- Autor: Nowak Edward, Tryc Ryszard
- Tytuł: Pani profesor Ulica
- Wydawnictwo: Książka i Wiedza
- Rok wydania: 1968
- Nakład: 5000
- Recenzent: Robert Żebrowski

My, dzieci z Dworca Fabrycznego
Po przeczytaniu dwóch książek warszawskiego dzielnicowego Mirosława Bzdyry, postanowiłem sięgnąć po inne pozycje z zasobów Biblioteki Narodowej o tematyce przestępczości nieletnich. Recenzowana pozycja liczy 129 stron, a jej cena okładkowa to 10 zł.
Akcja toczy się w Łodzi, w latach 60.
W ramach tzw. eksperymentu łódzkiego, w Komendzie Miasta MO w Łodzi oraz Komendach Dzielnicowych w roku 1963 powstały specjalne zespoły złożone z najbardziej doświadczonych pracowników aparatu MO. Ich zadaniem było ujawnić i zarejestrować element przestępczy wśród młodzieży, zbadać przyczyny tego zjawiska, wspólnie z ZMS, Ligą Kobiet, Sądami dla Nieletnich, kuratorami sądowymi, komitetami rodzicielskimi w szkołach i ORMO zresocjalizować młodych przestępców. Koordynatorem tej akcji był Front Jedności Narodowej.
Pewnej nocy, na terenie miasta, dokonano trzech – powiązanych ze sobą tożsamością sprawców – przestępstw: zgwałcenia zbiorowego na 14-letniej dziewczynie i ciężkiego uszkodzenia ciała u jej 15-letniego chłopca na terenie Parku Poniatowskiego, a także włamania do budynku szkoły i kradzieży stamtąd pieniędzy oraz trzech karabinków sportowych kbks [z takiej broni strzelało się na zajęcia z Przysposobienia Obronnego]. Pokrzywdzeni małoletni trafili do szpitala. W trakcie rozmowy z milicjantem dziewczyna powiedziała, że rozpoznała jednego ze sprawców. Był to Andrzej „Sputnik” z ul. Południowej. W ten sposób rozpoczęło się dochodzenie przeciwko 9-osobowemu gangowi nieletnich. Milicja ustaliła i zatrzymała ich wszystkich. Szczegółów przedstawiać nie będę – przeczytajcie o tym sami. W dalszej części tej książki przedstawione są życiorysy przestępcze poszczególnych członków tej grupy.
Szefem był 15-letni Władysław S. ps. „Poeta”. Umiał skakać z tramwaju w największym pędzie, śledzić milicjantów i wyprowadzać ich w pole, wygrywać w „oko” z asem w rękawie, puszczać dym uszami, otwierać samochody, zniekształcać odbiór w telewizorach, a także wyłączać światło w całych budynkach. Chciał zostać pisarzem, takim wiejskim, jak Kraszewski.
14-letni Andrzej R. ps. „Sputnik” wypalał 20-30 papierosów dziennie, najchętniej „Sportów”. Pił wino, w tym ze swoim ojcem „Złotą Renetę”. Na koncie miał 22 włamania do kiosków, sklepów, szkoły i mieszkania.
14-letnia Jola paliła „Carmeny” i regularnie chodziła na filmy do kina. W sprawie zabezpieczono jej pamiętnik, którego fragmenty zostały przedstawione w książce, poza tymi które nie nadawały się do publikacji (odnośnie niemoralnego prowadzenia się). Dziewczyna odwiedzała biura instytucji i kradła tam pieniądze z pozostawionych bez nadzoru damskich torebek oraz garderobę.
Irka swoją karierę przestępczą rozpoczęła u boku poznanego przez nią chłopaka – Piotrka, który bardzo jej zaimponował. Umiał się bić, pił wódkę i palił papierosy. Kradł kobietom, przeważnie z prowincji, torebki pozostawione na chwilę w barach mlecznych lub leżące obok właścicielek na ławkach w parku koło dworca.
Darek, „adiutant” Władka, swoją drogę przestępczą rozpoczął od włamania do restauracji „Miś”, gdzie na miejscu degustował najdroższe potrawy i napoje alkoholowe. Potem dokonywał kradzieży sklepowych.
Michał ps. „Sztylet” planował zdobywać broń na milicjantach i wojskowych, wykorzystując tłok w środkach komunikacji miejskiej, a następnie wyjechać z nią w Bieszczady.
14-letni Jarek H. ps. „Optyk” wyspecjalizował się w kradzieżach telefonów stacjonarnych z biur.
Wobec nieletnich, za przyczyną kapitana B., podjęto nietypowe działania resocjalizacyjne, które kilku z nich wyszły na dobre.
Ciekawostka: W schronisku przy ul. Św. Łucji, w nocy „zarząd” i opieka nad nieletnimi przechodziła w ręce sprzątaczki, która dysponowała kluczami do placówki. Dzieciaki wychodziły, kiedy tylko chciały, często bynajmniej nie na spacer. Robiły włamania do kiosków i sklepów, a łup ukrywały pod siennikami swoich łóżek.
PRL-ogizmy: łódzkie: kina – „Polonia” (ul. Piotrkowska 67) i „Bałtyk” (ul. Narutowicza 20), kawiarnia „Teinka” (ul. Traugutta 2), hotele – Savoy i Grand Hotel, restauracja „Tivoli” (ul. Tuwima 1), sopocki „Non-stop”, papierosy: „Sporty”, „Carmeny”, „Wawele”, „Silesia” i „Caro”, film „Skłóceni z życiem” (w polskich kinach od roku 1962).
W sumie książka jak najbardziej nadaje się do czytania, choć budująca to ona nie jest. Patologiczne środowiska, demoralizacja, przestępczość, prostytucja dziewczyn, opóźnienia intelektualne i niedorozwój emocjonalny, niewydolni i zdegenerowani rodzice, po prostu dno moralne, albo gwarowo: „syf, kiła i mogiła”. Ale takie było i jest życie części osób z tzw. marginesu społecznego. I nie ma się tu z czego śmiać, ale trzeba ubolewać, współczuć, a przede wszystkim wytrwale z nimi pracować, by chociaż co któregoś z nich przywróci do normalnego i efektywnego życia w społeczeństwie.
