Zygmunt Zeydler-Zborowski „Jałowce jak cyprysy” – Trzecia seta 99

  • Autor: Zeydler-Zborowski Zygmunt
  • Tytuł: Jałowce jak cyprysy
  • Wydawnictwo: KAW
  • Seria: seria Czerwona Okładka
  • Rok wydania: 1986
  • Nakład: 100000
  • Recenzent: Jan Mól
  • Broń tej serii: Trzecia seta

ZMYŁKOWA CIZIA

„Jałowce jak cyprysy” wydane zostały w KAW w nietypowym, dużym formacie w 1986 roku.
Powieść zaczyna się wręcz rewelacyjnie, jakby rodem z horroru. Ciemną nocą, w deszczu, pod jałowcem jak cyprysem, mężczyzna kopie grób. Strach paraliżuje jego poczynania. Kobieta, znacznie mocniejsza, psychicznie podtrzymuje go na duchu. Potem następuje to, co musi nastąpić, kładą ciało do grobu i zasypują ziemią. Autor sukcesywnie wprowadza dalsze osoby dramatu, a nastrój tajemniczości narasta. Dość długo nie wiemy czyje ciało pogrzebano pod jałowcem. Tylko pies coś węszył i trzeba się go pozbyć. Gdy pewnego dnia do Polski przyjeżdża „gość” z Ameryki, a potem w niewyjaśnionych okolicznościach ginie, pojawia się major Downar i jego ekipa, tj. Olszewski i Pakuła. Teraz akcja przyśpiesza, trup ściele się gęsto (aż za bardzo), plączą się ślady. Porucznik Olszewski, aby zdobyć zeznania nie waha się użyć piersiówki ze śliwowicą, którą nosi przy sobie.! Robi to dosyć nieostrożnie gdyż przesłuchiwany spostrzega: „Bo zauważyłem, panie szanowny, że panu się marynarka jakoś wydyma z lewej strony. Może tam piersióweczka się znajduje, co? Jakby pan zgadł – roześmiał się Olszewski, wyjmując z kieszeni butelkę”. Butelkę, a nie pistolet?!
Major Downar w powieści jest wyjątkowo spostrzegawczy i równie dobrze zaopatrzony. Porucznik Olszewski jak wiemy nosi przy sobie piersiówkę, a jak się potem okaże, zawsze ma też aparat fotograficzny, a Downar… szkło powiększające oraz fiolkę po witaminie „C”.
Kobiety w powieści są piękne, ale z małym „defektem” w urodzie. Oto pani Glowert, Amerykanka z Filadelfii, wydawać by się mogło ideał kobiecości, posiada usta wąskie, stanowczo za wąskie, mocno zaciśnięte, z kącikami leciutko opuszczonymi ku dołowi, co sprawiało wrażenie pogardliwego grymasu.
Druga kobieta, Magdalena Starzecka, sekretarka adwokata, mogłaby też uchodzić za wzór urody i wdzięku, ale według Downara ów wdzięk maskował znakomicie zimne, bezwzględne wyrachowanie i cynizm. Major z zawodową rutyną przyjrzał się pracownicy adwokata Szredera i przyszło mu na myśl młodzieżowe określenie: „zmyłkowa cizia”. Po takim opisie każdy czytelnik domyśli się, że obie panie to czarne charaktery.
Jak już wspomniałem w dość krótkiej powieści trup pada gęsto, a cała afera dotyczy sprzedaży mieszkań pod Warszawą, Polonusom z Ameryki, którzy na starość chcą się przenieść do ojczyzny. Mocną stroną książki są obyczajowe sceny. Gdy Downar z Olszewskim idą do kamienicy gdzie mieszka jeden z podejrzanych na korytarzu witają ich sąsiedzi. Stare, rozczochrane kobiety w brudnych szlafrokach i przydeptanych pantoflach, dawno nie goleni, ale za to całkiem niedawno podpici mężczyźni, jakieś przedziwne typy, których płeć i wiek trudno byłoby określić. Znajdowała się wśród nich garbuska oraz inwalida chodzący o kulach. Downar pomyślał, że tak właśnie wygląda pewnie sabat czarownic na Łysej Górze. Czy to nie przemawia do czytelnika?!
Na koniec można by wyjaśnić czyje to ciało zakopywano na początku książki, ale przyszli czytelnicy tego by nie wybaczyli.
„Jałowce jak cyprysy” to powieść o bogatej treści, mimo że liczy tylko 56 (za to dwuszpaltowych) stron i czyta się ją z przyjemnością i zaciekawieniem.