Zbigniew Benard „Decyzja Kaprala Bilskiego” – Trzecia seta 3

  • Autor: Benard Zbigniew
  • Tytuł: Decyzja Kaprala Bilskiego
  • Wydawnictwo: MON
  • Seria:
  • Rok wydania: 1954
  • Nakład: 15000
  • Recenzent: Grzegorz Cielecki
  • Broń tej serii: Trzecia seta

SEKRET DT-52 CZYLI REKRUT O ZNIKOMEJ CZUJNOŚCI

Było sobie miasteczko, a w nim jednostka wojskowa. A w tej jednostce tajna broń DT-52 (cokolwiek miałoby to znaczyć). I zdarzyło się, że pewien żołnierz z tej jednostki  został znaleziony martwy w pobliskiej rzece.
Książeczka Zbigniewa Benarda „Decyzja kaprala Bilskiego” ukazała się w legendarnej serii MON-u Biblioteka Przygód Wojskowych, w roku 1954. Dzieło to jest dziś zupełnie nieznane. Z całej serii zresztą dziś wspomina się niekiedy jedynie „W ostatniej chwili” (recenzowałem już tę pozycję) Tadeusza Kosteckiego. Oczywiście z uwagi na autora. Książki BPŻ to bodaj pierwsza powojenna seria sensacyjna. Nie muszę dodawać, że fabuła wszystkich wydanych tu książek musiała łączyć wątki szpiegowskie z dydaktyzmem. W związku z czym lektura sprawia dziś niesamowite wrażenie. Coś między czytanką, a bajką dla dorosłych. Nie inaczej ma się sprawa w wypadku książki Benarda, o którym to autorze nie byłem w stanie kompletnie nic ustalić. Wszelkie słowniki, jak również bazy internetowe milczą.
Zajrzyjmy zatem do treści. Akcja rozgrywa się za siedmioma górami, za siedmioma lasami, w małym miasteczku z knajpą, teatrem (!!!), kilkoma ulicami, rzeką i jednostką wojskową. Słowem wszędzie czyli nigdzie, a zatem w każdej przeciętnej polskiej mieścinie, gdzie idzie walka o nowe, zachować trzeba czujność, a jednocześnie nie zapominać o promiennym spoglądaniu w świetlaną przyszłość. I w tym sennym miasteczku zaginął żołnierz służby czynnej, Stanisław Łęga. Ciało zostaje znalezione nad rzeką, a lekarz orzeka samobójstwo. No, ale jest to lekarz starej daty i oficer z jednostki, prowadzący śledztwo major Korzeniak nie daje wiary. Powód jest oczywisty: ”- Samobójstwa wojskowych służby czynnej nie były nigdy niczym nadzwyczajnym. Korzeniaka aż poderwało. – Nie u nas doktorze, nie u nas. Proszę nie zapominać, że jest rok 1952 i że żyjemy w Polsce Ludowej”. Jeżeli do tego dorzucimy fakt, że na terenie jednostki znajduje się tajna broń o symbolu DT-52 to wszystko staje się jasne. Otóż szpiedzy usiłują wszelkimi metodami poznać tajniki owej broni. Broń zaś jest tak tajna, że i sam czytelnik nigdy nie dowiaduje się cóż to takiego. Ba, nie poznajemy nawet rodzaju tej broni. Pada tylko jedna wzmianka w rozmowie dwóch agentów obcego wywiadu (też nie dowiadujemy się jakiego): „A co to właściwie jest. Karabin ? Armata? Moździerz? Bomba? Samolot? – Nie wiem! – Burknął niechętnie wysoki. – Jeszcze nic nie wiem.” A więc tajność, czujność i jeszcze raz tajność. Tajni bywają nawet pojedynczy żołnierze: – Pamiętasz, jak kiedyś, w marcu, uliczny fotograf chciał zrobić ci zdjęcie z kompanią na ulicy w marszu. – Chciał, ale nie zrobił. Powiedziałem, że nie wolno, i nie zrobił”. Oto poziom tajności. Nie to co dziś. Przecież w ubiegłym roku ówczesny minister obrony Radek Sikorski zarządził usunięcie z wielu budynków wojskowych tabliczek zakazujących ich fotografowanie, a żołnierzy na ulicach można było dawno fotografować zupełnie bezkarnie. Gdyby zresztą nie tabliczki, to o wielu budynkach nikt by nie wiedział, że mają przeznaczenie wojskowe.
Niezależnie od wojskowego śledztwa, swoje prywatne śledztwo prowadzi kolega denata, tytułowy kapral Bilski. Poznaje on niejaką Krystynę, pracownicę poczty i sprawa od razu robi się jakaś niewyraźna. Po pierwsze Krystyna zaprasza go na imieniny, których wcale nie ma w tym czasie w kalendarzu. To oczywiście pobudza czujność kaprala, ale okazuje się niewystarczająco głęboko. Być może dlatego, że młodzi zaczynają mieć się ku sobie. Ale i to nie wydaje się do końca pewne, gdyż: „Chociaż Krysia zajmowała wiele miejsca w myślach Kaprala Bilskiego, nie zaprzestał jednak myśleć o Staszku.” Czyżby kapral Bilski był biseksualistą? Hm, hm. Nie sądzę. Raczej już Benard Zbigniew dokonał tu nadużycia semantycznego, no albo też chciał za wszelką ceną zbić z tropu czytelnika, sugerując że książka ma głębsze treści niż w istocie.
„Decyzja kaprala Bilskiego” to nie tylko akcja, to także opisy przyrody. Szczególnie zapada w pamięć następujące zdanie: ”Rozwinęły się już liście, ciepły wietrzyk szukał czegoś w krzakach bzu”. Czegoż to mógł szukać wiatr? Czyżby tajnej broni DT-52? Tak, Benard umiejętnie myli tropy i zwodzi czytelnika. Ale kiedy w dalszym przebiegu akcji pojawia się nagle dwudziestodolarówka,  to jesteśmy pewni, że jej posiadacz musi być szpiegiem i zaraz pojawią się sekwencje mrożące krew w żyłach.
Książka wzbogacona jest o urocze ilustracje T. Zarzyckiego. Szczególnie podoba mi się ten, na którym szpieg wyjmuje pistolet i mierzy do kaprala Bilskiego oraz Krystyny na odległość okrągłego stołu, na którym stoi karafka i półmisek z jabłkami. Gdyby nie fakt, ze kapral jest w mundurze, to rysunek ten równie dobrze mogłaby ilustrować scenę przyłapania żony w objęciach kochanka.
Dla tropicieli wątków ideologicznych jest wzmianka o procesie Dobodzyńskiego, Robineau i Tatara, oczywiście w duchu potępienia. Na ostatniej stronie zaś wspomina się o postępie  i ludziach radzieckich, dzięki którym postęp wydaje się pewny. Główna teza książki mówiąca o tym, że zawsze i wszędzie trzeba być czujnym, bacznym oraz nade wszystko ufać przełożonym, nie jest stanie pomniejszyć radości z lektury.