Janusz Płoński, Maciej Rybiński „Góralskie tango” – Trzecia seta 79

  • Autor: Płoński Janusz, Rybiński Maciej
  • Tytuł: Góralskie tango
  • Wydawnictwo: KAW
  • Seria: seria Czerwona Okładka
  • Rok wydania: 1978
  • Nakład: 100000
  • Recenzent: Joanna Cieślik
  • Broń tej serii: Trzecia seta

LINK Recenzja Pawła Smolińskiego
LINK Recenzja Marzeny Pustułki

WIDMO GÓRALA Z CIUPAGĄ

W czasach, kiedy talon na małego fiata stanowił przedmiot marzeń i starań, rajdy samochodowe, nawet te krajowe, pachniały wielkim światem. Jako sceneria powieści kryminalnej rajd był więc równie egzotyczny, jak życie arystokracji angielskiej czy mroczne przedmieścia Chicago.
Autorzy Janusz Płoński i Maciej Rybiński w wydanej w czerwonej serii KAW powieści „Góralskie tango” pokazali to, o czym mógł pomarzyć każdy chłopiec, naklejający nalepkę firmową oleju Castrol na błotnik roweru-składaka marki Flaming. Rajd samochodowy rozgrywany w okolicach Zakopanego, wspaniali mężczyźni, piękne kobiety, rozentuzjazmowani kibice, cyniczni dziennikarze, rajdowe maszyny fiat 125p i nawet jeden ford Capri w klasie do dwóch litrów. A że to PRL właśnie, pozostałe dwa samochody potrzebne do stworzenia klasy 2000 to poczciwa i już wtedy leciwa Warszawa oraz znów fiat 125 p –  model Akropolis, z silnikiem 1800.
Ci, którzy pamiętają „duże fiaty” (125p, czyli później – FSO 1500) dziś czule przezywane cegła lub kredens – znajdą tu sporo dla siebie. Te uszkodzone miski olejowe, ta pospieszna wymiana klocków hamulcowych, te nieosiągalne tłoki do wymiany… (Znajdź pan skrzynkę, to wymienię – wzruszył ramionami majster – z tym to samo – pokazał białego fiata na podwórzu. – Od miesiąca tłoków brakuje. Wóz sekretarza, a i to stoi. – s. 20). Zresztą kluczem do rozwiązana zagadki kryminalnej również okaże się szczegół konstrukcji fiata…
Możliwe, że jest to powieść z kluczem. Nie tym srebrnym, z serii wydawniczej, a kluczem do portretów rzeczywistych polskich kierowców rajdowych z końcówki lat osiemdziesiątych. Bez wnikliwej znajomości tego środowiska dzisiejszemu czytelnikowi trudno się zorientować, kto może kryć się za przesadnie dbającym o wizerunek medialny Andrzejem Osińskim, pozbawionym nerwów, ale za to mającym piękną żonę Jackiem Kosińskim, zamożnym Eugeniuszem Piekarskim, który „dużo może”, czy wreszcie kierowcą fabrycznym FSO Stefanem Gorczycą, uwikłanym w niejasne interesy i zależności. Tylko postacie młodych kierowców, biorących udział w rajdzie na pożyczonych lub nie spłaconych do końca samochodach, ciułających grosze na obrotomierz, są, jak powiedzieliby literaturoznawcy, uniwersalne i ponadczasowe. Dziś też takich na rajdach można spotkać.
Miłośnicy śledczych wyczynów dzielnej milicji będą zawiedzeni. Kapitan, kierujący zabezpieczeniem rajdu, reprezentant drogówki, zajmuje się przede wszystkim przeszkodami na drodze. A to pomoże zholować porzuconą na trasie rajdu przyczepę, a to tropi widmo górala (z ciupagą), który za nic ma zamknięte odcinki wyścigowe i pojawia się, ni stąd nie zowąd, w dodatku – w stanie wskazującym na spożycie… Bezimienny kapitan wprawdzie podejmuje próby zebrania informacji o okolicznościach, mogących wyjaśnić przyczyny śmierci ofiar, ale staje wobec przekraczających jego możliwości śledcze, komplikacji. Osoby, które mogły mieć motyw zbrodni, mnożyły się jak króliki. Od swego szefa, równie bezimiennego pułkownika, otrzymuje do pomocy bezimiennego porucznika z kryminalnego. Porucznik ubierał się i zachowywał jak regularny playboy. Ale to w znalezieniu nie tylko sprawcy, ale nawet w odkryciu sposobu morderstwa – nie pomogło…
Zagadkę kryminalną rozwiązał za to dziennikarz, występujący w podwójnej roli, bo zarazem i pilota rajdowego, redaktor Dymek. Cóż, jemu było łatwiej, jako bezpośredni uczestnik rajdu obserwował wszystko z bliska.
Widocznie końcówka lat 70. przyniosła w polskiej twórczości kryminalnej i sensacyjnej znużenie wzorem bystrego milicjanta, a może fabularne ograniczenie milicyjnych możliwości robiło się coraz bardziej widoczne. Tego samego roku 1978 na ekranach zagościł przecież redaktor Maj.
Nie zdradzę przyszłym czytelnikom „Góralskiego tanga” rozwiązania zagadki; nie zdradzę nawet, kto padł ofiarą wyrafinowanego morderstwa. Powiem tylko, że ofiarą ani mordercą nie jest znikający góral (z ciupagą). Za to – jako ilustrację tego, czy warto się było ścigać – przytoczę listę nagród dla zwycięzców rajdu: za pierwsze miejsce, prócz pucharu ufundowanego przez Automobilklub, zwycięzcy otrzymali komplet najnowszych opon. Za drugie – komplet pokrowców na siedzenie i kierownicę. Za trzecie – pasek antystatyczny. Warto dodać, że pokrowce były futrzane i różowe.
A na koniec pytanie dla znawców historii polskiego przemysłu motoryzacyjnego – czy fiata 125p model Akropolis wyprodukowano 5 tys. egzemplarzy, co dopuszczałoby homologację rajdową w pierwszej grupie?