- Autor: Duraczyński Eugeniusz
- Tytuł: Generał Iwanow zaprasza. Przywódcy podziemnego państwa polskiego przed sądem moskiewskim
- Wydawnictwo: Wydawnictwo „Alfa”
- Rok wydania: 1989
- Nakład: 100250
- Recenzent: Robert Żebrowski

Nigdy nie wierz patologicznym kłamcom, czyli uprowadzeni przez NKWD i doprowadzeni przed oblicze stalinowskiego trybunału (nie)sprawiedliwości na tzw. proces Szesnastu
Eugeniusz Duraczyński (1931-2020) ukończył historię na Uniwersytecie Moskiewskim. W lutym 1989 roku wszedł w skład Komisji do spraw Upamiętniania Ofiar Represji Okresu Stalinowskiego przy Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Recenzowana pozycja liczy 214 stron. Autor ukończył ją w marcu 1989 roku.
„27 i 28 marca 1945 roku z podwarszawskiego Pruszkowa czarne limuzyny wywiozły kilkunastu mężczyzn; 28 i 30 marca zamykały się za nimi bramy osławionego więzienia NKWD na Łubiance (…) Niemal wszyscy należeli do ścisłego kierownictwa politycznego polskiego państwa podziemnego”. Był wśród nich ostatni dowódca Armii Krajowej – generał brygady Leopold Okulicki – „Niedźwiadek”. „Uprowadzonym z Pruszkowa wytoczono w Moskwie proces, który zaczął się 18 czerwca o godzinie 11 przed południem, a zakończył 21 tegoż miesiąca o godzinie 4.30 nad ranem wyrokiem skazującym. Polacy odpowiadali przed sądem radzieckim i według obowiązującego tam prawa”.
W sierpniu 1944 roku, już po zawarciu porozumienia granicznego ZSRR z Polską, co miało miejsce w dniu 26 lipca 1944 roku, na wyzwolonych ziemiach leżących na zachód od wyznaczonej granicy tworzono stanowiska radzieckich komendantów wojskowych, których zadaniem było zapewnienie porządku w strefie działań wojennych. Odpowiadali oni też za natychmiastowe rozbrojenie oddziałów, grup lub pojedynczych osób należących do Armii Krajowej oraz do innych polskich organizacji wrogo odnoszących się do Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. „Szczególną jednak rolę w zwalczaniu Armii Krajowej i całego polskiego państwa podziemnego odegrały radzieckie organy bezpieczeństwa, którymi na ziemiach polskich od 1944 roku kierował Iwan Aleksandrowicz Sierow (vel Iwanow)”. Część oficerów i żołnierzy AK przeszła do nowego Wojska Polskiego, a spory ich odsetek trafił do obozów dla internowanych. „Szczególnym dramatem była konieczność złożenia broni, co stanowiło jedną z przyczyn, że już wówczas, w sierpniu i wrześniu 1944 roku niektóre oddziały AK zostały w lesie”.
Generał Sierow skontaktował się – oczywiście przez pośredników – z ukrywającym się „Niedźwiadkiem”, którego wraz z jego współpracownikami zaprosił – za pośrednictwem pułkownika Pimienowa – na wspólną konferencję dotyczącą przyszłości Polski. 27 marca 1945 roku, z Pruszkowa, dwoma samochodami (w jednym był Okulicki, a w drugim Delegat Rządu RP na Kraj – Jan Jankowski i przewodniczący Rady Jedności Narodowej Kazimierz Pużak) zabrano ich do Warszawy, na Pragę, do budynku przy ul. Środkowej [de facto ul. Strzelecka 8, od września 1944 kwatera główna NKWD w Polsce, od lutego 1945 siedziba WUBP, od lutego 2020 roku Izba Pamięci IPN], gdzie Iwanow oświadczył, że planowana konferencja nie odbędzie się, natomiast delegacja polska poleci na rozmowy do Moskwy. Lot odbył się następnego dnia, a podróż zakończyła na Łubiance. 28 marca, również z Pruszkowa, a konkretnie z kwatery naczelnego dowództwa wojsk sowieckich, mieszczącej się przy ul. Pęcińskiej 3 [de facto – Pęcickiej], zabrano kolejnych – dwunastu tym razem – przybyłych na spotkanie delegatów. Na Łubiance znaleźli się dwa dni później. Stawkę tę uzupełnił Aleksander Zwierzyński – zastępca Pużaka, który zatrzymany był już wcześniej.
Żaden z przedstawicieli naszych władz nie był powiadomiony przez Sowietów o tym, co się stało. Zaginięcie kilkunastu pierwszoplanowych postaci polskiej polityki, było szeroko komentowane nie tylko w Polsce, ale też zagranicą. Dopiero 3 maja 1945 roku szef radzieckiej dyplomacji – Mołotow poinformował przedstawicieli rządu brytyjskiego o aresztowaniu grupy Polaków z generałem Okulickim na czele pod zarzutem działalności przeciw Armii Czerwonej (dywersja, morderstwa ponad stu czerwonoarmistów i … używanie nielegalnych radiostacji [później doszły jeszcze zarzuty działalności terrorystycznej i szpiegowskiej oraz … planowania wystąpienia wojennego w bloku z Niemcami przeciwko ZSRR]). 7 maja informację tę opublikowała warszawska agencja Polpress.
Proces sądowy odbywał się w Moskwie w tzw. Domu Związków. Polacy stanęli przez Kolegium Wojskowego Sądu Najwyższego ZSRR, któremu przewodniczył generał pułkownik służby sprawiedliwości Wasyli Ulrich, jako oskarżeni o popełnienie przestępstw przewidzianych w 14 punktach artykułu 58 Kodeksu Karnego [czyli przestępstw będących aktami kontrrewolucyjnymi] Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Oskarżał generał major Nikołaj Afanasjew – Generalny Prokurator Wojskowy Armii Czerwonej.
Jak przebiegało śledztwo, przesłuchania i rozprawa sądowa – przeczytajcie sami. Dodam tylko, że najwyższy wyrok otrzymał, co oczywiste, gen. Okulicki, a było to tylko 10 lat pozbawienia wolności, a nie rozstrzelanie (w Polsce, w czasach stalinowskich, ale i późniejszych, za o wiele mniejsze przestępstwa orzekano karę śmierci). Oficjalne orzeczenie kary śmierci w jego przypadku nie było potrzebne – raczej nikt z wierchuszki w ZSRR nie brał pod uwagę, że kiedykolwiek wyjdzie on z więzienia, choć po odbyciu kary miałby dopiero 57 lat. Już półtora roku później zmarł w więzieniu, a było to w wigilię Świąt Bożego Narodzenia…
Zamiast zakończenia: „Trzech uprowadzonych z Pruszkowa i skazanych w procesie moskiewskim pozostało na zawsze w ZSRR. Nie wiemy, gdzie spoczywają ich szczątki. Stanisław Jasiukowicz zmarł prawdopodobnie w 1950. Generał Leopold Okulicki – jak w 1956 [!!!] podały władze radzieckie – zmarł 24 grudnia 1946 roku. Jan Stanisław Jankowski – podług tegoż komunikatu – zmarł 13 marca 1953 roku, tj. na dwa tygodnie [!!!] przed upływem kary”.
PS Klubowicze, którzy czytają nie tylko kryminały, ale też książki historyczne, szpiegowskie i te dotyczące służb specjalnych, powinni wiedzieć, że jedną z głównych metod pracy operacyjnej jest dezinformacja (naprawdę warto przeczytać: Dezinformacja – Wikipedia, wolna encyklopedia ), wywodząca się z carskiej Rosji, udoskonalona w Rosji Radzieckiej, utrwalona w ZSRR i realizowana w Rosji. Władze rosyjskie, radzieckie i znów rosyjskie tak bardzo zżyły się z jej stosowaniem, że stały się patologicznymi kłamcami (nawet swojemu kłamliwemu organowi prasowemu, wydawanemu w Moskwie największemu dziennikowi, nadali nazwę „Komsomolskaja Prawda” [jaki ciekawy chwyt]. Jeśli przedstawiciel tego państwa coś oficjalnie głosi, to można być pewnym, że nie tylko nie mówi całej prawdy i nie wszystko, co mówi jest prawdą, ale, że najczęściej nie ma w tym jakiejkolwiek prawdy. Zresztą spójrzcie na trzy, autentyczne przykłady z życia wzięte z ostatnich lat, które powinniście pamiętać: „prowadzimy operację specjalną” (świadomy słuchacz – zgodnie z prawdą – powinien sobie przetłumaczyć: „trwa pełnoskalowa wojna”), „nasi żołnierze nie giną” („nasi żołnierze giną na potęgę”), „nie atakujemy żadnych celów cywilnych” (atakujemy wszystko, co popadnie, w tym: przedszkola, szkoły i szpitale). Jeśli przedstawiciel Rosji powie: „błąd pilota”, to możemy być pewni, że „pilot w niczym nie zawinił” (o dezinformacji, i nie tylko, warto poczytać w książce: „Zbrodnia smoleńska. Anatomia zamachu”, ale ostrzegam, że jest to pozycja objętościowa, trudna, wymagająca i tylko dla odważnych). Szkoda, że generał Okulicki uległ sowieckiej dezinformacji, choć trudno się dziwić – zawsze szybciej przyjmiemy za prawdę, to co jest po naszej myśli, niż to, co nam nie odpowiada, a przecież lepsza smutna prawda niż słodki fałsz.
