Sulka Kazimierz – Dostałem rozkaz zabicia księdza… 265/2026

  • Autor: Sulka Kazimierz
  • Tytuł: Dostałem rozkaz zabicia księdza…
  • Wydawnictwo: Komisja Interwencji i Praworządności NSZZ „Solidarność”, Małopolski Komitet Walki o Praworządność
  • Rok wydania: 1989
  • Nakład: nieznany
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Zomowiec, gliniarz i bezpieczniak po przejściach

Recenzowaną pozycję wydano w lipcu 1989 roku, a liczy ona 24 strony. Jest to list napisany przez autora do władz PRL.

44-letni Kazimierz Sulka, były funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa, wystosował do peerelowskiej wierchuszki list opisujący zaobserwowane przez niego nieprawidłowości w działaniach służb mundurowych.

„Do Panów: I Sekretarza KC PZPR i Przewodniczącego Rady Państwa Generała Wojciecha Jaruzelskiego, Ministra Spraw Wewnętrznych Generała Czesława Kiszczaka oraz Prokuratora Generalnego PRL Józefa Żyty. Pracowałem w ZOMO, Milicji i Służbie Bezpieczeństwa. Byłem świadkiem i wręcz uczestnikiem różnych bezprawnych działań związanych z tym, co się nazywa wykonywanie obowiązków służbowych (…) W związku z tym wystosowałem szereg pism głównie do prokuratur. Wszystko to dokonywałem z narażeniem się na koszty i kłopoty, łącznie z moim uwięzieniem wynikłym z doniesienia o przestępstwie. Jestem głęboko przekonany, że ogrom bezprawia dzieje się poza wiedzą i wolą Szanownych Adresatów (…)”.

Sulka wstąpił do ZOMO (BCP, czyli Batalionów Centralnego Podporządkowania) w roku 1974, po odbyciu trzymiesięcznego przeszkolenia w Górnośląskiej Brygadzie Wojsk Ochrony Pogranicza w Gliwicach. Z opisu jego służby w tej formacji dowiadujemy się kilku ciekawostek. „Nieprawdą są plotki, że ZOMO walczy po użyciu środków odurzających lub podniecających. To nie prawda. Spaliśmy w samochodach na skrzyniach zawierających pociski gazowe i przesiąknięte tym gazem. Z tego powodu mieliśmy bardzo czerwone oczy i wielu dostało wysypki na skórze. Wszystko to plus niewyspanie, nerwy, a także, co tu gadać, strach – powodowało, że mogliśmy wyglądać na odurzonych”. „Gdy ktoś z kadry potrzebował np. wiertarkę lub inny przedmiot, wówczas zlecano nocnemu patrolowi, aby podczas sprawdzania piwnic, komórek lub innych pomieszczeń zabrali taki przedmiot dla zleceniodawcy”. „Kadra zawodowa ZOMO systematycznie chodziła do mnie na izbę chorych, gdzie byłem sanitariuszem batalionowym i wyłudzała ode mnie spirytus medyczny, który po rozpuszczeniu z syropem „Tussipect” smakował jak koniak”.

5 stycznia 1977 roku Sulka podjął pracę w Komisariacie Kolejowym MO w Rybniku. Początkowo pracował jako zwykły funkcjonariusz z patroli pieszych. Po trzech miesiącach został referentem operacyjno-dochodzeniowym. W okresie służby w milicji przeżył czas stanu wojennego, kiedy to stołowali się w kasynach razem z funkcjonariuszami ORMO oraz … ROMO i NOMO. Z ciekawostek: „Brak dyscypliny wobec przełożonych jest rzeczą wykluczoną, a rzeczą całkiem nie do przyjęcia jest, by jeden funkcjonariusz składał zeznanie obciążające drugiego. Istnieje zresztą w milicji specjalna struktura, której zadaniem jest niedopuszczanie do ujawnienia jakichkolwiek konfliktów między funkcjonariuszami (…) Na szczeblu centralnym istnieje Zarząd Ochrony Funkcjonariuszy”. Autor opisał też „spółdzielnie produkcyjne” w MO i punktowy system wyników.

16 kwietnia 1985 roku podjął pracę w SB w Suchej Beskidzkiej, gdzie z polecenia szefa RUSW ds. Służby Bezpieczeństwa miał zajmować się kontrolą i nadzorem miejscowego kleru. Z tej części listu dowiadujemy się wielu ciekawych rzeczy. „Mój szef Kęcki charakteryzując pracę w SB powiedział, że (…) wszystko, co tu się robi jest w zasadzie zawsze niezgodne z obowiązującym prawem”. „Na szkoleniach SB zawsze wpajano nam, że największym zagrożeniem wewnętrznym w naszym kraju był i jest kościół, a później dopiero ekstrema „Solidarności”. Każdy ksiądz i każdy seminarzysta mieli założoną „Teczkę Ewidencji Operacyjnej Księdza”. Jakie materiały w niej były szczególnie cenne? „Przede wszystkim chodzi o zainteresowanie kobietami, alkoholem i dobrami materialnymi”. Prowadzone były też „Teczki obiektowe” dotyczące całych parafii, w tym też aktywnych wiernych. Księża, którzy byli współpracownikami SB mieli dwie teczki: „Teczkę personalną” i „Teczkę pracy”.

Początkiem końca służby Sulki w SB stała się sprawa załatwienia – za zgodą jego przełożonego – siatki metalowej dla ich agenta. Okazało się, że siatka wcześniej została skradziona z kopalni. W sprawę tę wkroczyła MO i jej Wydział Przestępstw Gospodarczych. Sulka został zawieszony w czynnościach służbowych, a dowiedziawszy się, że ma być wydalony ze służby, sam napisał raport o zwolnienie. W dniu 13 grudnia 1986 roku usłyszał on zarzut zagarnięcia siatki górniczej znacznej wartości i został aresztowany. Śledztwo prowadził Wydział Dochodzeniowy WUSW w Katowicach. Kiedy doszło do rozprawy oskarżony znalazł się w tragicznej sytuacji: nie mógł wyjaśnić, że siatka była wynagrodzeniem dla agenta, bo wówczas zdradziłby tajemnicę służbową i doszedłby mu kolejny paragraf. Został skazany i trafił do zakładu karnego.

Siedząc w więzieniu Sulka pisemnie powiadomił prokuraturę o tym, że od swojego przełożonego dostał polecenie dokonania zabójstwa ks. Adolfa Chojnackiego, a to już jest bardzo poważne przestępstwo. Ksiądz ten – w dniu 21 lutego 1986 roku – został skierowany z Krakowa na parafię w Juszczynie. Początkowo funkcjonariusz miał prowadzić stałą obserwację go. Później wobec księdza zaczęły się różne prowokacje, plotki i obmowy: że ma dziecko, że ma kobietę, że został przeniesiony na tę parafię karnie, bo jest chory psychicznie, że jest opłacany w dolarach. Rozrzucane były ulotki ośmieszające kapłana, oszczercze wobec niego i oczerniające go. Kolejny etap to działania na plebanii: przecięcie linii telefonicznej, zamalowanie szyb, czy otrucie psa. Było to robione tak, by wyglądało, że jest to robota samych parafian niezadowolonych z nowego księdza. Wreszcie przygotowany został plan zamachu na życie ks. Chojnackiego. Wybrano miejsce na drodze, gdzie miano obrzucić kierowany przez niego samochód kamieniami i śrubami, tak, aby doprowadzić do śmiertelnego wypadku. Po zdarzeniu, miano samochód ograbić, by wyglądało to na napad rabunkowy. Co było dalej – przeczytajcie sami.

Broszura ta jest tak ciekawa, że wprost sama się czyta. Jest w niej ogromna liczba informacji odnośnie działań służb podległych MSW, z czego wiele takich, o których osoby spoza resortu nie miały prawa wiedzieć. Zresztą zobaczcie sami: książeczka liczy jedynie 27 stron formatu A5, a jej recenzja już ponad dwie strony formatu A4. Odnośnie autora, to nie widać, aby się jakoś wybielał lub tłumaczył, ale też nie widać, aby był jakoś straszliwie skruszony. Ot, po prostu robił to, co mu przełożeni kazali, tak jak to robili i inni, i tyle. Jasno jednak stwierdził, że zabić ks. Chojnackiego nie zamierzał. Gorąco zachęcam do zapoznania się z tą pozycją.

PRL-ogizmy: KWK „Boże Dary” (niedaleko Kostuchny – dziś część Katowic), „Szczygłowice” i „Knurów” (w Knurowie), „Piast” (w Lędzinach lub Bieruniu) oraz klub ZSMP „Hades” w Rybniku (ul. 3 Maja 27).