Zane Grey – Sierżant King z Królewskiej Konnej 495/2025

  • Autor: Zane Grey (scenariusz) , Jim Gary (rysunki)
  • Tytuł: Sierżant King z Królewskiej Konnej
  • Wydawnictwo: Spółdzielnia Wydawniczo – Oświatowa „Czytelnik”
  • Czasopismo: Świat Przygód. Tygodnik Ilustrowany ZMP (numery: 68-78)
  • Rok wydania: 1947
  • Nakład: nieznany
  • Recenzent: Robert Żebrowski

„W walce z wyrzutkami naszego społeczeństwa”

To kolejny komiks prasowy z sierżantem Kingiem, który recenzuję. Wydany został w czasopiśmie „Świat Przygód” będącym kontynuatorem powojennego „Nowego Świata Przygód”, a wraz z „Na Tropie” będącego zalążkiem „Świata Młodych”. Zane Grey (1872-1939) był autorem kilkudziesięciu książek, głównie westernów, a na podstawie jego twórczości nakręcono ponad sto filmów.

Ciekawostką tego „gazetowca” jest to, że od 5 odcinka autorem scenariusza i rysunków był… Henryk Chmielewski, w przyszłości twórca „Tytusa, Romka i A’Tomka”.

Sierżant King, funkcjonariusz Kanadyjskiej Królewskiej Policji Konnej, wracał do swej kwatery po tym jak dokonał aresztowania bandyty o pseudonimie „Sójka”. W czasie drogi był świadkiem jak małoletni Tomek i jego dorosła siostra uratowali jadący pociąg od katastrofy, która mogła wyniknąć z uwagi zerwanie mostu. Jednym z ocalonych był bogacz Dancy Inkash, który w podziękowaniu za ocalenie życia ofiarował swoim wybawcom 600 akrów ziemi.

Okazało się, że Inkash wykupował ziemię w wąwozie, a jedyną przeszkodą do pełnej realizacji planów był mieszkający tam stary farmer. Inkash wraz ze swoim pomocnikiem dynamitem wysadził skałę nad domkiem, powodując tym jego zniszczenie i śmierć pod gruzami farmera. Następnym jego celem stał się niewygodny mu sierżant King. Ten na szczęście zorientował się w jego zamiarach, jednak wpadł w zasadzkę na niego urządzoną. Zagrożonemu „mountie” pomogła siostra Tomka, w ten sposób, że powiadomiła najbliższy posterunek policji. Stamtąd błyskawicznie udali się w pościg za sprawcami patrol motocyklowy. Przestępcy, uciekający samochodem, zabili ścigających ich policjantów, rzucając w motocykl granatem. Następnie upozorowali wypadek i podpalili auto. Nie zmyliło to jednak uwolnionego z więzów Kinga, który wraz z Tomkiem, ruszył tropem bandytów…

Fabuła komiksu jest niestety dość przeciętna, czasami mało logiczna. Natomiast rysunki są nienajgorsze, a Henrykowi Chmielewskiemu naśladowanie Jima Gary’ego wyszło całkiem nieźle. Najciekawsze ze wszystkiego jest to, że „Papcio Chmiel” przemycił – zarówno do treści, jak i rysunków – elementy kojarzone z polską powojenną rzeczywistości. Tak więc mamy patrol funkcjonariuszy realizowany motocyklem z przyczepką [z tym, że u nas wózki boczne znajdowały się po prawej stronie motocykla], jako broń maszynową – stosowaną przez Królewską Konną – pepeszę z magazynkiem łukowym [używaną po wojnie przez milicjantów i inne służby mundurowe], podziemną wytwórnię spirytusu [W Kanadzie prohibicja obowiązywała – w niektórych prowincjach – w latach 1901-1948, w powojennej Polsce bimbrownictwo było zwalczane przez milicję cały czas, a bimbrownicy byli traktowani jak wrogowie państwa i sabotażyści], sztukę walki ju-jitsu [Kanadyjskie Stowarzyszenie Ju-jitsu zostało założone dopiero w roku 1963, w Polsce zaś tej sztuki walki nauczano w szkołach policyjnych już od lat 20 XX, a potem kontynuowano nauczanie w szkołach milicyjnych; nawet w kliku komiksach z serii „Kaptan Żbik” mamy lekcje z cyklu „Ju-jitsu Samoobrona” (na zdjęciu książka M. Kozakowskiego wydana w tym samym roku, co recenzowany komiks)], no i wreszcie komendanta „mounties”, którego mundur bardziej przypomina milicyjny niż kanadyjski-konny, wygłaszającego typowo komunistyczną frazę: „Dziękuję Ci Tomku za pomoc w walce z wyrzutkami naszego społeczeństwa”, na co chłopiec odpowiedział w stylu dość pompatycznym, niczym kandydat na zetwuemowca: „ Starałem się czynić – Panie Komendancie – to, co mi nakazywało sumienie”.