Arct Bohdan – Ludzie powietrza 349/2025

  • Autor: Arct Bohdan
  • Tytuł: Ludzie powietrza
  • Wydawnictwo: Czytelnik
  • Rok wydania: 1954
  • Nakład: 10176
  • Recenzent: Robert Żebrowski

…kontra ludzie podziemia: bandyci, dywersanci i sabotażyści, czyli kapitan Gleb debiutuje!

To już kolejna książka o tematyce sensacyjno-kryminalnej pilota Arcta, który okazuje się jednym z ciekawszych peerelowskich „kryminalistów” lat 50. i 60. Recenzowana pozycja liczy 190 stron, a jej cena okładkowa to 7 zł.

Akcja toczy się w Warszawie, Krakowie, Szczecinie i fikcyjnym podwarszawskim Podlesiu, w roku 1950.

Porucznik Tadeusz Wandor w czasie II WŚ latach na „Jak-u” w pułku myśliwskim. Po demobilizacji znalazł zatrudnienie w Polskich Liniach Lotniczych „Lot”, a jego lotniskiem macierzystym było Okęcie. W pracy cieszył się opinią pilota doskonałego. Załogę pasażerskiego Li-2 [z miejscami dla 24 podróżnych] wraz z nim tworzyli: Cieślicki, Zagrodzki i Gawlik, czyli drugi pilot, mechanik i radiotelegrafista. Wcześniej latał on z innym drugim pilotem tj. sierżantem Jankowiakiem, ale jakoś nie mogli się dogadać, a ponadto wśród personelu krążyła plotka, że Jankowiak służąc w czasie ostatniej wojny w dywizjonie w Anglii, zajmował się też szmuglem, za co został skazany i odbył karę więzienia. Zagadywany o to sierżant, nic nie chciał na ten temat mówić. Na warszawskim lotnisku pojawił się kolega Wandora z przedwojennej dęblińskiej podchorążówki, z którym nie widział się od tamtego czasu – Stanisław Gruszecki. Okazało się, że to on przyłapał swojego podwładnego – Jankowiaka na szmuglowaniu złota i innych wartościowych towarów. Dziwił się, że ten znalazł zatrudnienie w „Locie”, tym bardziej, że w Anglii utrzymywał on kontakty z „dwójkarzami”, czyli polskim wywiadem wojskowym na Zachodzie.

Tymczasem na Okęciu zaczęły się dziać bardzo dziwne rzeczy. Jednemu z pilotów w drodze do Szczecina zabrakło paliwa, mimo, że przed startem baki były pełne, a inny (Jankowiak) lądował we Wrocławiu na kołach bez powietrza w dętkach. Podejrzenie brakoróbstwa padło na zetempowskich mechaników. Ci – uważając się za niewinnych – unieśli się honorem i wzmożyli wysiłki pracując po godzinach. Na wyniki nie trzeba było długo czekać. W silniku jednego z samolotów ujawnili przestawienie kabli, a w zbiorniku innego – cukier w benzynie. Doszła do tego kradzież skrzynki z narzędziami. Kiedy wkrótce jeden z pracowników został przyłapany na próbie podpalenia składu benzynowego, kierownictwo lotnictwa postanowiło zgłosić sprawę Bezpieczeństwu, gdzie na prowadzącego sprawę wyznaczono kapitana Gleba [sic!, bohater ten pojawił się u Andrzeja Piwowarczyka w opowiadaniu „Stary zegar” wydanym dopiero dwa lata później (!!!), dla takich perełek naprawdę warto grzebać a archiwach BN]. Ten nie przypuszczał na początku z jak groźnym przeciwnikiem przyjdzie mu się zmierzyć. Była to zbrojna grupa przestępcza kierowana przez agenta wykonującego rozkazy angielskiego pułkownika Greena, którego willa mieściła się w Podlesiu, a który polecenia otrzymywał od pułkownika Mitchella z USA. Szpiedzy mieli rozpracować organizację lotnictwa w Polsce, która wzorowana była na sowieckiej, dzięki czemu poznaliby też obraz lotnictwa „czerwonych”. Kiedy na Okęciu pojawiły się nowe maszyny – Ił-12, Green, będący zabójczo groźnym nie tylko dla swoich przeciwników, ale i współpracowników, zlecił swoim podwładnym uszkodzenie ich, ale tak, by usterki ujawniły się dopiero w trakcie lotu …

No i zrobiło się w książce naprawdę gorąco, a do tego wystrzałowo i morderczo. Na szczęście wszystkie sprawy (kryminalne, zawodowe i osobiste) znalazły swoje pomyślne rozwiązanie. Zresztą jakżeż mogłoby być inaczej. W sumie wyszła powieść dość sympatyczna i lekka w czytaniu.

PRL-ogizmy: restauracja „Kruszynka” na ul. Marszałkowskiej 104 w Warszawie (na unikalnym zdjęciu poniżej, dziś pod tym adresem jest Galeria Centrum) oraz Liga Lotnicza (stowarzyszenie działające w latach: 1946-1953)