Henryk Kurta „Largo con morte” – Trzecia seta 61

  • Autor: Kurta Henryk
  • Tytuł: Largo con morte
  • Wydawnictwo: KAW
  • Seria: seria Czerwona Okładka
  • Rok wydania: 1978
  • Nakład: 100000
  • Recenzent: Marianna Szostak
  • Broń tej serii: Trzecia seta

LINK Recenzja Katarzyny Piwowarczyk-Atys

MORDERSTWA W TLE SYMFONII ALPEJSKIEJ

Śmiało można powiedzieć, że „Largo con morte” Henryka Kurty to kryminał międzynarodowy. Akcja toczy się m. in. w Austrii, Wielkiej Brytanii, Japonii, Turcji, no i oczywiście w Polsce. Na próżno jednak szukać tutaj ciemnych zaułków, bram, podpitego towarzystwa. Zamiast tego mamy salony ówczesnej Victorii (obecnie Sofitel), która była wówczas towarzyską atrakcją. Kto jeszcze tam nie był, nie liczył się w gronie swoich znajomych.
W książce Kurty, jak w każdym kryminale mamy do czynienia z ofiarą, dzielnymi stróżami prawa, no i czarnym charakterem, którego na początku obdarzyłam sympatią. Jest to, bowiem kolega po fachu, a mianowicie dziennikarz. Jednak przewracając kolejne strony sympatia moja do tego osobnika słabła. Przebiegłe to było, chytre, wyrachowane i łase na komplementy.
Ale do rzeczy. „Largo con morte” traktuje o słynnym kompozytorze i dyrygencie. To Austriak Karl Winter. Niemal na całym świecie promuje swoją „Symfonię Alpejską”, którą zachwycają się wszyscy. Nie wszyscy wiedzą (ale na pewno dowiedzą się ci, którzy kryminał Kurty przeczytają), że z ową symfonią wiąże się wstydliwa tajemnica Wintera. Jakby tego było mało wokół kompozytora zaczęli ginąć ludzie. Wszystko wskazuje na to, że Winter ma coś wspólnego ze śmiercią młodego muzyka, który miał w Londynie wystąpić z orkiestrą Wintera, i swojego bogatego znajomego wydawcy Rolanda.
Jakby nasz kompozytor jeszcze mało miał problemów, pojawia się wokół niego stary znajomy Jean Paul Vidal, dziennikarz, którego krótką charakterystykę podałam nieco wyżej. On zawdzięcza Winterowi swoją dziennikarską karierę, a Winter Vidalowi swoją jako muzyka. Koło się zamyka. Vidal postanawia, więc napisać biografię dyrygenta. Nie przeszkadza mu to jednak w tym, aby przy każdej sposobności pożyczać od niego spore sumki pieniędzy. Szybko okazuje się, że dziennikarz zaczyna wymykać się spod kontroli Wintera. Wie coraz więcej a jego wiedza zaczyna być groźna… Jeżeli fakty na temat „Symfonii Alpejskiej” wyszłyby na światło dzienne kariera Wintera w ciągu jednej minuty ległaby w gruzach. Kompozytor jest w matni, miota się, nie wie, co zrobić z niewygodnym pismakiem (żeby dziennikarz pisał tak o dziennikarzu, a fe).
A prawda o „Symfonii Alpejskiej” lada chwila może wyjść na światło dzienne. Winter znajduje, więc rozwiązanie. Wydaje mu się, że najlepsze. Jedzie do knajpy w górach, zamawia whisky bez wody i bez lodu. To była jego ostatnia szklaneczka w życiu. Po wypiciu jej wsiada do samochodu. Chyba nie pomyślał, że jadąc pod wpływem alkoholu popełnia przestępstwo. Ale jemu było już wszystko jedno… Karl Winter przycisnął gaz do dechy i na ostrym wirażu drogi jego auto wypadło z drogi lądując w przepaści. Kompozytor zginął na miejscu. I po raz ostatni większość gazet pisała o nim znowu na pierwszych stronach.
No cóż grzechem Wintera było tylko jedno małe kłamstwo sprzed kilkudziesięciu lat. Natomiast osoba z jego bliskiego otoczenia miała na swoim sumieniu kilkadziesiąt kłamstw i oszustw, a także dwa trupy. Karl Winter był trzecim. Ale chytrej bestii nie przeszkodziło to po raz kolejny wypłynąć czyimś kosztem. Jak to zwykle bywa w porządnych kryminałach prawda w końcu wychodzi na jaw i winny ponosi karę. Czy i tym razem szelma została ukarana? Tego możemy się tylko domyślać po przeczytaniu książki.
Ufff… Panie Prezesie, melduję wykonanie zadania. Następnym razem będzie więcej i lepiej.