- Autor: Filipczak Halina
- Tytuł: Są takie dzieci
- Wydawnictwo: Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych
- Rok wydania: 1961
- Nakład: 16260
- Recenzent: Robert Żebrowski

My, dzieci z Pogotowia Opiekuńczego
Halina Filipczak była pedagogiem Pogotowia Opiekuńczego w Warszawie (nazywanego przez nią „Domem odzyskanego dzieciństwa”), które po wojnie mieściło się w budynku przy ul. Podchorążych 20, a gdzie przed wojną była żydowska szkoła powszechna, obecnie zaś jest jeden z instytutów Uniwersytetu Warszawskiego. Aktualnie w stolicy są dwa P.O.: nr 1 przy ul. Dembińskiego (dla dziewcząt) i nr 2 przy ul. Św. Bonifacego 81 (dla chłopców). Recenzowana pozycja liczy 178 stron, a jej cena okładkowa to 12,50 zł.
Opisane w książce historie obejmują kilkanaście powojennych lat (do roku 1960) działalności placówki przy ul. Podchorążych. Przedstawione są w niej sylwetki ponad dwadzieściorga dzieci – wychowanków tego Pogotowia. Dzieciaki trafiły tam z różnych powodów, choć główny był zawsze ten sam: niewłaściwa ich sytuacja opiekuńczo-wychowawcza w domu. Tylko nieliczne z nich były prawdziwymi sierotami. Pozostałe były albo zaniedbywane, głodzone, czy porzucone, albo też bite, wykorzystywane seksualnie (przez gości, za zgodą rodziców) lub demoralizowane. Czasami powodów było kilka. Pochodziły z rodzin patologicznych, często rozbitych, gdzie matki – prostytutki i alkoholiczki – miały nowego kochanka, „przyjaciela”, konkubenta lub partnera, gdzie ojcowie byli recydywistami, którzy właśnie odbywali kary pozbawienia wolności, a niejednokrotnie na pewno też takich, w których każde dziecko z rodziny miało innego ojca. Niektóre dzieci – zaniedbane i zdemoralizowane – wchodziły na drogę przestępstwa. W książce mamy opis działalności przestępczej dwóch chłopców.
„Bobek” (lat 9) już jako siedmiolatek był doświadczonym złodziejem kieszonkowym. Najczęściej działał w Warszawie na terenie Centralnego Domu Dziecka i Centralnego Domu Towarowego, gdzie z nylonowych koszyczków kradł kobietom pieniądze. Obrabiał też pijaków.
Jurek Mitrak (jak się później okazało był to Rene C. syn Francuza i Polki), kiedy przebywał już w P.O., ciesząc się zaufaniem pracowników, dostał zlecenie załatwienia sprawy ich dotyczącej. Księgowy wysłał go do MPK, aby zakupił dla nich bilety miesięczne i karty przejazdowe. Chłopiec dostał 400 zł i zestaw legitymacji. Jednak do MPK nie dotarł i do placówki nie powrócił. Rozpoczęto poszukiwania nieletniego podejrzewanego o dokonanie przywłaszczenia.
Tematy opisane przy okazji przedstawiania sylwetek dzieci są bardzo trudne i wciąż aktualne. Problemy te wcale nie zniknęły, choć na pewno ich skala jest mniejsza. Dzieci wciąż w swoich domach cierpią, a niejednokrotnie przeżywają piekło, tak jak i bohaterowie tej książki. Taka jest prawda – czy chcecie wierzyć, czy nie. Wszystkich zachęcam do przeczytania tej pozycji, nie tyle dla samych krótkich wątków kryminalnych, ale po to, by wiedzieć w jakim świecie żyjemy; by poznać świat, który wciąż jest za zamkniętymi drzwiami wielu mieszkań.
PRL-ogizmy: warszawskie – Schronisko dla Nieletnich na Okęciu (ul. Rozwojowa 3, a od roku 1990 – ul. Pawła Lipowczana; zniesione [nie wiedzieć czemu!] w grudniu 2018 roku), Dworzec Główny, Biuro Ewidencji Ludności, Dom Dziecka na Białołęce Dworskiej, trolleybus linii 52 (1948-1973, linia łączyła Plac Zawiszy z ul. Chełmską, ostatnia śródmiejska linia trolejbusowa) oraz mecz piłki nożnej Polska-NRD w Warszawie (21.09.1952 roku, Stadion Wojska Polskiego, wygrany przez Polskę 3:0), a także gazeta „Express Wieczorny”.
