- Autor: Olbrycht Jan Stanisław
- Tytuł: Wybrane przypadki z praktyki sądowo-lekarskiej. Zabójstwo, samobójstwo czy nieszczęśliwy wypadek.
- Wydawnictwo: Państwowy Zakład Wydawnictw Lekarskich
- Rok wydania: 1964
- Nakład: 2205
- Recenzent: Robert Żebrowski

Tylko dla odważnych!
Profesor dr med. J.S. Olbrycht (1886-1968), nadlekarz w C.K. Armii, major Wojska Polskiego, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, dziekan Wydziału Lekarskiego UJ, biegły sądowy (m.in. w procesie Rity Gorgonowej), prezes Izby Lekarskiej, kierownik Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie, biegły w sprawach zbrodni hitlerowskich (w czasie wojny sam przebywał w dwóch obozach koncentracyjnych), członek Polskiej Akademii Nauk, autor licznych prac naukowych, to postać wielce zasłużona dla polskiej medycyny sądowej.
W Bibliotece Narodowej znajduje się 16 książek jego autorstwa, z lat 1919-1968, przy czym recenzowana pozycja wydaje się najbardziej odpowiednia i przystępna dla naszych Klubowiczów. Liczy ona 276 stron, a jej cena okładkowa to 60 zł. Zwraca uwagę jej niski nakład. Zawiera ona 11 opowiadań. „Proces o zabójstwo bez zidentyfikowania zwłok” liczy 9 stron.
23-letni Władysław Chwała i 21-letnia Stefania Leśniakówna w dniu 22 maja 1945 roku wrócili do kraju z przymusowych robót w Niemczech, gdzie się poznali. Kobieta była w ciąży. Najpierw pojechali do rodziny Władka mieszkającej we wsi koło Okocimia, a potem do rodziny Stefki pod Jasło. Chwała szybko stamtąd wyjechał do swojego domu, by załatwić swoją metrykę chrztu niezbędną do zawarcia związku małżeńskiego. Miał wrócić za trzy dni. Kiedy tak się nie stało, Leśniakówna 1 czerwca 1945 roku pojechała do niego. Na miejscu nie zastała go, ale dowiedziała się, że czas bez niej spędzał na lataniu po zabawach. Słysząc to, dziewczyna próbowała się powiesić, ale uratowano ją. 4 czerwca oboje narzeczeni pojechali ponownie do rodziców Stefki. Tam Władek oznajmił ojcu dziewczyny, że z uwagi na to, że targnęła się ona na swoje życie, nie ożeni się z nią. Następnego dnia rano Chwała cichcem uciekł stamtąd. Kiedy Leśniakówna odkryła to, ruszyła w ślad za nim. Od tamtej pory zaginął po niej ślad. Jej rodzice byli pewni, że przebywa u Chwałów, a rodzice Władka byli przekonani, że mieszka u Leśniaków.
Niespełna rok później, 7 maja 1946 roku rolnik wożąc nawóz na swoje pole w Okocimiu Górnym zauważył wykopaną jamę. Kiedy ją rozkopał ujrzał ludzką rękę. Było to około 3 km od gospodarstwa Chwałów. Powiadomione władze skierowały na miejsce komisję sądowo-lekarską. Stwierdzono, że zakopane zwłoki należą do kobiety w wieku ok. 25 lat, która była w ciąży. Z pochwy wystawała stopa noworodka w wieku około 8 miesięcy. Na szyi denatki znajdowała się pętla wykonana z chusty, która w okolicy krtani była silnie zawiązana na węzeł. Biegły orzekł, że śmierć nastąpiła wskutek uduszenia przez drugą osobę i zakneblowanie ust ofiary końcami chusty. Przedwczesny poród przypuszczalnie wywołany był też przez drugą osobę. Rodzina Leśniakówny rozpoznała przedmioty znalezione przy denatce jako własność Stefanii.
Chwała został aresztowany, oskarżony o zabójstwo i wyrokiem Sądu Okręgowego w Tarnowie z dnia 18 października 1946 roku skazany na dożywocie. Na zasadzie dekretu o amnestii wyrok został złagodzony do 15 lat więzienia. Oskarżony nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. Jego obrońca złożył apelację, którą rozpatrywał Sąd Apelacyjny w Krakowie. 8 marca 1947 roku dokonano ekshumacji zwłok. Ustalono, że po śmierci denatki nastąpił tzw. „poród w trumnie”, czyli płód został wydalony z jamy macicy przez gazy gnilne, a nie w wyniku czyjegoś działania. 17 września 1947 roku podjęto decyzję o ponownej ekshumacji. Ostatnia rozprawa w tej sprawie odbyła się w dniu 13 kwietnia 1948 roku. Sąd Apelacyjny stwierdził liczne błędy popełnione w trakcie oględzin i przy ustalaniu tożsamości zwłok. Z uwagi na to, że nie były to zwłoki Leśniakówny, Chwała został uniewinniony i zwolniony z więzienia.
Niezwykle poruszająca jest ta książka, a przedstawione w niej fotografie silnie oddziałują na czytelnika. Szczególnie drastyczne w niej jest pierwsze opowiadanie. Ważne zaś jest to, że język, którym posłużył się autor, jest dość przystępnych dla laików. Nie polecam tej pozycji ani osobom wrażliwym, ani tym, którzy „lajtowo” podchodzą do ludzkich tragedii. Reszta może po nią sięgnąć, choć pierwsze opowiadanie zdrowiej jest pominąć.
