- Autor: Pamela Brown
- Tytuł: Zaułek arlekina (Harlequin Corner)
- Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
- Seria: Klub Siedmiu Przygód
- Rok wydania: 1967
- Nakład: 30277
- Recenzent: Robert Żebrowski

Kącik Harley Quina
Pamela Beatrice Brown (1924-1989) była brytyjską powieściopisarką, scenarzystką teatralną i aktorką. Recenzowaną powieść wydała w roku 1953. Książka liczy 230 stron, a jej cena okładkowa to 15 zł. Jej akcja toczy się w Londynie, ale nie wiem kiedy.
Rodzeństwo Harvardów: 10-letnia Kandyda, 12-letni Kryspin i 15-letnia Nikola przyjechało z Fairfield do Londynu na wakacje do nigdy wcześniej niewidzianej ciotki Netty Lambert zamieszkałej przy Hatching Yard 5, która wraz z mężem – Peersem i synem Dominikiem prowadziła pracownię i wypożyczalnię kostiumów teatralnych, nad którą wisiał szyld z wizerunkiem arlekina. Ciotka przyjęła kuzynów obiadem: kiełbasa i mielone mięso ze smażonymi kartoflami. Dzieciaki dowiedziały się, że Lambertowie wypożyczali kostiumy albo robili je na zamówienie dla teatrów, trochę dla telewizji, a niewiele do filmów. Dominik wykonywał szkice, jego ojciec kroił, a zespół kobiet pod nadzorem Netty szył. Pracownik Bill furgonetką rozwoził kostiumy do odbiorców.
Harvardowie dowiedzieli się też o kłopotach kuzynostwa. W ostatnim czasie spotkało ich kilka dziwnych i przykrych zdarzeń. Kostiumy dla teatru objazdowego, nadane w pociągu do Manchesteru, nie dotarły do miejsca przeznaczenia – odebrał je jakiś oszust. Kostiumy baletowe do rewii dotarły do odbiorcy, ale poplamione czarnym tuszem. Którymś razem jedne kostiumy zamiast do Londynu trafiły do Edynburga, a drugie na odwrót. Wreszcie teraz ktoś napadł na Billa wiozącego zamówienie do Królewskiego Teatru, zamknął go w samochodzie i wywiózł. Kiedy udało mu się uwolnić i wrócić do pracowni, Peers polecił mu powiadomić o tym komisariat policji na Warner Street. Dzieciaki postanowiły, że wykryją, kto za tym wszystkim stoi.
Pewnego dnia Harvardowie wybrali się na sztukę teatralną. Ciekawska Kandi zakradła się do garderoby aktorów, by ją sobie obejrzeć. Zauważyła tam mężczyznę w płaszczu z podniesionym kołnierzem i w kapeluszu nasuniętym na czoło, który z nożem podszedł do wiszącej sukni z perłami wykonanej przez jej ciotkę. Widząc co się święci, dziewczynka spłoszyła napastnika. Choć jego twarzy nie widziała, zauważyła, że miał on oczy jak kijanka. Następnego dnia Nikola na straganie kupiła ciekawą, charakterystyczną klamrę. Kiedy przyniosła ją do mieszkania, okazało się, że była ona w tej partii towaru, który wysłano do Manchesteru. Stragan należał do Harry’ego Twickenhama, który skupował rzeczy od kilku osób, m.in. od Sydneya Smale’a, prowadzącego na Tweed Street wypożyczalnię strojów i kostiumów maskaradowych i teatralnych, a który od Lambertów chciał kupić ich pracownię. Młodzi detektywi wzięli się ostro do roboty. Przełom w sprawie miał miejsce w trakcie balu maskowego u pani Throgmorton.
Bardzo sympatyczna powieść. Fajni detektywi, profesjonalne ich podejście do sprawy, a przede wszystkim skuteczne działanie. Szybko można się domyślić, kto był jednym z członków bandy, a nie tak wiele później dowiedzieć, kto do niej należał. Nie przeszkadza to jednak w niczym. Książka może wydać się staroświecka, ale wydaje mi się, że i teraz niektórym dzieciakom by się spodobała.
W treści odnalazłem pewną ciekawostkę: „Nazajutrz była niedziela (…) [Harvardowie] Rano poszli do kościoła na nabożeństwo do kościoła Świętego Marcina”. No cóż, w peerelowskich kryminałach prawie nikt nie chodził do kościoła (a już na pewno nie detektywi) i prawie nikt o tym nie pisał, a jeśli już to bardziej z kpiną, jako o wyrazie dewocji, a nie pobożności. Czy było tak dlatego, że autorzy byli głównie ateistami (niejeden z nich ma jednak nagrobek z krzyżem, a jeden – z półksiężycem i gwiazdą), czy z uwagi na działanie cenzury, czy dlatego, że religijność uważano za mało znaczący lub nic nie wnoszący do treści książek aspekt ludzkiego życia (po co zatem było robić liczne inne wstawki nic nie wnoszące lub mało ważne)? Dwa zdania z książki, a do jakich wniosków mogą prowadzić. A może ktoś kiedyś zbada to zjawisko?
