Stanisław Biskupski „Pawilon-S” – Trzecia seta 5

  • Autor: Biskupski Stanisław
  • Tytuł: Pawilon-S
  • Wydawnictwo: MON
  • Seria: seria Przedlabiryntowa
  • Rok wydania: 1955
  • Nakład: 20000
  • Recenzent: Grzegorz Cielecki
  • Broń tej serii: Trzecia seta

LUKI STRYKI ALBO FROM GDYNIA WITH LOVE

Facet w prochowcu i kapeluszu, który w dodatku pali lucky stricky to mógłby być na przykład Humphrey Bogart na swoim samotnym szlaku detektywa. Jeżeli jednak tak ubrany mężczyzna spogląda ukradkiem na nabrzeże gdyńskiego portu, omiata spojrzeniem doki, dźwigi i statki, to raczej nie Bogart, tylko szpieg niestety. Tym razem szpieg z powieści Stanisława Biskupskiego „Pawilon-S”.

Biskupski znany jest przede wszystkim jako pisarz marynistyczny i słusznie. W tej bowiem dziedzinie plasuje się lwia część dorobku autora. A nawet jak chwilowo pisze o czym innym, czyli o szpiegowskiej penetracji Gdyni i okolic, od tematu marynistycznego, zarówno topograficznie, jak treściowo nie ucieka.
„Pawilon-S” (1955) należy do podstawowych dzieł serii Przedlabiryntowej, która do seria była bezpośrednią kontynuacją Biblioteczki Przygód Żołnierskich. Tytuł wskazuje na coś tajemniczego, co za wszelką cenę trzeba chronić przed wrogami. Wskazuje to choćby litera „S” w tytule. Tajemniczość ta zresztą nie jest przypadkowa. Biskupski zapewne wiedział, że dobry tytuł to połowa sukcesu. Nic zatem dziwnego, że w bibliografii pisarza trafiamy jeszcze na takie tytuły, jak: ”Odcinek N” (1969), „Rozkaz nr 0069” (1967) czy też „PQ-16 musi odejść” (1982). Jak widzimy tajemnice spiętrzają się w falę, która wali w emocje Czytelnika, niczym w falochron. Tu muszę zdradzić, że tytuł „Pawilon – S” jest niekompletny, powinien brzmieć „Pawilon – SS”, ale jakoś to niezręcznie by wyglądało, więc pozostało jedno „S”. Chodzi bowiem ni mniej ni więcej tylko o pawilon sekcyjno-spawalniczy, wiekopomny wykwit rodzimej myśli inżynierskiej, a dokładnie zastosowanie spawania o maksymalnych rozmiarach, co oznacza koniec z nitowaniem, a zatem zwiększenie tempa budowy statków. I to właśnie nowe rozwiązanie techniczne mają na celu szpiedzy nie do końca wiadomej maści, ale raczej niemieckiej. Zanim milicja dopada szpiegów i łączników ginie kilka przypadkowych osób, ale w końcu siatka zostaje uziemiona. Akcja przebiega na tyle sztampowo, że nie ma co jej omawiać. Cały czar książki to przede wszystkim klimat powojennej Gdyni w kilka lat po wojnie.
Oto właścicielka sklepu galanteryjnego w obawie przed grożącą jej domniemaną (niesłusznie rzecz jasna) likwidacją postanawia przekupić rzekomy „czynnik społeczny” czyli tzw. Trójkę:  „Niczego nie żałowałam, nawet stary jarzębiak wyciągłam i postawiłam na stół”. Potem okazuje się, że dała kasę przebierańcom, a władza ludowa nic do niej nie ma.
Zresztą z samą władzą też bywało równie, bo to i czyszczenie szeregów z elementów niepewnych, a także tarcia rodzinne. Oto jak odzywa się matka do syna-milicjanta: „Nie mógłbyś do jakiejś innej pracy się wziąć? Ja ciebie do tej waszej milicji nie pchałam” – mówi matka do plutonowego Poręby.
Poza szpiegami i milicjantami Gdynia żyła swoim ostrym portowym życiem, także nocnym. Do tego stopnia, że jak się dowiadujemy, mieszkańcy prosili władzę o likwidacje choćby części barów, restauracji i dansingów, bo było zbyt huczno. Z kolei za dnia tu i ówdzie słyszano handlarzy ulicznych: „Luki stryki! Luki stryki! – wykrzykiwał piegowaty młodzieniec.
Ktoś mógłby mi zasugerować, że doszukiwanie się u Biskupskiego bogartowsko-chandlerowskiego echa jest grubym semantycznym nadużyciem, ale oto na stronie 177 trafiamy na następującą frazę dotyczącą szpiega o złowieszczym nazwisku Kruger, Maks Kruger (jak się okazało): „Korzystając z zagadkowej naiwności szeregu osób jeszcze przed wojną prowadził swoją robotę. Czy pani wie, że kobiety to jego specjalność?”
W „Pawilonie – S” nie brakuje także codziennych, drobnych radości. Taka panna Marka na przykład miała znakomity humor, gdyż udało się jej zdobyć parę pończoch. I zaraz pochwaliła się Romanowi: „Perlony! – Powiedziała z triumfem, naciągając jedną z nich na rękę”.
Ale drobiazgi drobiazgami, a nie zapominajmy, że przede wszystkim trzeba było robić porządek w kraju, tym bardziej że: „W zasadzie nie ma przestępstwa kryminalnego bez podłoża politycznego”. Wszędzie jeszcze pałętały się niemieckie niedobitki usiłujące przeciwdziałać polszczeniu ludności autochtonicznej. Polecam, ale dla wyłącznie dla klimatu, nie dla intrygi.