Barbara Gordon „Proces poszlakowy” – Trzecia seta 37

  • Autor: Gordon Barbara
  • Tytuł: Proces poszlakowy
  • Wydawnictwo: Śląsk
  • Seria: seria z Tukanem
  • Rok wydania: 1968
  • Nakład: 40145
  • Recenzent: Jacek Getner
  • Broń tej serii: Trzecia seta

DENAT BIEGAŁA, ZAWÓD DYREKTOR

Książka „Proces poszlakowy”, Barbary Gordon, to rzadka w naszej sztuce (literaturze, dramacie i filmie razem wziętych) próba ukazania przestępstwa poprzez pryzmat sali sądowej.

Brak tego typu pozycji bierze się z dość oczywistych powodów: polski wymiar sprawiedliwości, pozbawiony w dużej mierze czynnika społecznego, jakim jest „wdzięczna” publiczność (czyli ława przysięgłych) wystawiająca „recenzję” w postaci wyroku, traci na atrakcyjności. A może niesłusznie, bo sędziowie, choć profesjonaliści, to też tylko ludzie i na ich emocjach można również grać, co pokazuje właśnie „Proces poszlakowy”
Adwokatem, który występuje tu w roli obrońcy, jest jeden z ulubionych bohaterów Barbary Gordon, mecenas Stefan Zamorski. Oskarżonym zaś jest Szymon Ukleja, młodzieniec tyleż szlachetny, co nierozważny. Został wyrwany z sielskiego życia na Śląsku przez przyszłego denata, Zygmunta Biegałę, człowieka od wszystkiego (Bareja świetnie sparodiował ten typ w swoim filmie „Poszukiwany, poszukiwana”, gdzie pod koniec jedna z bohaterek stwierdza: „Mój mąż jest z zawodu dyrektorem”). Biegała zawsze umiał się dobrze ustawić, ze wszystkimi się znał, wszystko potrafił załatwić. Na stanowiskach, jakie piastował, musiał być niewątpliwie członkiem partii, ale to nie jest oczywiście wprost powiedziane. Otaczał się ludźmi podobnego autoramentu, których trzymał dość krótko, a to szantażem, a to groźbą zniszczenia kariery. Dlatego gdy zginął po swoich imieninach, w gruncie rzeczy każdy z gości mógł być mordercą.
Jednak prokuratorskie oskarżenie kieruje się od razu ku Szymonowi Ukleji, który specjalnie zdaje się zwracać ku sobie podejrzenia, twierdząc jednocześnie, że jest niewinny. Jest chyba zresztą przekonany, że nic nie można mu udowodnić. Dlatego też prokurator Wirt wytacza mu tylko proces poszlakowy. Ale nawet po takim procesie można dostać dożywocie. Ukleja się tym jednak nie przejmuje i wygląda na pogodzonego z losem. Zaś pozostałym uczestnikom przyjęcia wydaje się być na rękę, że to właśnie on poniesie konsekwencje tej zbrodni.
Jednak mecenas Zamorski, nawet wbrew woli swego klienta, nie poddaje się i punkt po punkcie podważa zeznania świadków, wykazując ich niespójność i rozbieżność. Jedni bowiem twierdzą, że Ukleja wzniósł na imieninach toast, który mógł być groźbą, inni za to, że ten sam toast wzniósł denat i miał być on próbą zażegnania rodzącej się między oboma panami kłótni. A my wcale nie jesteśmy pewni, czy Ukleja aby rzeczywiście nie dokonał tej zbrodni.
Końca oczywiście nie zdradzę. Jak na tę autorkę jest on dość przewidywalny i z całą pewnością nie o element zaskoczenia w nim chodziło. Jest on dość łagodnym dojściem do mety, z elementami happy endu.
Jeśli zaś chodzi o sam przebieg procesu, to, niestety, trochę rozczarowuje. Zamorski bowiem tak naprawdę nie ma przeciwnika i wygląda jak tenisista, który odbija piłeczki o ścianę. Prokurator Wirt jest postacią bezbarwną, służbistą, który nigdy nie posunąłby się do stosowania sztuczek, w celu skazania podejrzanego. Postępowanie dowodowe przeprowadził rażąco niechlujnie, tak naprawdę nie sprawdził alibi i ewentualnych motywów pozostałych uczestników imienin. Jego osoba wygląda na ewidentną niedoróbkę, tym bardziej rażącą, że Gordon naprawdę świetnie wnika w pozostałe postaci (jak zwykle), pokazując ich wielowymiarowość. I to nieco psuje atrakcyjność tej pozycji.
Pewną ciekawostką jest ukazanie ówczesnej (początek lat sześćdziesiątych) Warszawy, jako swoistego grajdołka. Czytelnik ma nawet wrażenie, że cały ten proces rozgrywa się w małym miasteczku, gdzie wszyscy wiedzą wszystko o innych. Nie wiem, czy to zabieg celowy, ale daje on interesujący efekt. Zwłaszcza w zestawieniu z tym, że nasza stolica jest tu również główną areną wyścigu szczurów, oczywiście takiego na miarę gomułkowskiej Polski. I jeśli ktoś chcę zachować pion moralny, powinien stąd jak najszybciej wyjechać. Co zostaje, w dużym stopniu, aktualne do dziś.