Jacek Roy „Czarny koń zabija nocą” – Trzecia seta 82

  • Autor: Roy Jacek
  • Tytuł: Czarny koń zabija nocą
  • Wydawnictwo: KAW
  • Seria: seria Czerwona Okładka
  • Rok wydania: 1975
  • Nakład: 100000
  • Recenzent: Ewa Helleńska
  • Broń tej serii: Trzecia seta

LINK recenzja Piotra Głogowskiego
LINK Recenzja Wiesława Kota
LINK recenzja Moniki Przyguckiej

MAT W CZERWONEJ OBERŻY

Przenieśmy się na chwilę w lata siedemdziesiąte minionego już stulecia i odwiedźmy Świnoujście – miejscowość nad Bałtykiem, która w sezonie urlopowym przeżywała istny najazd wczasowiczów z Polski (spędzanie urlopu w takiej miejscowości należało do dobrego tonu, a przy okazji można było wyskoczyć do pobliskiej NRD w celach handlowych) oraz ze Skandynawii (dla Skandynawów Polska była krajem, którego niewątpliwymi atrakcjami były piękne kobiety i tania wódka).

W Świnoujściu znajduje się pensjonat o mało oryginalnej nazwie „Rybitwa”, którego właściciel, pan Roman Borowski, prowadzi jednocześnie zakład fotograficzny.  Pobyt w tym pensjonacie jest drogi, ale pan Roman stara się starannie dobierać gości. Mamy tu grupkę zamożnych gości ze Szwecji i Norwegii, a także Polaków: znanego dziennikarza sportowego, lekarza, artystę malarza z bożej łaski z małżonką, piękną studentkę z warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego. Całe to towarzystwo odwiedza „Rybitwę” po raz drugi, a większość tych osób namiętnie gra w szachy i urządza sobie turniej szachowy, w którym nagrodą ma być okazały puchar, jakich  setki straszyły na przeróżnych zawodach sportowych (i straszą nadal, bo paskudne są jak mało co!) oraz butelka koniaku. Turniej taki rozpoczęto już w roku ubiegłym, ale nie zakończono go  z powodu śmierci jednej z zawodniczek, pani Natalii Rożnowskiej, nawiasem mówiąc żony znakomitego szachisty.  Pani Natalia – jak zeznał jej małżonek – grała dobrze, a nawet bardzo dobrze jak na kobietę i przy  wydatnej pomocy małżonka miała szansę na zwycięstwo. Uniemożliwił jej to morderca, który najpierw zaaplikował silny środek nasenny jej mężowi, a potem udusił biedną kobietę szalikiem.  Od tamtych wydarzeń minął rok, a milicji nie udało się ustalić, kto i dlaczego zamordował Natalię. Śledztwo utknęło w martwym punkcie, gdy tymczasem na kolejnym turnusie o mało nie doszło do kolejnego morderstwa – tym razem ktoś próbował udusić Marię Reszel, kucharkę i intendentkę z „Rybitwy”.  Nie udało się wprawdzie, ale był to moment, w którym spokojny z pozoru pensjonat należałoby przemianować na „Czerwoną Oberżę”.
I tu dziwnym trafem na scenie pojawia się Arystoteles Bax – człowiek o wielu talentach, który odegra w powieści rolę prywatnego detektywa. I niech was nie zmyli obco brzmiące imię i nazwisko bohatera – jest on Polakiem, osobą niezbyt urodziwą, ale obdarzoną piekielną inteligencją, wszechstronnymi zainteresowaniami i wieloma umiejętnościami.
„Miał trzydzieści kilka lat, był kawalerem, dość wysokim, szczupłym, denerwująco flegmatycznym. Na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie przeciętnego fajtłapy, nosił okulary na cienkim nosie, zaś jego mądrą głowę nakrywała strzecha włosów przypominająca kolorem stare siano.  Spadały mu ciągle na oczy, odrzucał je co pewien czas do tyłu ruchem głowy lub ręki.  Ubierał się tak, że mógłby bez trudu zginąć w tłumie wałęsających się autostopowiczów. Odznaczał się specyficznym poczuciem humoru i szczerze przyznam, że nie wszystkie jego powiedzenia wydawały mi się dowcipne, nie palił, pił rzadko, ale jeśli już to dużo, bardzo lubił żartować.”
Nazwisko odziedziczył nasz bohater po dziadku Angliku. Jego ojciec był wybitnym uczonym językoznawcą, a sam Arystoteles jest pracownikiem naukowym Uniwersytetu Warszawskiego i ma doktorat z filologii klasycznej, zna kilka języków.  Pasjonuje go kryminalistyka, zna się na psychologii, prawie, medycynie, toksykologii i Bóg wie na czym jeszcze.  Przed swym pojawieniem się w Świnoujściu pomógł Milicji Obywatelskiej w rozwiązaniu paru beznadziejnych spraw, natrząsając się z nieudolnych funkcjonariuszy ile wlezie.
„Skłamałbym twierdząc, że Arystoteles Bax potrafił po załamaniach paznokci określić zawód człowieka albo że po kolorze i  rodzaju błota na butach ustalał czyjeś miejsce zamieszkania.  Nie, nic z tych rzeczy.  Na tym odcinku do pięt nie dorósł nie tylko wielkiemu Anglikowi, ale i innym znanym z literatury detektywom.  Był jednak, i to z całą pewnością, lepszym psychologiem niż wszyscy oni razem wzięci.”
Jak się łatwo domyśleć, Arystoteles Bax został przez milicję poproszony o pomoc w śledztwie związanym z „Rybitwą”. Nasz genialny detektyw zamieszkał w pensjonacie i z każdą minutą utwierdzał się w przekonaniu, że tajemnicze i zbrodnicze poczynania mają związek z grą w szachy. Skąd bowiem wzięła się zaciętość wszystkich uczestników turnieju w walce o zwycięstwo?  Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie aż tak angażować się w grę o byle jaki puchar i koniak.  Bax nie zmienia zdania nawet wtedy, gdy mordercy udało się w końcu ukatrupić panią Reszel (znów uduszenie szalikiem), która nie tylko nie grała w szachy, ale nawet nie potrafiła odróżnić szachów od gry w chińczyka.  Milicjanci próbują pomagać detektywowi, ale są to w większości mało rozgarnięci osobnicy.
„Dzwonił porucznik Wiater. Chciał podzielić się informacją, która mogła okazać się cenna. Otóż jeden z jego pracowników dowiedział się przypadkowo od bufetowej restauracji „Jantar” położonej przy świnoujskim placu Wolności, że doktor Połtyka krytycznej nocy, około godziny drugiej, nabywał u niej pół litra wódki. Skrupulatny funkcjonariusz podał nawet, że była to pomarańczówka.
– A zakąskę brał?  –  zażartował Bax.
– Tego…nie…wiem  –  zmieszał się porucznik  –  Chyba tak…
– Nie może być żadnego chyba, poruczniku – rzucił detektyw (…).
No cóż, trzeba to sprawdzić.  Wieczorem porucznik Wiater znów zadzwonił.
„- Mam informację. Pierwsza z tą zakąską.  Przyparliśmy bufetową do muru: lekarz kupował galaretkę z nóżek wieprzowych i dorsza po grecku.
– Hi, hi, hi!  Do pomarańczówki?  Co pan, poruczniku, sądzi o tym?
– Podejrzane.
– Myślę to samo.  Kto przypierał bufetową do muru?
– Ja osobiście.
– Czy kupował jeszcze coś?  Na przykład pieczywo?
– Nie, chyba mieli…
– To wszystko?  Dziękuję.  A ta druga informacja?
– Przeglądałem rzeczy Reszel, które zabezpieczyliśmy wtedy, jest jej notes, może pana zainteresuje.
– Co?
– Notes Marii Reszel, takie notatki, ale może…
– Do diabła!  Dlaczego pan dopiero teraz o tym mówi?”
Notes istotnie się przydał, choć w pierwszej chwili zapiski kucharki wydawały się niejasne. Okazało się również, że Bax nie docenił przeciwnika, który przestaje dusić swoje ofiary, a zaczyna strzelać do Baxa i do dziennikarza, próbuje ciosów w głowę, ale bez większego powodzenia. Bax, w przerwach pomiędzy podrywaniem pięknej studentki, odwiedzaniem świnoujskich lokali i poufnymi rozmowami z tym i owym, penetruje teren, znajduje ukryte tu i ówdzie cenne przedmioty i dokumenty i,oczywiście, w efektowny sposób rozwiązuje zagadkę. Wszystko przebiega niczym w zachodnim kryminale – nasz detektyw na oczach zaskoczonych gości „Rybitwy”, jej właściciela oraz  nieudolnych funkcjonariuszy MO wskazuje winnych i wyjaśnia, o co w tej całej historii chodziło, po czym odjeżdża w towarzystwie pięknej dziewczyny.  A wniosek? Detektyw-amator okazał się lepszy od milicjantów, gdyż umiał logicznie myśleć i … znał się na grze w szachy. Czy wiecie na przykład, co to jest obrona sycylijska?
I tylko jeden problem nadal mnie nurtuje.  Czy naprawdę doktor Połtyka zjadł rybę po grecku i  nóżki wieprzowe w galarecie, popijając je pomarańczówką?