- Autor: Wernic Wiesław
- Tytuł: Człowiek z Montany
- Wydawnictwo: Czytelnik
- Seria: Doktor Jan i Karol Gordon
- Rok wydania: 1976 (wyd. II)
- Nakład: 50290
- Recenzent: Robert Żebrowski

Traperskie śledztwo w cieniu Gór Skalistych
Saga traperska Wiesława Wernica (1906-1986) jest dla mnie prawdziwym oddechem w nawale kryminałów i ich recenzji. Choć sama nie jest pozbawiona wątków detektywistycznych, i to wyraźnie zarysowanych, to jednak jej sceneria, klimat i postacie działają na mnie wyciszająco.
Wstyd przyznać, że w dzieciństwie nie przeczytałem ani jednej książki tegoż autora. Od jakiegoś czasu regularnie nadrabiam to poważne zaniedbanie. Na szczęście jeszcze kilka książek z liczącej 20 tomów serii „Doktor Jan i Karol Gordon” pozostało mi do przeczytania. W chwili, gdy zakończę ostatnią z nich pojawi się satysfakcja, ale i smutek, bo jednak kontynuacji tej sagi będzie mi brakować.
Recenzowana pozycja swoje pierwsze wydanie miała w roku 1972. Jeżeli chodzi o chronologię wydań to jest to siódma pozycja w sadze, natomiast w chronologii akcji – dziesiąta.
Akcja toczy się w amerykańskiej Montanie (chyba ulubionym stanie autora), wiosną 1886 roku. Mamy jednak w niej trzy dłuższe retrospekcje (najstarsza z nich sięgająca lat 60. XIX wieku), dotyczące zdarzeń na terenie Polski i USA (stany Teksas i Wisconsin).
Karol Gordon i doktor Jan, którzy od 6 lat byli przyjaciółmi, przybyli pociągiem z Milwaukee nad jeziorem Michigan na stację Bell w Montanie. Miał tu na nich oczekiwać, wraz z końmi dla nich, Paddy Warren [Paddy to zdrobnienie od irlandzkiego Padraig, czyli Patryk] – hodowca bydła z Canyon Creek, który poprosił ich pomoc w ustaleniu sprawców szantażujących go anonimowymi listami. Karola i Jana – jako wyśmienitych detektywów – polecił Warrenowi ich przyjaciel – Vincent Irvin, szeryf z Fort Benton. Okazało się, że Warrena jednak ani na stacji, ani w osadzie nie było. Nasi bohaterowie, na zaproszenie miejscowego pocztmistrza – Jamesa Sadusky’ego, udali na nocleg do jego domu. Jak się później okazało James i jego żona Elsa pochodzili z Polski, gdzie nazywali się Jakub i Elżbieta Sadowscy, a emigrowali stamtąd po Powstaniu Styczniowym.
Już na stronie nr 26 Jan zapytał Karola wprost: „Chcesz prowadzić policyjne śledztwo?”, na co ten odrzekł mu: „Chcę dowiedzieć się prawdy”.
Warrena spotkali dość szybko, a do tego nietypowych okolicznościach. Hodowca przybył do Bell już po zmierzchu, stając na grzbiecie swojego konia przedostał się przez palisadę otaczającą posesję pocztmistrza, a następnie skierował się do okna pokoju, w którym paliła się lampka, czyli tego, w którym akurat nocowali traperzy. Opowiedział im o przygodzie, która go spotkała w drodze do nich. Otóż w czasie jazdy przez skalną dolinę, ktoś do niego strzelał zabijając jednego z luzaków przeznaczonych dla traperów. Następnego dnia, w drodze na farmę, Gordon zbadał teren miejsca zdarzenia i stwierdził, że strzelec był jeden, ale niedaleko z końmi czekał jego kompan.
Farma hodowlana Warrena była ogromna. Zajmowała powierzchnię ponad dwóch tysięcy hektarów, a bydła na niej było ponad trzy tysiące sztuk. Znajdowały się na niej corrale, czyli zagrody dla bydła lub koni, magazyny na paszę, baraki dla kowbojów i domki dla służby. Była położona przy granicy terenów łowieckich Szoszonów, Kruków, a przede wszystkim Czarnych Stóp, koczujących po obu stronach granicy między Kanadą a Stanami Zjednoczonymi. W centrum farmy znajdował się dom wzorowany na stylu hiszpańskim, jakich wiele było w Teksasie, w którym gospodarz mieszkał wraz z żoną Klarą.
Sprawa Warrena była dość tajemnicza. Otóż ktoś wysyłał do niego listy, z treścią nawiązującą w jakiś niejasny sposób do jego przeszłości, żądając przekazania dużej sumy pieniędzy. Farmer zarzekał się, że nie wie kto to robi i nie ma najmniejszych podejrzeń dlaczego. Dodał, że żadnych pieniędzy do tej pory nie przekazał i nie ma zamiaru tego robić. Karol i Gordon – jak na rasowych detektywów przystało – postanowili dokonać penetracji terenu sąsiadującego z majątkiem oraz przeprowadzić dyskretny wywiad wśród znajomych i pracowników hodowcy. Okazało się, że trop prowadzi w przeszłość, gdy Warrenowie mieli farmę w Teksasie …
Wśród licznych postaci, które się w tej książce pojawiły byli m.in.: nadzorca kowboi – Robert Mervin, czarnoskóry kowal Ned Muddlington, „Kulawiec” – koniokrad Ralf Usher z Fort Benton, banda Powisa, „Meksykanie” i Czarne Stopy. Ważną rolę odegrał też pewien grizli (Ursus arctos horriblis, czyli straszliwy niedźwiedź).
Warto przedstawić bliżej tego ostatniego bohatera: „Grizli – szary niedźwiedź Gór Skalistych. Jest największym obok bizona ssakiem amerykańskiego kontynentu i największym wrogiem wszystkiego, co żyje. Chodzi lub biega na dwóch lub czterech łapach, nigdy się nie cofa, nigdy nie ucieka. Nawet ciężko raniony rzuca się na przeciwnika i biada śmiałkowi, który znajdzie się w zasięgu jego długich o mocnych jak stal pazurów. Grizli jest tak szybki, że dogania galopującego konia, tak mocny, że uderzeniem łapy przewraca bizona. Dlatego upolowanie grizli jest sukcesem myśliwskim nieprzeciętnej miary. Wojownik indiański, który pokonał szarego niedźwiedzia, sporządza sobie z kłów i pazurów zwierzęcia naszyjnik, który nosi jako dowód odwagi”. Groźność swą potwierdził w książce.
W powieści mamy też wspomniane: stampede, Ku-Klux-Klan, prawo Lyncha, wojnę secesyjną pomiędzy Północą (Unia), czyli Jankesami, a Południem (Konfederaci), czyli Rebeliantami, a także zwycięską dla Indian Dakota bitwę z kawalerią generała Custera, która rozegrała się w roku 1876 nad rzeczką Little Bighorn [leży i czeka na mnie na stoliku książka Petera Panzeriego pt. „Little Big Horn” – tak, tak, czytam nie tylko kryminały].
Jeśli chodzi o atrakcyjność, książka „Człowiek z Montany” – w mojej ocenie – plasuje się w sadze pośrodku stawki. Wątek kryminalny jest tu wątkiem wiodącym i rozsądnie przez autora prowadzonym. Nie wszyscy czytelnicy będą jednak zadowoleni, bo sprawiedliwości nie stało się zadość, w naszym rozumieniu tego słowa.
Wszystkich Klubowiczów na raz i każdego oddzielnie namawiam do przeczytania chociaż jednej z książek sagi traperskiej. Kilkanaście z nich jest już zrecenzowanych, przeczytajcie więc te recenzje, wybierzcie co Wam najbardziej pasuje i czytajcie (proponuję zacząć od „Ucieczka z Wichita Falls”). Mogę śmiało powiedzieć, że kto nie przeczytał żadnej książki z tej serii, nie może mieć pełnej wiedzy na temat peerelowskich powieści kryminalnych.
