-
- Autor: Arthur Conan Doyle
- Tytuł: Błękitny brylant (The Adventure of the Blue Carbuncle)
- Wydawnictwo: Polski Dom Wydawniczy
- Rok wydania: 1946 (Rzym)
- Nakład: nieznany
- Recenzent: Robert Żebrowski

Gęś mułem
Wydaje się, że pierwszego kryminału wydanego po II WŚ w języku polskim należałoby szukać wśród książek Polskiego Domu Wydawniczego w Rzymie, gdzie w roku 1946 wydano dwie książki Arthura Conan Doyle’a: „Błękitny brylant” i „Pies Baskerville’ów” oraz jedną Marka Romańskiego – „Koniec Sherlocka Holmesa”.
Recenzowana pozycja liczy 60 stron. Znana jest ona także pod innymi tytułami: „Błękitny Karbunkuł” lub „Błękitny rubin”.
Akcja toczy się w Anglii, w XIX wieku (w grudniu prawdopodobnie roku 1891, gdyż opowiadanie to opublikowano po raz pierwszy – w gazecie – w styczniu 1892).
Gromada uliczników napadła samotnego mężczyznę. Ten broniąc się przed nimi niechcący stłukł laską szybę w bogatym sklepie. Widząc, co się stało uciekł stamtąd, pozostawiając na miejscu kapelusz, a konkretnie melonik, z inicjałami „H.B.” oraz zabitą gęś, do nogi której przyczepiono była kartka z napisem „Dla pana Henryka Bakera”. Przedmioty te zabezpieczył goniec Peterson, który był świadkiem zajścia, i przekazał jej Sherlockowi Holmesowi zamieszkałemu na Baker Street 221 bis. Kiedy detektyw miał zjeść gęsinę, okazało się, że w grdyce ptaka znajduje się błękitny kamień wielkości orzecha.
Parę dni wcześniej w „Timesie” ukazało się ogłoszenie o kradzieży błękitnego karbunkułu hrabiny Morcar, której dokonano z jej pokoju w hotelu „Cosmopolitan”. Za odnalezienie klejnotu wyznaczyła ona nagrodę 1000 funtów szterlingów, przy czym kamień ten był wart dwadzieścia razy więcej. Szybko zatrzymano osobę podejrzaną o dokonanie przestępstwa tj. 26-letniego Johna Hornera, który w pokoju hrabiny naprawiał obluzowaną kratę w kominku. Wyłamane biurko i pustą szkatułkę w pokoju pani Morcar ujawnił portier James Ryder. Hornerowi groziło siedem lat ciężkich robót. Holmes jednak nie wierzył w jego winę. Swoje śledztwo rozpoczął od opublikowania ogłoszenia by właściciel kapelusza i gęsi stawił się na Baker Street. Gdy tak się już stało, czynności w sprawie poszły jak po nitce do kłębka.
Opowiadanie to nie jest najwyższych lotów, a tożsamości prawdziwego sprawcy można domyśleć się dość wcześnie. Największa wartość tej książki kryje się w jej wydawcy.
