- Autor: nieznany
- Tytuł: Titowska szajka szpiegów przed sądem w Budapeszcie
- Wydawnictwo: Prasa Wojskowa
- Rok wydania: 1949
- Nakład: nieznany
- Recenzent: Robert Żebrowski

Szatańska rozgrywka: zły kontra jeszcze gorszy
Recenzowana pozycja liczy 37 stron, ceny okładkowej brak.
„Przed sądem ludowo-demokratycznym republiki Węgier, przed sądem całego narodu węgierskiego zasiadła grupa zdrajców i szpiegów, agentów gestapo i wywiadów anglosaskich, grupa zdrajców sprawy klasy robotniczej i ludu węgierskiego – trockistów i prowokatorów, którzy wykonując zlecenia renegata Tito wysługiwali się imperialistom amerykańskim i ich belgradzkim lokajom. Laszlo Rajk, Gyorgy Palffy, Lazar Brankow, Tibor Szonyi, Andras Szalai, Milan Ognienowicz, Bela Korondyi, Pal Justus – oto galeria zaprzańców”.
„Kim są oskarżeni? Jedyna słuszna odpowiedź brzmi – to nędzni, płatni agenci dolara. Ani Rajk, ani żaden z jego wspólników nie jest przecież nowicjuszem w zawodzie szpiegowskim. To starzy, wypróbowani szpicle i prowokatorzy, znający tajniki niejednej centrali szpiegowskiej. Droga ich wiodła od wydawania pojedynczych komunistów w ręce policji Horthyego, aż do spisku mającego na celu wydanie całego narodu węgierskiego na łup dolarowych gangsterów i ich marionetki – zaprzańca Tito”.
Chyba „lepiej” tego nie można było napisać, ale resztę streszczę. Rajk był najpierw Ministrem Spraw Wewnętrznych, a potem Ministrem Spraw Zagranicznych na Węgrzech, Palffy – generałem dywizji i inspektorem węgierskiej armii, Brankow – radcą poselstwa jugosłowiańskiego na Węgrzech, Korondyi – pułkownikiem węgierskiej policji, a Justus – dyrektorem tamtejszego radia. Na podstawie zebranych w śledztwie materiałów, czyli wymuszonych torturami wyjaśnień oskarżonych, ustalono, że sieć szpiegowska ogarniała wszystkie gałęzie aparatu państwowego, armię i policję. Szpiedzy przeniknęli do kierownictwa węgierskiej partii komunistycznej i partii socjaldemokratycznej. Planowano też fizyczną likwidację poszczególnych członków rządu węgierskiego, a Brankow dodatkowo zlecił zabójstwo przywódcy Jugosłowian na Węgrzech. Wszystkie ich działania były inspirowane przez Belgrad, a konkretnie przez Tito, Rankowicza, Kardelja i Dżilasa. To właśnie Rankowicz [Minister Spraw Wewnętrznych] skierował na Węgry – w charakterze dyplomatów – dwóch doświadczonych morderców politycznych – Jovanowicza i Ejkicza, polecając im: „Postarajcie się o rozmaite formy tych morderstw”.
Tak naprawdę w całej tej sprawie chodziło o wykluczenie z gry o władzę Laszlo Rajka – syna ubogiego szewca, a jednocześnie współtwórcy masowego terroru na Węgrzech, a jako ministra spraw zagranicznych – zagrożenia dla samego sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Węgier, którym był Matyas Rakosi. To właśnie Rakosi w roku 1949 polecił aresztować Rajka i oskarżyć o spisek kontrrewolucyjny. Co ciekawe, torturowany Rajk jako współuczestnika międzynarodowego spisku wskazał … Władysława Gomułkę.
Ktoś zapyta: a co ta książka ma wspólnego z Klubem MOrd? A ja odpowiem: przestępstwa najcięższego gatunku (zamach stanu, szpiegostwo, przygotowanie do popełnienia szeregu zabójstw) i proces sądowy ich sprawców, tyle, że fikcyjne.
