Jerzy Michał Czarnecki „Fart” – Trzecia seta 11

  • Autor: Czarnecki Jerzy Michał
  • Tytuł: Fart
  • Wydawnictwo: KAW
  • Seria: seria Czerwona Okładka
  • Rok wydania: 1980
  • Nakład: 50000
  • Recenzent: Arnold (tajemniczy recenzent z Krakowa – przyp. Red)
  • Broń tej serii: Trzecia seta

NIENAJGORSZE PIERSI I NIEWIELKIE OBROTY

Książka  Jerzego Michała Czarneckiego „Fart” łamie nieco konwencję powieści milicyjnej. Trup (tylko jeden)  pada w połowie powieści na 94 stronie (utwór liczy stron 222). Natomiast jest gratką dla miłośników naturalistycznych opisów: warstwa obyczajowa jest tu bardzo wyeksponowana , tak, że wątek kryminalny sprawia wrażenie dodatku.
Akcja toczy się w Krakowie (choć nie pada nazwa, ze szczegółów topograficznych można się tego łatwo domyślić: kwiaciarki na rynku, zamek, rzeka itp.). Zresztą autor w tym czasie był redaktorem w krakowskim „Dzienniku Polskim” i chyba stąd te reporterskie opisy.
Jaki był ten Kraków A.D. 1980 (ostatni rok Gierka)? Ano taki:
„Jest to specyficzne miasto. Miasto jak żadne inne w kraju. Stare zabytkowe uliczki w centrum sąsiadują z nowymi monotonnie jednostajnymi blokami (…) właśnie tutaj koncentruje się życie miasta. Wszystko poza tą częścią jest jakby hotelem”.  W hotelu oczywiście się mieszka, ale   „nie kwitnie autentyczne życie towarzyskie”.
Życie w Krakowie nie jest łatwe. Miastem rządzą grupy, których działalność jest wybitnie destrukcyjna: „Klany, grupy i koterie spotykają się codziennie, w określonych kawiarniach i klubach”. I co robią? Plotkują, intrygują, niszczą ludzi. Nawet wydarzenia artystyczne są „jeszcze jednym tematem do plotek”, co powoduje emigrację wielu zdolnych ludzi do stolicy (choć autor zadaje pytanie retoryczne „czy tam jest dużo lepiej?”). Zresztą, duża część  akcji toczy się przy stoliku w kawiarni „Mała”, gdzie przychodzi się poplotkować, pointrygować, zawrzeć nowe znajomości bądź ubić interes.
Najbardziej malowniczo przedstawił autor typy i typki zamieszkujące to specyficzne miasto. Przeważnie są to ludzie pełni wad, śmieszności, snobi, potomkowie arystokracji, cinkciarze, drobni złodziejaszkowie, nieudani literaci, pracownicy naukowi, niebieskie ptaki żyjące nie wiadomo z czego.
Galerię otwiera Jubi: drobny handlarz-pośrednik, który „ doskonale radził sobie z wszelką drobnicą. Wiedział od kogo kupić. Wiedział też komu sprzedać”. Kwoty, jakie zarabiał były niewielkie: na kawę i obiad. Swoje nieformalne biuro miał w kawiarni „Mała”. Stąd jego liczne znajomości w różnych kręgach. Jest to jednocześnie najbardziej wyeksponowana postać w powieści (swoją drogą, jak wynika z dalszych wywodów, pokątny handlarz miał ciężko w PRL-u, a i zarabiał  niewiele).
Ponadto mamy radcę Prochlińskiego z narzeczoną, docenta Rzeszowskieg,  hrabiego- samozwańca, Franka – byłego boksera, obecnie cinkciarza, dziennikarza Kaszkowskiego,  ogarniętego manią wielkości redaktora podrzędnego pisemka, paru meneli, niejakiego Marka Kamienia, inżyniera-leśnika z zawodu, a z zamiłowania numizmatyka i mitomana oraz wielu innych w tle. A wszystkie te postaci spotykają się w kawiarni „Mała”.
Kobiety reprezentuje Klara, która „należała ongiś do tych kobiet, za którymi mężczyźni szaleli”. Mimo pięćdziesiątki miała znakomitą figurę i „nienajgorsze piersi”, a ponadto była kochanką prezesa spółdzielni, w której pracowała. Żyła jednak ze sprzedaży złota  pozostałego po ojcu – wojennym spekulancie (złoto to sprzedawał dla niej Jubi). Przy okazji można się też dowiedzieć, jak wyglądała spółdzielczość w PRL-u: „Spółdzielnia miała niewielkie obroty, a założona została po to, by prezes mógł znaleźć łatwe zatrudnienie”..
Sama intryga kryminalna jest jednak dość pomysłowa: Klara zostaje uduszona we własnym mieszkaniu, a złoto skradzione. Milicja aresztuje Jubiego, potem menela Józka, który sprytnie został wplątany przez zabójcę (był widziany przez sąsiadów, zostawił odciski palców) i nikt nie wierzy  w jego wersję. Milicjanci starają się go skłonić do przyznania się. Oczywiście śmierć Klary jest tematem kawiarnianych plotek. Dopiero przypadek i zmysł obserwacyjny Jubiego pozwala wykryć prawdziwego  mordercę.  Trzeba podkreślić, że powieść jest pełna smaczków, naturalistycznych opisów  i stanowi ciekawy opis obyczajowości epoki schyłkowego Gierka; coś na miarę fresku literackiego (nasuwają się analogie z M.Proustem i E. Zolą) .
Ponieważ prawie każda recenzja w Klubie zawiera cytaty, dlatego kilka pozwolę sobie przedstawić:
O przyjaźni między kobietami:
„Z Klarą przyjaźniły się od lat. Ale była to przyjaźń iście kobieca. Wzajemnie podrywały sobie mężczyzn, wzajemnie prześcigały się w sprawieniu strojów, opowiadały sobie o podbojach sercowych”.
O obrzędowości świeckiej i kwestiach światopoglądowych (dotyczy pogrzebu):
„- Wy jesteście partyjni?
–  Nie, panie prezesie.
– Teraz rozumiem wasze wątpliwości. Światopogląd materialistyczny, rozumiecie, świeckość  życia, rozumiecie, wszystko pochodzi od materii, rozumiecie, a w ogóle co by o mnie jako prezesie tak poważnej placówki powiedzieli, gdybym zezwolił na kościelną uroczystość?”
O posiadaniu dzieci:
„W sumie więc Marek miał pięcioro dzieci i w związku z tym przyjaciele nie bez racji nazywali go dzieciorobem, lub, co bardziej pasowało do jego myśliwskich zamiłowań: rozpłodowcem, reproduktorem lub inseminatorem”.
I jeszcze jeden , tym razem o roli poezji współczesnej i spotkaniach autorskich:
„Następnie przeczytał wiersz poświęcony jakiejś Jadwidze:
„O ty Jadwigo
za parawanem
rzęs
światy srebrzyste, błękitne,
zmydlonych dotknięć,
a na parapetach świata
syman ryczy,
tarni osioł,
stąpa warawanugen.
Idziemy jakby dwa
Ale jeszcze złączone
O ty Jadwigo.”
I wtedy górale wstali z miejsc i ruszyli w stronę podium i stolika nakrytego zielonym suknem, aby rozłączyć te dwa, a po drodze dosyć głośno wyrażali opinię o autorze tekstów i jego protoplastach. Miał szczęście redaktor, a wówczas jeszcze literat, Albin Kaszkowski, że świetlica znajdowała się na parterze, a okno było otwarte”.
Jak widać siła młodej poezji była wówczas olbrzymia.
Mimo nieco rozwlekłych opisów, książka  może stanowić ciekawy kąsek dla  miłośników powieści milicyjnej szukających również szczegółów obyczajowych z tamtych lat. Ponadto, jak wynika z tekstu, okazuje się, że modny teraz clubbing nie jest wcale dzisiejszym wynalazkiem, a klany, koterie czy grupy tak samo mają duży wpływ na życie.  Ponadto jest to ciekawe studium roli plotki i „poczty pantoflowej”.