banacha 7. Okazało się, że Janek postrzelony został w miednicę, miał przerwaną arterię, a pocisk urwał mu też kawałek palca dłoni. Biodro operował mu doktor Krasnodębski, a palec doktor Sanecki (czyli de facto Andrzej Sankowski). Pod drzwiami bloku operacyjnego czuwali dwaj zomowcy z karabinami, a kolejni wkrótce stanęli wokół placówki. Szpitalny anestezjolog, doktor Siwicki (Jerzy Siwiec), podczas obchodu skojarzył pacjenta, i gdy był z nim sam na sam, szepnął mu, że jest lekarzem z „Solidarności”. Tymczasem dyrektor szpitala dostał polecenie, by, gdy tylko pacjent będzie nadawać się do transportu, powiadomić o tym funkcjonariuszy, którzy przekonwojują go wówczas do miejsca odosobnienia. Siwicki, dowiedziawszy się o tym, postanowił, że do tego nie dopuści. Sporządził on plan wyprowadzenia Narożniaka ze szpitala. Za pośrednictwem doktor Małgosi Jastrzębskiej, skontaktował się ze znaczącym działaczem ”Solidarności” Zbyszkiem Romanowskim (Romaszewskim), a ten do realizacji planu wyznaczył Grubego (Jerzego Bogumiła) i Borutę (Adama Borowskiego) – członków MRKS-u, czyli Międzyzakładowego Robotniczego Komitetu „Solidarności”. W akcji niepoślednią rolę miała odegrać furgonetka Pogotowia Energetycznego, kierowana przez Mirosława Radzikowskiego.
Tymczasem, 2 czerwca, kapitan Zawada z Rakowieckiej uzyskał z podsłuchu telefonicznego informację o planowanym odbiciu Narożniaka ze szpitala. Taśmę z tym nagraniem przekazał niezwłocznie pułkownikowi Fikusowi. Na szczęście w nagranej rozmowie była mowa o ataku na pilnujących pacjenta dwóch zomowców, z wykorzystaniem gazu paraliżującego. Jednak plan doktora Siwickiego był zupełnie inny, a jego realizacja w dniu 7 czerwca zakończyła się sukcesem. O szczegółach planu i przeprowadzonej akcji przeczytajcie sami. Naprawdę warto, bo historia ta jest rewelacyjna i niepowtarzalna, i jednak różniąca się sposobem wykonania od tej opisanej w książce „Umarłem, aby żyć”, dotyczącej wyprowadzenia ze szpitala na Woli w roku 194, aresztowanego przez gestapo Stanisława Miedzy-Tomaszewskiego. Z recenzenckiego obowiązku podam jeszcze, że na miejsce zdarzenia niezwłocznie przybyli: kapitan MO Pietrucha i siejąca postrach prokurator Wiesława Bardonowa, która nadzorowała prowadzone w tej sprawie śledztwo.
Autorka ładnie opisała tę sprawę. Zadbała w książce również o peerelowskie realia. Mamy wymienione papierosy „Popularne” oraz „Caro”, fiata 126p i informację o tym, że udało się kiedyś zmieścić do niego 20 osób, kawiarnię „Caracas” przy ul. Słupeckiej, restaurację „Pod Skrzydłami” przy ul. Grójeckiej, kina „Moskwa” i „Ochota” oraz baseny Skry. Jedyne, czego mi zabrakło to głębszego opisu śledztwa.
