- Autor: Obertyński Edward
- Tytuł: Noc komandorów
- Wydawnictwo: Feniks Gdynia
- Seria: Księga Floty Ojczystej (tom nr 4)
- Rok wydania: 1994
- Nakład: nieznany
- Recenzent: Robert Żebrowski

Działo się to trzy ćwierci wieku temu, kiedy przyznanie się do winy było koronnym dowodem do skazania
Nie udało mi się znaleźć żadnej książki na temat tzw. procesu komandorów, znanego też pod hasłem spisek komandorów, czyli procesu dowództwa Marynarki Wojennej z roku 1952, która wydana byłaby w czasach PRL-u. Książka Edwarda Obertyńskiego (1913-2007) w sposób wierny prawdzie uzupełnia tę bolesną lukę.
Jej autor to przedwojenny oficer, uczestnik obrony Oksywia w czasie Kampanii Wrześniowej, jeniec wojenny, oficer Marynarki Wojennej, oficer PLO pływający na m/s „Batory”, wreszcie pisarz książek marynistycznych – historycznych, podróżniczych i przygodowych. Recenzowana pozycja liczy 228 stron.
„W efekcie przemyślanych działań śledczych, w dniu 4 kwietnia 1950 r. wymuszono na majorze Władysławie Romanie [kapitan AK, skazany w procesie generała Stanisława Talara] zeznanie (zasugerowane przez A. Skulbaszewskiego [Naczelnego Prokuratora]) na temat istnienia w Wojsku Polskim spisku, który przygotowywał zbrojne wystąpienie przeciwko państwu. Pod presją i naciskiem stwierdził on, że istniał w Marynarce Wojennej spisek pod nazwą „ALARM”, że na jego czele stał kontradmirał Włodzimierz Steyer, a należeli do niego wyżsi oficerowie Marynarki”. Od 18 września 1950 roku rozpoczęły się aresztowania (Skulbaszewski był już w tym czasie zastępcą szefa GZI [Główny Zarząd Informacji, tzw. Informacja Wojskowa, organ kontrwywiadu wojskowego]), które dotknęły następujących komandorów: Zbigniew Przybyszewski, Stanisław Mieszkowski, Robert Kasperski, Wacław Krzywiec, Marian Wojcieszek, Jerzy Staniewicz, Kazimierz Kraszewski i Adam Rychel. Byli to przedwojenni oficerowie, którzy brali udział w Kampanii Wrześniowej, a potem przebywali w niemieckich oflagach. Zarzucano im misję dywersyjno-szpiegowską i sabotażową. Po zatrzymaniu wszystkich przewożono do budynku GZI przy ul. Chałubińskiego w Warszawie. Tam stosowano wobec nich tortury, szantaż, prowokacje i fałsz. Torturą łamiącą najsilniejsze organizmy było niedopuszczanie do zaśnięcia aresztantów. „W głowie szum i ucisk, takie ogłupienie, że na zrozumienie najprostszych zdań i pojęć potrzebowałem kilka dni czasu. Stać bez oparcia nie mogłem, gdyż prądy senności zwalały mnie z nóg, Stale zapadałem w halucynacje i przejmujące początki obłąkania. W zamroczonym umyśle dochodziłem do przekonania, że jedynym wyjściem z sytuacji jest potwierdzenie tego, co ode mnie żądają, niezależnie od stanu faktycznego”. Poza tym były też m.in.: stójki, czyli trzymanie przesłuchiwanego w pozycji stojącej nawet przez 10 godzin, fałszywe wiadomości o tragediach w rodzinie, głodzenie, „mokry karcer”, czyli zamykanie w wąskiej murowanej szafie wypełnionej do kolan zimną wodą, liczne przesłuchania (jedna z osób była przesłuchiwana 240 razy), przytrzaskiwanie jąder szuflada.
Po uzyskaniu przyznania się podejrzanych do wymyślonych im win, w dniu 8 lipca 1952 roku zatwierdzono akt oskarżenia. Proces toczył się przed Najwyższym Sądem Wojskowym w Warszawie, w dniach 15-16 września 1952 r. Oskarżeni stanęli pod następującymi zarzutami: kierowanie działalnością szpiegowską, opracowanie planu desantu wojsk imperialistycznych na polskie wybrzeże, przekazywanie państwom imperialistycznym informacji dotyczących obronności kraju, utworzenie organizacji dywersyjno-szpiegowskiej, gromadzenie wiadomości stanowiących tajemnicę państwową i wojskową, usiłowanie usunięcia przemocą ustanowionych organów władzy zwierzchniej narodu oraz obalenia ustroju państwa polskiego. W czasie procesu wszyscy komandorzy wycofali swoje wyjaśnienia złożone w trakcie śledztwa. Pięciu oskarżonych zostało skazanych na karę śmieci (później dwóch z nich ułaskawiono zamieniając „ks” na „dożywocie”), dwóch na karę dożywotniego więzienia, a jeden nie został osądzony z uwagi na poważny rozstrój nerwowy, jakiego nabawił się w areszcie.
W książce zawarto życiorysy komandorów. Przedstawiono też tzw. procesy odpryskowe, dotyczące byłych akowców służących w Marynarce Wojennej, procesy o sabotaż gospodarczy (np. za „niewykorzystanie swoich kwalifikacji w nowych warunkach i nie wzorowanie się na osiągnięciach radzieckich”), a także fingowane ucieczki karane śmiercią.
Streszczając, sprawa komandorów przebiegała w następujący sposób: wytypowanie niewygodnych dla komunistów komandorów Marynarki Wojennej, którzy szlify oficerskie uzyskali jeszcze przed wojną, wymyślenie fałszywych zarzutów wobec nich, znalezienie i zmuszenie figuranta do złożenia obciążających ich zeznań, zatrzymanie „podejrzanych” i torturowanie ich aż do czasu, kiedy sami przyznają się do „winy” i obciążą pozostałych, pokazowy proces i wydanie wyroków – kara śmierci lub dożywotnie pozbawienie wolności – eliminujących oskarżonych z życia społecznego. W roku 1956 wszyscy skazani zostali zrehabilitowani. Oficerowie GZI i NSW biorący udział w tej sprawie nigdy nie zostali ukarani. Co ciekawe, na czele „spisku” miał stać – według zeznań figuranta – dowódca MW kontradmirał Włodzimierz Steyer, który pasował do wytypowanego przez GZI „profilu”: w czasie I WŚ służył w carskiej Marynarce Wojennej, w roku 1920, w czasie wojny z bolszewikami, był dowódcą batalionu morskiego, który jednak nie brał udziału w walkach, w czasie Kampanii Wrześniowej współdowodził obroną Półwyspu Helskiego, a przez resztę II WŚ przebywał w oflagu. Steyer nie został aresztowany, ani też poddany śledztwu, prawdopodobnie dlatego, że nie zgodził się na to jakiś „czynnik wyższy”, najprawdopodobniej sowiecki marszałek Polski Konstanty Rokossowski, który to 1 maja 1950 roku wydał rozkaz o przeprowadzeniu czystki wśród oficerów Wojska Polskiego, której wcześniej – w roku 1937, jako oficer Armii Czerwonej – sam doświadczył ze strony Stalina. Steyer został jedynie – w roku 1950 – zwolniony ze służby.
Niesamowicie ciekawa jest ta książka i jak najbardziej warto ją przeczytać.
